Travellerspoint Blogi z podróży

Togo - czesc 1 - Lome

sunny 35 °C

LOME
Do stolicy Togo wprost z Ghany wchodzi sie pieszo wspanialym, szerokim bulwarem. Nad glowa szumia jak potezne parasole, wysokie palmy kolysane oceanicznym wichrem, zloty piasek rozleglej plazy miekko laczy sie z lazurowa woda. Bo Afleo (przygraniczne miasto w Ghanie) i Lome to tak naprawde jeden i ten sam urbanistyczny organizm, sztucznie tak jakos na pol przekrojony pazernoscia i wasniami bylych kolonialnych poteg: Francji i Wielkiej Brytanii. Dzis z racji bliskiego sasiedztwa plazy wprost z obrazka zdjetej, jest to bodaj najpiekniejsze przejscie graniczne na swiecie. Zareczam i na wszystkie swietaosci przysiegam, choc dowodow fotograficznych nie mam - zabraklo mi odwagi by aparat wyciagac, gdy wszedzie pelno facetow w mundurach patrzacych podejrzliwie i grozne straozacych miny.
Po pieciu miesiacach porozumiewania sie po angielsku na co dzien, jezyk placze sie i meczy, gdy przeskoczyc trzeba nagle na francuski. Brakuje slow, anglosaskie wtrety same wskakuja do ust i choc chce sie powiedziec cos po francusku, to tu dziwnie jakos wychodzi po angielsku.
Ludzie usmiechaja sie wyrozumiale, najwyrazniej przyzwyczajeni juz do tego jezykowego pomieszania wszystkich jowu (tak w jezyku ewe nazywa sie bialych) doTogo przybywajacych z Ghany.
Ide objuczona plecakami w niemilosiernym upale pozdrawiana przez Togolczykow z lewej i z prawej. Poza jezykiem i cenami noclegow miedzy Togo a Ghana nie widze wiekszych roznic.
Te same banany i zgrabnie skrojone kawalki kasawy praza sie w glebokim oleju, z kazdej restauracji dobiega ten sam charakterystyczny dzwiek miazdzonego w poteznych, drewnianych mozdzierzach prosa i maki kukurydzianej, bo tak u wybrzeza Zatoki Gwinejskiej powstaje fufu, czyli rodzaj delikatnie rozplywajacej sie w ustach papki, ktora jest tu absolutnie podstawowym daniem, ta sama wszedzie ludzka serdecznosc wokol, ta sama spontanicznie przezywana radosc. W Afryce choc bieda wyglada zza kazdego prawie rogu, zza kazdego wychyla sie zakamarka, w kazdym prawie siedzi kacie nie odebrala mludziom radosci zycia. Afrykanczycy, choc czesto maja niewiele ponad nic, potrafia cieszyc sie tym duzo bardziej niz my wszyscy Europejczcy razem wzieci z calym naszym zachodnim zbytkiem. Fantatsyczna to umiejetnosc i pewnie dla wielu zaskakujaca. Afryka jest jednak zywym, namacalnym dowodem na to, ze materialny dostatek nie jest warunkiem koniecznym dla ludzkiego szczescia. To tylko nasza, zachodnia perspektywa. Zalamujemy rece nad Afryka, uzalamy sie nad nia, jawi nam sie ona jako kontynent bezmiaru ludzkiego nieszczescia, biedy i konca niemajacego cierpienia. Tymczasem tylu usmiechow, tyle spontanicznie okazywanej radosci, tyle wesolosci na kazdym kroku nie widzialam jeszcze nigdzie. Nikt tutaj za niczym nie goni, bo tak naprawde nie ma za czym, zyje sie z dnia na dzien, kazdym cieszac sie inaczej, kazda drobnostke przezywajac w detalach, kazdym najmniejszym nawet pozytywnym zdarzeniem delektujac sie bez konca. Trawiace Zachod cywilizacyjne choroby takie jak stres czy depresja, sa w Afryce zupelnie nieznane, rownie dla owego biednego, czarnego czlowieka egzotyczne, jak dla nas malaria. Wydaje nam sie, ze posiedlismy jedyna, uniwersalna recepte na szczescie, ze poznalismy jego absolutny algorytm. Tymczasem w Afryce kazdego dnia wiecej widze w ludziach radosci i szczesliwosci zupelnie spontanicznej, niz przez caly rok na starym kontynencie. Afryka uczy mnie jak prawdziwie cieszyc sie zyciem, jak kazda jego chwile smakowac.
IMG_3680_bis.jpg
IMG_3719_bis.jpg
w Lome

