Travellerspoint Blogi z podróży

Z afrykanskiego notatnika - WOLONTARIUSZE

sunny

Wolontariuszy jest w Afryce cale mnostwo. Spotkac wolontariusza jest duzo latwiej niz lwa czy slonia na sawannie Masai Mara. Jesli gdzies na ulicy wypatrzycie biala twarz i jasne gdzies przemkna Wam przed oczami wlosy wsrod barwnego, czarnego tlumu, szans na to ze jest to niezalezny podroznik jest moze ze 2%, dyplomata jakis lub inny pracujacy tu na stale muzungu dajmy na to 1%, 97% zas, ze jest to wolontariusz. Turysta ze zorganizowanej grupy prawie nigdy samotnie nie zapuszcza sie w murzynski, miejski, zwarty tlum wiec w tym wypadku sznase sa zerowe.
Zeby zostac wolontariuszem w Afryce trzeba miec gruby porfel, bo zeby bezinteresownie pomagac nalezy wczesniej wplacic dobrych pare tysiecy dolarow amerykanskich na konto organizacji pozarzadowej, ktora zlalatwia wszelkie formalnosci. Potem czeka sie, nieraz bardzo dlugo, az zostanie sie przydzielonym do jednego z krajow i do wyznaczonej pracy.
Lapie sie za glowe! Gdzie w tym logika?! Przeciez czlowiek ofiaruje swoj czas i umiejetnosci i wiedze i swoja w koncu ciezka prace, nie oczekujac w zamian wynagrodzenia, a tu jeszcze musi za to placic ogromne pieniadze.
- To na zakwaterowanie, wyzywienie i inne koszty zwiazane z naszym tu pobytem. Zreszta polowa tych pieniedzy jest przekazywana lokalnym spolecznosciom. - tlumaczyli mi mlodzi Kanadyjczycy, ktorych poznalam w Kenii nad jez. Naivasha. Ale jakos nie czulam sie przekonana, jakis to ciagle budzi we mnie sprzeciw, jakis to uklad dziwaczny i niezrozumialy.
Czym zajumja sie w Afryce wolontariusze? Pomagaja dzieciom w odrabianiu lekcji (tak!), w przedszkolach ucza maluchy jak poslugiwac sie sztuccami (tak!tak!), bawia sie z dziecmi w sierociencach (tak!tak!tak!), by wymienic tylko niektore z tych zajec, ktore co tu ukrywac nie naleza to najbardziej produktywnych i Afryce potrzebnych. Zdarza sie tez, ze w ogole nic nie robia, caly dzien spedzajac w kawiarence internetowej, bo na miejscu okazuje sie, ze samochod, ktory mial ich dowiezc do wioski w potrzebie od ponad miesiaca jest zepsuty i nikt nie kwapi sie by go naprawic, jak to mialo miejsce w Kabale w poludniowej Ugandzie.
Czasami, gdy juz sie troche zaprzyjaznilismy, wolontariusze skarzyli mi sie na brak konkretnych zdan, jakiejs namacalnej i prawdziwie pozytecznej pracy. Czuja sie nieraz po prostu jak turystyczna atrakcja w szkole czy sierocincu, a przeciez nie po to tu przyjechali i w pocie czola pracowali by odlozyc na ten wyjazd. Wielu z nich, choc rzadko przyznaja to otwarcie, jest po prostu rozcarowana. Organizacja, ktora ich tu przyslala zabrala polowe ich pieniedzy, drugie pol (a smiem przypuszczac ze duzo mniej) trafilo do lokalnej spolecznosci, gdzie pracuja. Dla obu stron idealna transakcja! Tylko gdzie w tym wszystkim miejsce dla tego mlodego czlowieka, ktory kierowany dobrocia serca, chce cos pozytecznego zrobic dla swiata? Co z jego enregia, zapalem, szczeroscia? Zostaja po prostu zmarnotrawione, bo w praktyce okazuja sie nikomu do niczego nie potrzebne. Nie zna granic ludzka pazernosc i pogon za pieniadzem.
Picture_475-crater.jpg
krater - okolice wulkanow Virunga (Uganda)

- Bo prawda jest taka - powiedzial mi Bery z wysp Sesse, ktory prowadzi osrodek pomocy dla nieletnich prostytutek - ze dla niewykwalifikowanych ludzi nie ma tu pracy. Wiekszosc tych mlodych ludzi konczy szkoly, ale w praktyce nie umie nic. No bo jakie ma umiejetnosci ktos z matura ledwie? Jakie ma doswiadczenie ktos, kto ledwie skonczyl 18 lat? Ich szczere checi niektore organiazcje wykorzystuja niestety by drenowac ich ich kieszenie. A przeciez w Afryce wolontariusze sa bardzo potrzebni, ale tylko wolontariusze o konkretnym fachu: lekarze, psychologowie, nauczyciele, ale nie mlodzi ludzi z ledwie matura na karku.

Wysłane przez aidni 08:27 Kategoria Uganda

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUpon

Spis treści

Bądź pierwsza(y) komentując ten wpis.

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Login