Travellerspoint Blogi z podróży

Tanzania czesc 4 - Bagamoyo

o niewolnictwie

sunny 30 °C

BAGAMOYO

Nogi i rece mieli skute lancuchami: Pod ciezarem kosci sloniowej uginaly im sie plecy, a pot wielkimi kroplami splywal z czola od nadludzkiego wysilku. Patrze na ich uciemiezone twarze uwiecznione na nielicznych zachowanych do dzis fotografiach i rycinach z okresu schylku niewolnictwa. Oto pochod ludzi, ktorym odmowiono czlowieczenstwa tylko dlatego, ze ich skora jest czarna. Z dokladnej jak fotografia ryciny spoglada skuty w kajdany mezczyzna. Za ubranie sluzy mu tylko przepaska na bidrach. Wychudzona twarz podpiera na bardziej jeszcze wychudzonej rece.
Porywano ich w glebi ladu, w oklicy jez. Tnaganika. Bialy czlowiek nie odwazylby sie tam zapuscic dlatego porywaniem niewolnikow trudnili sie Arabowie lub sami Murzyni z innych wrogich plemion, a czasem za bezcen swoj lud sprzedawali krolowie i plemienni wladcy. Bo trzeba wiedziec, ze niewolnictwo istnialo w Afryce od zawsze, jednak dopiero lakomstwo i pazenosc Europy uczynila je zjawiskiem masowym, ktore doprowadzilo do wyniszczenia i demoralizacji wielu afrykanskich spolecznosci, do wyczerpania ich sil witalnych, zniszczenia ich kultury i wiekowych tradycji.
Pojmani i skuci w kajdany droge znad jez. Tanganika az na brzeg Oceanu pokonac musieli na wlasnych nogach, na plecach niosac ladunek kosci sloniowej, zlota i innych kosztownosci dla swoich nowych wlascicieli. W nie znajacym litosci afrykanskim sloncu przemierzali szerokosc dzisiejszej Tanzanii z Kogoma az do Bagamoyo. Tu zaladowyawano ich na statki, upychano jak przedmioty, a nastepnie wysylano na Zanzibar, gdzie miescil sie bodaj najslynniejszy targ niewolnikow w calej Afryce.
IMG_2346.jpg
IMG_2444.jpg
Za muzealna szyba pamietajace tamte czasy, prawdziwe lancuchy i kajdany. Ile marzen w nie zakuto, ile mlodzienczego zapalu zlamano, ile wspanialomyslnosci i idealow zamieniono w uciemiezenie, upodlenie i nieskonczona beznadzieje.
Dzis senne, spokojne i romantyczne, rybackie miasteczko Bagamoyo, a kiedys potezny port i stacja przeladunkowa wszelkich afrykanskich ''dobr eksportowych''. Stoje przed zrujnowanym budynkiem, do ktorego kiedys zapedzano jak bydlo, wycienczonych wielotygodniowym marszem, niewolnikow. W tych sciqnqch oczekiwali na statek, ktory mial ich zabrac z Afryki w nieznane. Siadam na chwile i staram sie odgadnac co wtedy czuli, tak stloczeni w tysiecznym tlumie. Niepokoj? Strach? Tesknote za gdzies w rozpaczy pozostawiona rodzine? A moze czuli juz tylko glod i pragnienie? Moze ich wyniszczone organizmy nie pragnely juz wiecej jak tylko wody i chleba?
Nie sposob znalezc odpowiedzi, nie sposob odgadnac co czlowiek czuje, o czym mysli, gdy przytloczony jest takim bezmiarem wlasnego cierpienia.
Male muzeum w Bagamoyo i liczne zrujnowane portowe budynki w Bagamoyo przypominaja o tej zamierzchlej historii wybrzeza Tanzanii, historii ktora lubi byc czasem przewrotna, czasem rozne watki misternie splatac jak nici. Jeden z takich misternych splotow historii mial miejsce wlasnie w Bagamoyo. Na tej ziemi, ktora widziala taki ogrom ludzkiego upodlenia, w malek kapliczce, pod biala wieza spoczelo na jedna noc cialo zmarlego w glebi ladu najwiekszego bialego przyjaciela Afryki. Czlowieka, ktory odkrywal przed swiatem jej piekno, ktory szanowal zamieszkujace tu ludy, ich tradycje i kulture, ktory odwaznie bronil Afryki i godnosci czarnego czlowieka, ktory kiedys powiedzial: ''w Afryce nie spotkalem zadnych barbarzyncow, ani zadnych dzikusow z wyjatkiem bialych''. Czlowiek, ktory Afryke kochal calym sercem i zmarl w jej sercu - dr David Livingstone.Czy to przypadek, choc wole myslec, ze celowe i zaplanowane dzialanie historii, ze ostatnia noc na Czarnym Ladzie spedzil wlasnie tu, gdzie ziemia opowiadala i wciaz opowiada o bezkresnym jak ocean cierpieniu jego braci Murzynow.
IMG_2475.jpg
Ale choc ponura przeszlosc Bagamoyo przypomina o sobie na kazdym kroku, na kazdym rogu ulicy, to jest to jednak pelne uroku miejsce. Waskie uliczki, serdeczni ludzie, plaza pelna palm i rybackich lodzi. W tej sennej, powolnej i upalnej atmosferze mozna sie zatracic i zagubic gdzies poczucie czasu, zawieszajac wzrok na dalkiej linii horyzontu, obserwujac rybakow w ich codziennej, ciezkiej pracy, oddajac sie zywej i pelnej kolorow aurze targu pwstajacego tu spontanicznie na plazy, gdy tylko rybacy wroca ze swych polowow.
Opuszczalam Bagamoyo z ciezkim sercem, ale droga wzywa, wzywa na poludnie.
IMG_2412.jpg

Wysłane przez aidni 09:37 Kategoria Tanzania

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUpon

Spis treści

Bądź pierwsza(y) komentując ten wpis.

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Login