Travellerspoint Blogi z podróży

Malawi czesc 2 - KARONGA

pierwsze spotkanie z Malawi

sunny 33 °C

O Malawi kraza w podrozniczym swiatku, jak mantra powtarzane trzy obiegowe oponie:
1. Malawi jest bardzo tanie
2. Malawijczycy to najserdeczniejszy narod Czarnego Ladu
3. Malawi to zupelnie jeszcze nieodkryty, dziewiczy kawalek Afryki, gdzie ciezka spotkac jakichkolwiek turystow
Co sie sie sklada na nasza opinie o danym kraju, na nasze odczucia, na kolory naszych z niego wspomnien? Z pewnoscia w duzej mierze zbiegi okolicznosci, spotkani po drodze ludzie, male, szczesliwe zdarzenia, albo przeciwnie pech, co podklada klody pod nogi, nasze nastawienie, humor koslawy danego dnia lub przeciwnie, wysmienity... Leze w lozku, w okropnej norze za 2.5 dolara, pod wlasnorecznie zacerowana moskitiera, co zajelo mi prawie gozine (cerowanie hotelowych moskitier to moj maly wklad w walke z malaria w Afryce). Leze i zastanawiam sie jak to jest z tym podrozowaniem , jak to jest z tym wydawaniem opinii o odwiedzanych krajach, o ich mieszkancach i na ile nasze osobiste doswiadczenie jest blisie jakiejs obiektywnej prawdy, jesli taka w ogole istnieje. No bo jakos tak sie poskladalo , ze wszystkie te trzy obiegowe opinie o Malawi po prostu upadly i to juz w pierwszych dniach mojego tu pobytu. Fakt ze na poczatek trafilam w miejsce nieszczegolne, do zapomnianej przez los miesciny na polnocnych rubiezach kraju i to tylko dlatego ze jest tam bankomat. Pierwszy hotel z przewodnika Lonely Planet za nocleg spiewa sobie 5 dolarow i to za pokoj tak paskudny, ze wracaja wspomnienia z dalekiego Sudanu, gdzie w Gedaref z nieczynnego klimatyzatora wylazily bandami calymi myszy na nocny zer, a podloga cala uslana byla ich odchdami, lazienka zas...lepiej nie kontynuowac nawet, bo na sama mysl az sie czlowiek wzdryga i krzywi z obrzydzenia.
- O nie! Nie bede pzeplacac! Juz wole za te same pieniadze spac pod namiotem, miec czysto i czuc sie u siebie.
Ide wiec na kemping rekomendowany przez przewodnik LP w towarzystwie, a jak miejscowego „przewodnika”, co mimo moich protestow, idzie za mna jak cien. Przewodnik, ani jeden ani drugi, nie wspomni nawet ze kemping jest daleko, a ze pora wczesnopopoludniowa, wiec gorac wyciska z czlowieka ostatnie soki. W koncu docieram na miejsce. Za nocleg pod wlasnym namiotem trzeba zaplacic 6 dolarow! A do tego do centrum miasteczka i bankomatu jakies 2.5km. Siadam bezradna i wykonczona. I to ma byc to tanie Malawi!
- Jak chcesz to pokaze ci miejsce, gdzie mozna przenocowac za 2.5 dolara – odzywa sie moj niechciany towarzysz – I to w samym centrum, blisko banku, supermarketu, targu i dworca.
- Nie mogles wczsniej powiedziec???!!! Dobra, prowadz, ale najpierw ustalmy ile mam ci za te usluge zaplacic – odpowiadam naburmuszona troche, bo humor zdazylam stracic kiedy urzednik graniczny ograniczyl waznosc mojej wizy z 3 miesiecy do 1, a gdy zaczelam protestowac to zagrozil, ze moze mnie w ogole nie wpuscic jak mu sie tak bedzie podobalo i juz.
- Nic od ciebie nie wezme bo my w Malawi za pomoc nie kazemy sobie placic! – odpowiada dumnie moj towarzysz. Czuje poskornie, ze jest w tym jakies drugie dno, ale nie chce mi sie walczyc. I tak trafiam do lokalnego hoteliku, dowiaduje sie co ile kosztuje na targu, by nie dac sie skroic, zostaje zaprowadzona do taniej knajpki, znanej tylko mieszkancom. Ale i ta najtansza knajpka w Karonga jest duzo drozsza niz tanie knajpki w Tanzanii, drozsza jest tez woda i owoce. Pierwszy mit upada – Malawi wcale nie jest tanie.
Oczywiscie moj niechciany przewodnik okazuje sie byc lokalnym artysta i zaprasza mnie na swoje stoisko. Wiedzialam, ze jego pomoc jest interesownoscia podszyta. Ide jednak bo przyzwoitosc ludzka nakazuje i kupuje nawet dwa malunki, przeplacajac pewnie znacznie ale ladne sa i w karimacie sie zmieszcza. Postanowilam moj gburowaty humor schowac gleboko w kieszen i dac Malawi szanse. Nawet jesli przeplacam to i tak nie sa to duze pieniadze, a bedzie mial chlopak na zycie. A ze przeplacam i to sporo nie ma watpliwosci, bo oto moj przewodnik wyskakuje z propozycja oprowadzenia mnie po okolicznych wioskach bym zobaczyla jak sie wyrabia lokalne piwo. No to idziemy.
Prawdziwy labirynt uliczek i sciezek miedzy glinianymi domkami. Docieramy w koncu do miejsca, gdzie wpol pijani juz ludzie probuja wyludzic ode mnie pieniadze za zdjecia. W kolejnej gorzelni juz sympatyczniej, za zdjecia nie musze placic, ale po chwili orientuje sie, ze wszyscy ci ludzie to alkoholicy, ktorzy do wyrabiania ulubionrgo trunku zatrudniaja wlasne dzieci. Smutny to widok.
Dosc! Wracam do miasta, prosto na targ.Tu mila spotyka mnie niespodzianka. Ludzie sa goscinni, usmiechnieci i serdeczni. W dziale rybnym male srebrne rybki poukladano w niewielkie stosiki. Zapach scina z nog a ryb suszonych i wedzonych jest tu wszedzie cale nieopisane mnostwo! W koncu jezioro niedaleko. Wedruje miedzy straganami i upajam sie Afryka. A taka ja wlasnie lubie najbardziej: rozesmiana, kolorowa, pelna zapachow roznistych, niekoniecznie wylacznie milych dla nosa.
Na targu bawie dluzsza chwile. Gdy wychodze jest juz po 18.00 czas wrocic do hotelu. Po drodze kupuje wode i orientuje sie szybko, ze jakies pol miasteczka jest juz zpelnie pijane, nie wykluczajac kobiet. Widok to jak dotad zupelnie niespotykany. W sklepie dochodzi nawet do gwaltownej awantury, gdy knabrny klient odmowil zaplaty za piwo, ktore sam sobie otworzyl pod nieuwage sprzedawcy. Czmycham czym predzej do mojego pokoju. Po drodze mijam „artystyczne” stoisko mojego przewodnika i widze na co wydal zarobione dzieki mnie pieniadze. Krok ma chwiejny, bledne spojrzenie, placzacy sie jezyk.
Pelna wrazen zupelnie sprzecznych zasypiam mimo nieznosnego upalu.
IMG_2578_bis.jpg
dzieci przygotowujące alkoholową napitkę

Wysłane przez aidni 12:32 Kategoria Malawi

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUpon

Spis treści

Bądź pierwsza(y) komentując ten wpis.

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Login