Travellerspoint Blogi z podróży

Uganda - czesc I - u zrodla Wielkiej Rzeki

start : 3 stycznia 2009

sunny 30 °C

WIELKA RZEKA
Przedzierali sie wytrwale przez gesta roslinnosc wycinajac sobie droge maczetami, w pocie czola, w wilgotnym upale, trawieni zmeczeniem i chorobami. Jakaz musisla ich gnac do przodu niezwykla sila, jakaz wielka determinacja i gotowosc na wszystko! Nil rozpalal wyobraznie, budowal marzenia, sprawial, ze ludzie chcieli siegac wzrokiem i wyobraznia daleko za horyzont. Historia poszukiwania zrodla Nilu to wielki rodzial w historii afrykanskich odkryc, to jej pelna heroizmu karta. Wielu smialkow i marzycieli zaginelo bez wiesci, wielu stracilo zdrowie, wielu oddalo najpiekniejsze lata swojego zycia by stanac u zrodla tej wielkiej rzeki nigdy jednak nie osiaganawszy celu. W koncu pewnego upalnego dnia, po dlugiej i wyczerpujacej podrozy, brytyjski oficer John Speke uslyszal od napotkanych po drodze plemion o istnieniu na polnocy "wielkiego morza" lub "wielkiej wody". Speke przeczuwal, ze jest bliski celu, ze tym "wielkim morzezm" moze byc tylko nieodkryte jeszcze jakies potezne jezioro, ktore to prawdopodobnie jest tak poszukiwanym zrodlem Nilu. Brnal bez wytchnienia i spoczynku przez gesta, bujna roslinnosc. Wilgoc stawala sie coraz wieksza, co zwiastowalo, ze cel jest juz blisko. Trawiona chorobami, wycienczona nie znajacym granic wysilkiem ekspedycja Speke'a dotarla w koncu do brzegu wielkiego jeziora, ktore na czesc brytyjskiej krolowej nazwano Jeziorem Wiktorii. Swiat wstrzymal oddech a Speke oficjanie oglosil, ze jezioro to jest zrodlem Nilu. Pelen dumy, z wysoko podniesionym czolem wrocil do Anglii, jako odkrywca i zdobywca. Historia utarla jednak nosa niestrudzonemu podroznikowi. Bo w 1878 roku inny Brytyjczyk - Henry Stanley, nie mniej wytrwaly i rownie pelen determinacji, wyruszyl w rejs po jeziorze Wiktorii by w koncu samemu nacznie zweryfikowac hipoteze Speke'a. Wiele musial zniesc trudow nim w koncu odkryl zasilajaca jezioro rzeke Kagere i dotarl do miejsca, z ktorego Nil wyplywa juz jako Nil.
travel_024.jpg
zrodlo Nilu w Jinja
travel_025.jpg
Dokladnie 131 lat pozniej, 04.01.2009 w tym samym miejscu stanelam i ja. Co czul Speke, kiedy odkrywal Jezioro Wiktorii, co czul Stanley, gdy stanal u zrodla Nilu? Czy podskoczyli z radosci i wysciskali jakiegos tubylca, nie mogac stlumic entuzjazmu? A moze wzruszyli sie i z ich oczu poplynely lzy? Ja sie wzruszylam i chociaz lez nie bylo to serce zabilo mocniej. Moja droga do zrodel Nilu byla bez porownania prostsza, latwiejsza, szybsza i wygodniejsza niz droga Speke'a i Stanleya, byla tez nieporownywalnie bezpieczniejsza. Dla mnie jednak byla wyzwaniem i najtrudniejsza jak dotoad odbyta podroza. Dotarcie do zrodel wielkiej rzeki zamknelo takze pewnien rozdzial mojej malej, afrykanskiej odyssei. Od Kairu az do Jinja w Ugandzie Nil towarzyszyl mi nieustannie, byl tlem, byl szkieletem mojej drogi, ktora biegla wzdluz jego brzegow. Stalam nad Nilem w Kairze, w Assuanie plywalam po jego wodach na nubijskiej lodzi, do Sudanu dotarlam takze niesiona na jego barkach. Bylam w Chartumie, gdzie Nil Bialy laczy sie z Nilem Blekitnym. Na jeziorze Tana w Etiopii widzialam jak w swa droge ku polnocy wyrusza ten drugi. Ale dopiero w Ugandzie stanelam u jego zrodla, a dokladniej rzecz ujmujac jednego ze zrodel. Uganda, Rwanda i Burundi spieraja sie o to, gdzi epoczatek bierze Nil. Sprawa jest panstwowej wagi i na ostrzu noza. I chociaz geografowie za zrodlo Nilu uznali rzeke Kagere, bioraca poczatek w Burundi to chyba wszyscy maja racje i myla sie jednoczesnie. Bo tak jak powiedzial jeden z moich przyjaciol, taka ogromna rzeka nie moze miec przeciez tylko jednego zrodla. Stanac u jednego z nich to byla dla mnie prawdziwie doniosla chwila, moje osobiste z Nilem pozegnanie.
travel_023.jpg
Jez. Wiktorii