OSZUSTWO
Mechanizm jest prosty jak dwa dodac dwa. Z odliczona pula 50 cedi (waluta Ghany) podchodze do mezczyzny siedzacego na stolku z kalkulatorem w reku. Tak w Afryce wygladaja kantory, a przynajmniej te, w ktorych mozna wymienic lokalna walute na inna lokalna walute.Facetow z kalkulatorami jest zawsze pelno na kazdym przejsciu granicznym i chociaz czesto trzeba sie z nimi troche poszarpac, by w miare przyzwoity kurs uzyskac, a i slawa ciesza sie nienajlepsza, to jak dotad zadnycvh przykrych doswiadczen nie mialam. Te jednak musialy nadejsc niechybnie i nieuchronnie jak z dawna oczekiwana burza.
Piekna okolica, fantastyczny, plazowy krajobraz... burczacy zoladek i mysli zaprzatniete prazona kasawa lub slodkim jakims banankiem, gardlo wyschniete na wior wolajace o wode, do tego upal i ciezki plecak - wystarczy by nieco zabraklo uwagi, by koncentracje skutecznie oslabic, rozproszyc na boki.
Facet z kalkulatorem kurs proponuje calkiem uczciwy, wiec przeliczamy wszystko sprawnie i za moje 50 cedi dostac powinnam 18000 CFA (tj. frankow zachodnioafrykanskich, ok. 36 USD). Dostaje do reki plik banknotow z jednotysiecznym nominalem do przeliczenia. 17 000 - Nie, musialam sie gdzies pomylic - mysle sobie i raz jeszcze kalkuluje zuzyte banknoty.
- 17000 jest prosze pana, a mialo byc 18000!
- To niemozliwe Madame - zarzeka sie mezczyzna - niech przeliczy Madame jeszcze raz!
Moze to zmeczenie, moze glod, a moze slonce... do trzech razy sztuka, licze wiec ponownie, niech mu bedzie.
- 17000! Tak jak mowilam - rzucam z lekka irytacja
- Najmocniej przepraszam. Zupelnie nie wiem jak to sie stalo, prosze wybaczyc Madame!
Oddaje mu plik banknotow, a on powoli przelicza ponownie. Podirytowana tym, ze trwa to tak dlugo, z plecakiem ciagnacym ku ziemi, przygladam mu sie niecierpliwie.
- Faktycznie! 17000! Prosze wybaczyc, najmocniej przepraszam Madame. Prawie nigdy mi sie to nie zdarza, stad moje zdziwienie. Bardzo, bardzo przepraszam Madame i natychmiast dodaje brakujacy tysiac.
Faktycznie do grubasnej puli dodaje jeszcze jeden banknot jednotysieczny i ponownie przelicza.
- Teraz jest 18000, prosze sprawdzic - mowi, ponwnie wreczajac mi peczek zachodnioafrykanskich frankow.
Ani mi sie nawet sni przeliczac po raz kolejny, glodna jestem, zmeczona, chce czym predzej do Togo sie dostac i chrupac prazona kasawe. I to wlasnie byl moj blad wielki, ktory kosztowal mnie utrate 6000 frankow (ok. 12 USD). Nie wiem kiedy dokladnie podebral on zwinnie te szesc banknotow z mojej kupki, najpewniej w czasie ostatniego przeliczania, jakims paskudnym, szulerskim sposobem do perfekcji opanowanym dzieki wieloletniej praktyce.
Gdy zorientowalam sie co zaszlo, bylo juz zbyt pozno, granica zostala za mna daleko, a koszt kolejnej wizy do Ghany (50 USD) czynil cala moja potencjalna interwencje zupelnie nieoplacalna.Tego wieczoru polaly sie moje lzy czyste rzesiste ze zlosci, przykrosci i wlasnej bezradnosci.
IMG_3709_bis.jpg
plaża niedaleko granicy

Wysłane przez aidni 05:34 Kategoria Togo

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUpon

Spis treści

Bądź pierwsza(y) komentując ten wpis.

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Login