Travellerspoint Blogi z podróży

Uganda - czesc 5 - Szukajac goraca w Afryce

moja trasa przez Ugandę: wjazd 03.01.2009, wyjazd 23.01.2009 przejście graniczne Malaba - Jinja - Kampala - Fort Portal - Lake Nkuruba - Kabale - Lake Bunyonyi - Kisioro - Mgahinga NP - Sesse Islands (Kalangala) - Masaka - przejście graniczne Mutukula

semi-overcast 18 °C

SZUKAJAC GORACA W AFRYCE

Mowili mi jedz na wyspy Sesse, gdy marzlam noca w namiocie nad pieknym jeziorem Bunyonyi. "Jesli pragniesz goraca jedz na wyspy Sesse" - namawiali, gdy prosilam o kilka kocy by przetrwac jakos noc u stop wulkanu Sabinyo. O tak pragnelam goraca! Lepkiego, tropikalnego, wilgotnego, afrykanskiego upalu. Chcialam sie pocic i nie moc w nocy zasnac, chcialam czuc jak slonce pali moja skore. Dosc gor z ich surowym klimatem, koniec z wyzynami i szalejacymi nan deszczami i wichurami! Spakowalam plecak, zwinelam namiot i pojechalam na wyspy Sesse.
Jest ich 32, rozrzuconych jakby troche niedbale u wschodniego wybrzeza je. Wiktorii. W miare zorganizowany transport dociera jednak tylko na jedna z nich, te na ktorej znajduje sie Kalangala. Dwa sklepy, jedna restauracja i kilka barowm oraz jeden bank - tak wlasnie wyglada najwieksza tu wioska a zarazem stolica wszystkich wysp. Jak dla mnie bomba, bo im mniejsze miasteczko, im spokojniejsza okolica, tym ludzie serdeczniejsi, bardziej przyjacielscy i otwarci.
Picture_582-fish.jpg
Ryby i boda boda (na promie do Kalangali)
By dotrzec do Kalangali trzeba jednak anielskiej cierpliwosci. Trzeba wytrwale oczekiwac az zapelni sie busik do Masaki, czy raczej przepelni do granic wyobrazni, jechac tak upchanym kilka godzin, by znow przesiasc sie w kolejny busik, tym razem juz bezposrednio do Kalangali, ale droga wciaz jeszcze daleka, bo przed nami przeszkoda w postaci promu. Prom tez trzeba przepelnic tak ze ledwo plynie i plynie wieki cale ,a potem droga pelna dziur, plynaca miejscami jak rzeka po niedawnej ulewie. A do tego kierowca prowadzi jeszcze jakis handel wymienny z mieszkancami mijany6ch wiosek, co chwila wiec stajemy to ziemniaki zamieniac na matoke, to kury na ryby, to mango na banany! Oj trzeba cierpliwosci i pogody ducha, by to wszystko z pokora zniesc. W myslach juz poce sie w niemilosiernym upale i z radoscia patrze na pieknie zachodzace slonce, cieszac sie juz dniem jutrzejszym.
Noc jest ciepla hoc nie goraca, nie marzne jednak, a to juz cos. Kap, kap, kap - wczesnym rankiem budzi mnie stukanie kropel o namiot. Nie trzeba dlugo czekac, a juz na kempingiem prawdziwa zawierucha z piorunami, ulewnym deszczem. I takich bylo dziennie od trzech do czterech nawet. W zostawionym bezmyslnie na noc praniu zalegly sie mrowki, pajaki, szczypawki i wszelkiego gatunku inne talatajstwo. Namiot trwal dzielnie na barykadach jak obroncy Czestochowy przed szwedzkim potopem, ani jedna kropla nie przedostala sie do srodka, az myslalam, ze z dumy pekne. Kij ma jednak zawsze dwa konce. Wybitna wodoszczelnosc i odpornosc niezwykla mojego namiotu zdobyla sobie takze uznanie mrowek gogantow i tych zupelnie malych, ktore pod tropikiem szukaly schronienia i ganialy pod podloga tak, ze slyszalam ciagle ich chrobotanie. W takich oto nadzwyczajnych okolicznosciach przyrody uplynal mi pobyt na wyspach Sesse. Dni slonecznych i upalnych 0, ilosc burz i ulew w ciagu dwoch i pol dnia - no chyba z 10!. Ostatniego dnia zerwalam sie na rowne nogi juz o 5 rano, slyszac jak kropelki , z poczatku drobne, niewinne, delikatnie uderzaja o moj suchy namiot. W ostatniej chwili zdoalalam caly moj dobytek przeniesc na zadaszona weradne. Zwijanie namiotu w strugach deszczu to koszmar kazdego namiotowicza. Pakowalam sie w ciemnosciach o nieludzkiej godzinie, szczesliwa jednak, ze tego koszmaru udalo mi sie uniknac.

