Travellerspoint Blogi z podróży

INTO THE WEST

sunny 34 °C

INTO THE WEST

Odcinek mojej afrykanskiej trasy, z Addis Ababy do Lilongwe, ktora samotnie pokonalam w trzy miesiace, Boeing Ethiopian Airlines lyknal w cztery godziny.
Lecielismy nad poludniowa Tanzania z jej bagnami i rozlewiskami, lecielismy nad masajskim stepem na polnocy, lecielismy nad nowoczesnym Nairobi i "ziemia zapomniana", ktorej mieszkancy za Kenie nie uznaja, tylko Ugande minelismy skrzetnie. Zostawilismy daleko doline Omo i plemiona, ktore zyja tam niezmiennie od stuleci. I znow znalazlam sie w Addis Ababie, choc tym razem na jedna noc tylko, w przelocie, dnia nastepnego, z samego rana samolot lapiac do stolicy Ghany.
Cala te droge siedzialam owinieta kocykiem, przytulona do okna. Przed moimi oczami defilowaly, jak pokaz slajdow, wschodnioafrykanskie wspomnienia. Po raz pierwszy chyba uswiadomilam sobie, ze minely juz 4 miesiace od kiedy wyruszylam w moja podroz na Czarny Lad, ze wlasnie znalazlam sie dokladnie w jej polowie.
Palace slonce i bezkresne piaski Sahary, rejs feluka po Nilu, spadajace gwiazdy nad jeziorem Nasser i pyszne daktyle podarowane mi na sniadanie przez Sudanczyka, co wraz z nami plynal do Wadi Halfa; szalenczy rajd po najgorszej drodze swiata do Dongoli, piasek w oczach, gardle, piasek na calym ciele i fatalne w Chartumie aresztowanie, a tu juz rozbrykane dzelady na fantastycznych, pionowych urwiskach gor Simien, Haile nasz przewodnik, dzieci sprzedajace welniane czapeczki i dziewczynka z rozszarpanym przez psa udem; pierwsze hipopotamy ujrzane w jeziorze Tana i zachwycajace skarby Lalibeli, wspaniali polscy podroznicy Iza i Kamil na swym motorze, wspolne asystowanie przy karmieniu hien, powrot Bartka do Polski wczesno-poranna pora i poczatek mojej samotnej drogi przez Czarny Lad; dluga jazda w ciasnym autobusie do Doliny Omo, prahistoria ludzkosci ujrzana w oczach kobiety z plemienia Hamer, nadzwyczajne spotkanie ze Slawkiem w Key Afar, rajd ciezarowka do Yabello okrakiem siedzac na workach ze zbozem i niezapomniana przeprawa lorri przez bezdroza polnocnej Kenii, piekne afrykanskie kobiety z Isiolo w swych tradycyjnych strojach i w swym tradycyjnym tancu, nowoczene Nairobi i pierwsza tak daleko od domu spedzona Wigilia, rozmowa z mama przez skype'a i kamerke, pierwsze spotkanie z zyrafami i zebrami, moja magiczna noc nad jeziorem, ktore mialam tylko dla siebie; dobroc i goscinnosc rodziny Obede z Nakuru, a potem obledna zielonosc Ugandy i pelne wzruszenia chwile u zrodla Nilu, nieznosna Kampala i szalona bananowa ciezarowka z pijanym kierowca w okolicach Fort Portal, czarno-biale malpki buszujace nad moim namoitem, przyjaciele z Edirissa Museum w Kabale, przeprawa kanoe przez gladkie jak lustro jezioro Bunyonyi i wulkan Sabinyo, ktory wycisnal ze mnie wszystkie soki, usmiecha sie do mnie dziwczynka z bananami, co jakims czarem mnie omotala i sprzedala dwa bananaow kiscie po zawyzonej cenie, no i chyba najwolniejszy internet na swiecie; w koncu wyspy Sesse, gdzie bezskutecznie szukalam slonca i goraca, ale w zamian znalazlam Bery'ego o wielkim sercu i skarbnice afrykanskich opowiesci - Rose, taaaak,a potem byl przeciez bananowy rejs na pokladzie Victorii i po Wiktorii i Niamissi, moja goscinna przyjaciolka z Bukoby, pierwsze afrykanskich robakow chrupanie, Krater Ngorongoro jakby z innego swiata i Kilimandzaro o wschodzie slonca, wiza do Ghany wymuszony powrot do Nairobi i ponowne spotkanie z Ruth Obede, moje kochane Dar es Salaam i usmiech Akara - mojego masajskiego przyjaciela z Bagamoyo, a potem dlugie czekanie na pociag do Mbeya, magiczne jezioro Malawi i slon co stanal na mej drodze, Jonas z ktorym bujalam sie na hamaku wspolnie wspominajac wszystkie podroznicze wpadki, Dalya, ktora nauczyla mnie grac w bao i Japonka Kazumi, ktora wciaz spotykalam na mej drodze, w koncu bezduszne Lilongwe i chyba najmniejsze lotnisko swiata...
Wspomnienia jak gwiazdy na niebie, nie potrafie ich zliczyc, ani wymienic. Patrze na nie tak, jak patrzy sie na nocne niebo, patrze i cofam sie w czasie. Wypelnia mnie calkowicie uczucie ogromnej wdziecznosci, za to wielkie bogactwo, ktore podarowala mi Afryka, bogactwo, ktorego nie mozna wycenic, przeliczyc na zlotowki, czy dolary. Bogactwo tak nieuchwytne i niezmierzalne jak gwiazdy rozsypane na wielkim niebie, a miec to niebo teraz w sobie to jest przeogromny dar. To wlasnie sprawia, ze tak kocham podrozowac, ze bedac w drodze znajduje swoje spelnienie. Poniewaz przemierzajac swiat uczestnicze w jego roznorodnosci, w tej zachwycajacej mozaice krajobrazow, ludzi, kultur i tradycji, jest to jedyne bogactwo, ktorego lakne, ktorego szukam, ktorego cala dusza pragne. Bogactwo, ktorego nie mozna dotknac, bogactwo, ktorego nie mozna zobaczyc na stanie konta, ktorego nigdy nie mozna posiasc, a jedynie doswiadczyc, a jedynie wspoltworzyc i w nim uczestniczyc.
Kazde uderzenie serca, kazdy oddech, kada mysl i kazde uczucie, sa dzis z glebi duszy plynacym podziekowaniem do Stworcy za piekno tego swiata, za Afryke, za te moja po niej mala Odyseje.

Wysłane przez aidni 06:11 Kategoria Malawi

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUpon

Spis treści

Bądź pierwsza(y) komentując ten wpis.

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Login