Travellerspoint Blogi z podróży

Tanzania czesc 1 - HABARI TANZANIA

Bananowy rejs

sunny 30 °C

Jeszcze nie zdazylam Ugandy opuscic, a juz za nia tesknie. Uganda ma w sobie jakis skryty, niewidoczny na pierwszy rzut oka urok. Czlowiek czuje sie tutaj jakby byl wsrod bliskich, jak w rodzinie, jak we wlasnym domu. Ludzka tutaj zyczliwosc nie ma sobie rownych, jest jakies w tych ludziach cieplo, serdecznosc zakleta w ich spojrzeniach, jakas dobroc niezwykla w ich sercach.
No i poc ja stad wyjezdzam!- bije sie z myslami jadac w przeladowanej (a jak!) publicznej taksowce na granice.- Nic mnie nie goni, moglabym w Ugandzie jeszcze troche pobyc. Zal ogromny wyjezdzac z tego zielonego kraju, gdzie zupelnie nie czulam sie obca, inna, czasem ze zdziwieniem spostrzegajac, ze moja skora jest biala, a nie czarna jak wszystkich wokol.
Raptem kierowca wykonuje gwaltowny skret w lewo z glownej drogi i oto niespodziewanie wjezdzamy na jakies dziury i wertepy, zwawo mknac po jakiejs ledwie widocznej sciezynce. A wszystko to dlatego, ze nasz bystry kierowca wypatrzyl na horyzoncie policjanta, wiec aby uniknac placenia mandatu - lapowki za przeladowane auto musial policjanta po prostu zrecznie ominac. Takie rzeczy tylko w Ugandzie! - No i po co ja stad wyjezdzam? - wracaja dreczace mysli. I aby bylo jeszcze smutniej zaczyna lac. Przekraczam granice w strugach rzesistego deszczu i chce mi sie plakac, ze Uganda juz za mna i ze takam glupia i stad jade.
Picture_37.._uganda.jpg
mama Uganda

Ugandyjskie postscriptum - MALA KSIEGA REKORDOW
1. Minibusy zwane tu po prostu taxi, maja miejsc zwykle na 14 pasazerow, a zabieraja ponad 20 lekko, a i 25 nie nalezy do rzadkosci, wtedy tez pomocnik kierowcy jedzie na dachu z braku miejsca w srodku. Podrozuje siez kurami, rybami, bananami, wielkim worem ziemniakow pod nogami, a raz nawet ze sporych rozmiarow telewizorem na kolanach.

2. 2godziny i 30 minut! Tyle wyniosl calkowity czas oczekiwania az zapelni sie minibus z Kabale do Mbarary, przy czym slowo "zapelni sie" nalezy rozumiec jako zapelenienie kazdego cm2 pasazerem upchanym i zgniecionym niemilosierni, najleppiej jeszcze z 2 cudzych dzieci na kolanach, ktore to liczy sie tutaj jako tobolki a nie pelnowymiarowych pasazerow, dlatego tez nie maja prawa do normalnego siedzenia.

3. Prom z Masaki do Kalangala przewidziany na 4 pojazdy ciezarowe i 6 osobowych zabral 7 pojazdow ciearowych 3 osobowe, w tym jedno auto terenowe oraz 3 minibusy. Wykorzystano kazdy milimetr, prom plynal dwa razy wolniej niz zwykle, ale na szczescie doplynal.