O DUCHACH, CZAROWNICACH, RZUCANIU UROKOW I POLIGAMII

- Mialam kiedys sen. Snilam, ze stara, przygarbiona kobieta, bezzebna i pomarszczona podeszla do mnie i skaleczyla mnie nozem w maly palec u lewej dloni. A bylo w tym wszystkim cos przerazajacego, co co napawalo lekiem, a z obudzilam sie z krzykiem w srodku nocy. Ale wtedy dopiero zaczelam bac sie na serio, bo zobaczylam na moim palcu swiza rane i saczaca sie z niej krew.

Picture_55..islands.jpg
Nad jeziorem Wiktorii na wyspach Sesse
Picture_55..slands1.jpg
Kalangala - jedna z uliczek
I nagle, jakby chcac dodac troche grozy do tej opowiesci, troche ja efektami specjalnymi doprawic, trzasnela kloda w ognisku wzniecajac w gore prawdziwy slup skier.
- No i co bylo dalej? Co zrobilas? - niecierpliwi sie mlody Anglik. Siedzimy skuleni przy ognisku wieczorowa pora, szukajac troche ciepla na tropikalnych wyspach Sesse (sic!) i sluchamy niesamowitych opowiasci Rose, ugandyjskiej dziewczyny jednego Wlocha, profesora Uniwersytetu w Bolonii, co to jednak wybral konkurencyjna impreze przy piwie z Niemcami.
- Jak to co? To, co zrobilaby na moim miejscu i matka, i babka i siostra i ciotka, slowem kazda afrykanska kobieta. Poszlam do czarownicy! - dziwi sie Rose na tak nonsensowne muzunga zapytanie.
Sluchamy z coraz wieksza ciekawoscia.
- Opowiedzialm czarownicy moj sen ze wszystkim szczegolami, a i ona ze swej strony zadawala mi mnostwo pytan i w koncu zawyrokowala: jest rzecza oczywist, ze mezczyzna, z ktorym teraz jestes ma oprocz ciebie jeszcze jakas inna kobiete i ona trawiona zazdroscia po prsotu rzucila na ciebie urok! Muszisz natychmiast przyprowadzic mi koze, ktora zloze w ofierze odpowiednim duchom, ktore ten urok z ciebie zdejma.
- Hahahaha - wybuchamy smiechem.
- tak - ciagnie swa opowiesc Rose - tylko jest jeden problem, mowie czarownicy. Ja nie mam mezczyzny, ani meza, ani nawet chlopaka. Czarownica pokrecila glowa, ze moze w takim razie ktos rzucil na mnie urok omylkowo, ale uparcie obstawala dalej przy tym, ze koza byc musi i to natychmist i ze za tym wszystkim stoi jakas zazdrosna kobieta. Co to za glupstwo - pomyslalam - kozy nie kupilam i o czarownicy zapomnialam. Ale jeszcze tego samego wieczora sen znow powrocil. Znow ujrzalam stara, pomarszczona, zgarbiona kobiete, jak zbliza sie do mnie z nozem szurajac nogami po podldze. Jest blizej i blizej i blizej. A ja w tym snie lezalam zupelnie sparalizowana strachem, ani krzyknac, ani uciekac, ani nawet ruszyc palcem. Kiedy noz byl juz w powietrzu i starucha znow chciala mnie bolesnie skaleczyc, obudzilam sie i zobaczylam w moim lozku szczura! A wiec to byla ta zazdrosna kobieta, urak i klatwa! Po prostu zwyczajny szczur ugryzl mnie przez sen.
Rose smieje sie radosnie i my tez sie smiejemy, choc w duchu zastanawiam sie czy bym jednak nie wolala uroku, katwy i czarownicy od szczura we wlasnym lozku.
- Rose powiedz mi - zagaduje - jak to jest, ze w Afryce mezczyzna moze miec kilka zon i one nigdy ze soba nie walcza, nie sa zazdrosne?
- Jak to nie?! - obrusza sie Rose- Ja bym sie nigdy na to nie zgodzila, aby moj maz mial jeszcze inna kobiete oprocz mnie! Nigdy! Ale na wsiach, gdzie tradycje plemienne sa wciaz kultywowane, kobieta tak naprawde nie poslubia danego mezczyzny, ale ducha, ktory mieszka w jego ciele.
- Jak to? - nie mozemy powstrzymac zdziwienia.
- No wlasnie tak - tlumaczy nam jak dzieciom Rose - W jednym ciele moze mieszkac wiele duchow i jesli maz dajmy na to ma cztery zony to kazda z nich poslubila innego ducha! Tak wiec wieczorem, maz wola swoa zone: - Safi, chodz do mnie to ja twoj maz Mofu przywoluje cie dzis do siebie! - to pozostale zony nie sa zazdrosne bo Mofu nie jest ich mezem, kazda z nich poslubila bowiem innego ducha. Tak to sobie sprytnie wymyslili afrykanscy mezczyzni.

Ano faktycznie bardzo sprytnie.

Wysłane przez aidni 05:23 Kategoria Uganda

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUpon

Spis treści

Bądź pierwsza(y) komentując ten wpis.

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Login