JINJA
Niewielu do Jinja przybywa takich niepoprawnych romantykow jak ja, co by sie wzruszali jeziorem Wiktorii, Spekem, Stanleyem i Nilem. Wiekszosc przybyszow z Zachodu to milosnicy sportow ekstremalnych, na ktorych afrykanska stolice powoli wyrasta Jinja. Rafting, skoki na bungee, paralotniarstwo, zeby wymienic tylko te najbardziej popularne. Wszystko to oczywiscie slono kosztuje, ale Afryka zostala pomyslana dla turystow o zasobnych portfelach, dusigrosz musi zadowolic sie Afryka, ktora moze ogladac na targach i bazarach, w lokalnych tanich jak barszcz restauracjach, w zdezelowanych autobusach i minibusach wypchanych ludzmi tak szczelnie, jak to tylko mozliwe. Poznaje Afryke od tej wlasnie strony, wiec ekscytujacej relacji z raftingu po wscieklych wodach Nilu nie bedzie i juz! Musicie sie drodzy czytelnicy zadowolic tylko moim skromnym spacerkiem po Jinja. A Jinja to pierwsze ugandyjskie miasto, do ktorego dotarlam z kenijskiej granicy, takie moje pierwsze z Uganda spotkanie.
Jaka jest Uganda? Jest tak niezwykle zielona, tak zuchwale gesta i zarosnieta, ze odnosi sie wrazenie, ze wszystkie rosliny swiata zdecydowaly sie tu zamieszkac. Chociaz centrum miasta niczym nie rozni sie od wiekszosci miast wschodnioafrykanskich to juz na obrzezach, w dzielnicach mieszkalnych roslinnosc rosnie bujnie i z rozmachem, nie pozostawiajac zadnych watpliwosci - to musi byc Uganda.
travel_026.jpg
Marabut na smietnisku

W Jinja widze takze pierwsze w zyciu marabuty! Ale coz to za ogromne ptaszyska! Rozmiarami wyzsze znacznie od naszych bockow i kenijskich flamingow, Masywne przy tym i posepne. Zyja na smietniskach i smieciami sie zywia. Ta ich smietnikowa egzystencja stoi w zrodla ich watpliwej reputacji wsrod Ugandyjczykow. Kiedy z zachwytu zapominam jezyka w gebie i zdjec pstrykam bez umiaru ludzie dziwia sie i pytaja dlaczego takie paskudne ptaszysko fotografuje.
Dobrze czuje sie w Jinja, polubilam to miasto za jego wilgotna, tropikalna atmosfere, za wiejski spokoj i cisze i wszystkie miejskie wygody, za ten targuginajacy sie pod ciezrem wysmienitych owocow sprzedawanych za bezcen.
W Ugandzie mieszka spora mniejszosc indyjska, wygnana niegdys przez Idiego Amina, powrocila po upadku krwawego dyktatora i odzyskala utracaone mienie. Dzis Hindusi to w Ugandzie wyzsza kasta, ludzie na ogol bogaci, a przynajmniej bogatsi niz przecietni Ugandyjczcy, ale z Ugandyjczykami slabo zintegrowani. Hindusow trawi poczucie wyzszosci wzgledem Murzynow, ktorymi pogardzaja, widac to w kazdym supermarkecie, bo tez kazdy supermarket w Jinja nalezy do Hindusow, widac w restauracjach, widac w sklepach. Hindus inzcej rozmawia z bialym klientem, a inaczej z czarnym, tego pierwszego wita szerokim usmiechem, tego drugiego zbywa milczeniem, lub wrecz ignoruje. A przeciez Hindusi to taki otwarty i zyczliwy narod...niestety nie tu w Afryce. Dodaje to troche dziegciu do wysmienitego thali (moje ulubione indyjskie danie), ktore sobie sprawilam na Nowego Roku dobry poczatek, troche gorzkoscia maci prawdziwie indyjski, pyszny czaj (herbate z mlekiem i przyprawami), co tak pozytywne przywraca wspomnienia.
travel_027.jpg
Ugandyjskie dzieci na ulicy w Jinja

Nastepnego snie obiad jem juz w murzynskiej knajpce, prosty, smakowo zupelnie niewykwintny, taki jaki na co dzien zapelnia zoladki Ugandyjczykow. W tej zwyklosci, w tej prostocie, wsrod pedzlujacych lapczywie lyzkami ryz z fasola Murzynow, czuje ze jestem we wlasciwym miejscu.

Wysłane przez aidni 05:43 Kategoria Uganda

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUpon

Spis treści

Komentarze

kochana:-) co u ciebie? super sie czyta twoje wpisy na blog!!!powodzenia na kontynencie afrytkanskim, pozdrow z kaptsztadu
iza

przez izka80

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Login