4. Ilosc kisci matoke n jednym rowerze - 6.

5. Cena pokaznych rozmiarow ananasa na targu w Masace - 200 szylingow ugandyjskich, to jest jakies 30 groszy!

BANANOWY REJS
Od kiedy przeplynelam sie pol pasazerskim, pol towarowym statkiem po Amazonce i Ukajali w Peru, jakas w sobie odkrylam slabosc do statkow, rzek, jezior, do tego spokojnego suniecia po wodzie, do patrzenia w gwiazdy na niebie, do dzielenia usmiechow, pozdrowien, jedzienia i najczesciej takze dyskomfortu z innymi wspolpasazerami, do zawierania statkowych znajomosci. Po prsotu polknelam bakcyla statkowego podrozowania - jakby to zrecznie okreslil Kapuscinski - i wyleczyc sie z niego nie ma sposobu. Gdy tylko mam okazje jakims statkiem, gdzies po slodkiej wodzie sie przeplynac, to w skakuje na poklad i juz. Taka okazja trafila sie w Tanzanii i to juz pierwszego dnia! Z miejscowosci Bukoba do sporego miasta Mwanza, pokonujac prawie polowe jez. Wiktorii, plywa tu bowiem co drugi dzien prom o takiej samej co jezioro nazwie. Promem tez jest tylko z nazwy i wygladu, bo naczelnym jego zajeciem jest przewoz towarow, a dokladnie rzecz ujmujac bananow, ktore to liczebnie znacznie przekaraczaja ilosc pasazerow. Na pokladzie wrecz wyrosla gora matoke, siegajaca prawie kapitanskiego mostku, a prom ten ma przeciez dwa pietra plus dolny poklad. Gora jest ogromna, wielgachna, ciezka. Przy zaladunku wszystko skrzypi, trzeszczy. Ludzie jednak w spokoju czytaja gazety, pija coca-cole i dyskutuja. Nie ma wiec chyba powodow do paniki. Siedze sobie scisnieta miedzy pasazerami na dolnym pokladzie, na drewnianej, twardej lawce w klasie ekonomicznej. Ani noga ruszyc nie ma jak specjalnie, ani jak powiercic sie troche. A ze w dodatku goraco jest i wilgotno, szybko robi sie zaduch okrutny. Nie no tak nie wysiedze dlugo. Zaladunek matoke sie zakonczyl. Zabieram najcenniejsza czesc mojego dobytku ze soba (czytaj aparat, dokumenty i kase) i uciekam na otwarta przestrzen, poczuc wiatr we wlosach i gwiazdy zobaczyc na niebie. Takich jak ja podobnych uciekinierow zebrala sie tu juz nawet pokazna grupka. U moich stop w rowne rzedy ulozone kosze z zoltymi bananami, za moimi plecami gora matoke, a przede mna jez. Wiktorii w calym swym ogromie, bezkresne, wielkie jak morze. Serce rosnie w takich chwilach, gdy czlowiek wyobrazi sobie mape Afryki i uzmyslowi, ze przemierza wlasnie jej wodne serce. Stoje tak dluzsza chwile i patrze. A na jeziorze pelno swiatel. Z poczatku mysle, ze to moze wioski jakies na drugim brzegu. Ale przeciez jestesmy na srodku jeziora, a one jakos dziwnie bliskie sie wydaja i swiatel ulicznych czy domowych raczej nie przypominaja. - Bo to sieci rybackie! - tlumacza pasazerowie- Kiedy ksiezyca nie ma na niebie, rybacy lowia male srebrne rybki, ktore potem sie suszy i sprzedaje na targu. Rybki ciagna do swiatla jak cmy, a wieksze jednostki omijaja je skrzetnie. Widok naprawde imponujacy.
Picture_646.jpg
ludzie spia gdzie tylko sie da
Picture_647.jpg
prom przy rozladunku w Mwanzie- polowy bananow juz nie ma
Gdy chlod nocy wygania z otwartego pokladu nawet najbardziej wytrwalych, okazuje sie, ze na moje miejsce na lawce nie moge juz wrocic. Ludzie spia gdzie popadnie, szczelnie wykorzystujac kazdy centymetr podlogi. Nie chce ich budzic, przekladac, przesuwac, nie chce nikogo nadepnac, niechcaco uderzyc czy szturchnac. Czekam wiec...
Czekam godzine, dwie, a gdy juz stracilam nadzieje, ze wroce kiedykolwiek na moj maly skrawek lawki, o jakiejs okropnej, okrutne 3 nad ranem godzinie, nastepuje rzecz najmniej spodziewana - kontrola biletow! Tegi mezczyzna przepycha sie miedzy ludzmi, budzi ich brutalnie, szarpie i pomyslec, ze ja sie krepowalam by kogos nie podeptac! Korzystam z okazji i wskakuje z powrotem na moje miejsce. To byl dlugi i intensywny w przezycia dzien. Zasypiam z miejsca, mimo ciasnoty i zaduchu.

ZROBILAM TO - SENENE

No i stalo sie! Zjadlam pierwsze w zyciu, prazone w oleju robaki. Ponoc towar eksportowy i duma Bukoby. Smakuja nawet niezle jak juz sie zapomini, ze to robaki przypominajace wygladem pszczoly lub osy, ale bez skrzydel. - Sa lepszym zrodlem bialka niz mieso - zachwala Nyamissi, policjantka, ktora poznalam w drodze z ugandyjskiej granicy - i sa przysmakiem sezonowym tylko. Masz wiec wielkie szczescie, ze jestes tu akurat teraz. Nazywamy je senene.
Chrupia insekty miedzy zebami, a tlum przyglad sie z ciekawoscia jak to muzungu robaki zajada. Pewnie czekaja az sie skrzywie ze zbrzydzenia, wypluje, albo cos w tym guscie, nie dam im jednak tej satysfakcji, choc pierwsza sztuka staje w gardle, ze przelknac niepodobna. Nyamissi podsuwa mi cala garsc pod nos, a tlum patrzybadawczo. Chrup, chrup zajadam z usmiechem, a ludzie usmiechem odpowiadaja. Chyba zostalam zaakceptowana jako jedyna muzungu w dlugiej kolejce na rejs do Mwanzy.
Picture_636.jpg
senene
Nyamissi czeka ze mna, az zaczna pasazerow wpuszczac na poklad, choc godzina juz poznowieczorna. Uparcie niesie moj plecak, chociaz nalegam, prosze, zaklinam. Nie ma mocnych na afrykanska goscinnosc. Nyamissi wyraznie mnie polubila, bo na prawie caly dzien zparosila mnie do siebie. Wspolnie gotowalysmy ugali, a malenka klitka, ktora jest jej mieszkaniem pelna byla ciekawskich sasiadek. W Afryce zdecydowanie zyje sie kolektywnie. Mieszkanko Nyamissi malutkie jest i w zabudowie szeregowej. Sciany dzialowe nie siegaja nawet dachu, pod ktorym straszy pusta przestrzen. Sasiedzi slysza sie nawzajem doskonale i nawzajem zgluszaja sie telewizorami i zbyt glosno puszczana muzyka. Lazienka bambusowa tez jest wspolna i miesci sie na zewnatrz budynku wsrod trzciny cukrowej, ziemniaczanych grzadek i drzewek papai (zwanej w suahili "popo").
Maz Nyamissi takze policjant (wydzial sledczy ds. przestepczosci zorganizowanej) rowniez wita mnie wylewnie i serdecznie ucinajac sobie dluzsza ze mna pogawedke na temat roznic miedzy Europa a Afryka.
Bo w dziedzinie goscinnosci Afryka po prostu nie ma sobie rownych i zasluguje w tej mierze na palme pierszenstwa, niezaprzeczalnie i nieodwolalnie.

Wysłane przez aidni 08:59 Kategoria Tanzania

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUpon

Spis treści

Bądź pierwsza(y) komentując ten wpis.

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Login