Travellerspoint Blogi z podróży

Kenia - czesc IV Afrykanska noc

Lake Elementeita

sunny 28 °C

JEZIORO CALE MIEC TYLKO DLA SIEBIE
Jakie piekne i niezwykle sa te afrykanskie noce! Ksiezyc swieci tak mocno, ze mozna sobie spacerowac bez latarki, a gwiazd na niebie jest tyle, ze ciezko dopatrzec sie konstelacji, tak jest tam na gorze tloczno, tak jest tam ich mnogo, tak im tam ciasno, ze az niebo wydaje sie za za male. Za dnia strojna prawdziwa rewia barw, w nocy zas Afryka staje sie srebrzysto - szra, wszystko przykryte ksiezycowa poswiata jak kolderka lub kocem.
Tak bylo w Etiopii, gdzie noca gigantyczne lobelie, ktore w gorach Simien rosna gesto i licznie, wspolnie z urwistymi zboczami tworzyly krajobraz jakby z innego swiata. Tak bylo nad jeziorem Naivasha w Kenii, skad jeszcze przed wschodem slonca wyruszalam na moje pierwsze safari, a kaktusy wielkie jak drzewa i rozlozyste akacje w tym srebrzystym swietle afrykanskiej nocy przybieraly ksztalty przedziwne i jakas nowa zakladaly sukienke.
travel_016.jpg
Dziewczynki znad jeziora Elementeita

Z wszystkich moich dotychczas spedzonych w Afryce nocy jedna byla jednak zupelnie wyjatkowa. A byla to noc spedzona nad jeziorem Elementeita, przy ktorego brzegu obozowalam zupelnie sama i cale je mialam tylko dla siebie. No bo ktoz by nie chcial zobaczyc, setek, ba!, tysiecy rozowiutkich flamingow broczacych w wodzie u brzegu gladkiego, rozleglego jeziora? Ktoz by nie chcial podziwiac jak leca nisko nad tafla wody gromadnie, dotykajac jej delikatnie dlugimi, rozowymi nozkami? A najlepiej jeszcze, zeby to podziwianie nie bylo rownoznaczne z powstaniem wielkiej dziury w budzecie, ktorej dna ciezko sie dopatrzyc. Trzeba bowiem wiedziec, ze natury podziwianie bywa w Afryce bardzo kosztowne. Turystyka na Czarnym Ladzie ogranicza sie w miazdzacej ilosci wypadkow do zorganizowanych grup o zasobnych portfelach gotowych zaplacic kazda cene za uwiecznienie na fotografii zebry, zyrafy czy lwa. Wstepy do najslynniejszych parkow narodowych (takich jak Massai Mara czy Lake Nakuru) zaczynaj sie od 50 do 60 USD za dzien, a do tego jeszcze trzeba wynajac pojazd i przewodnika, bo bez nich straznicy przez brame po prostu nie przepuszcza. I tak powstaje bariera co najmniej 100 USD/ dzien, ktorej taki podroznik - dusigrosz jak ja nie jest w stanie pokonac. By wiec wszystki te finansowe pulapki ominac, jakos tej dziury w kieszeni zrecznie uniknac, a jednoczesnie zobaczyc troszke tej dzikiej Afryki trzeba niestety kombinowac i to nieraz w pocie czola. Trzeba tu jednego, a tam drugiego podpytac, trzeba czasem zajrzec dop czyjegos bardziej dokladnego przewodnika, slowem trzeba bezustannie zdobywac informacje, a czasem nawet bezczelnie podsluchiwac by dopiac swego. Takimi to pokretnymi drogami dowiedzialam sie o istnieniu jeziora Elementeita, polozonego ok. pol godziny drogi od Nakuru. Na tym jeziorze, wedlug zapewnien mieszkancow, jest mnostwo flamingow, a placic wygorowanych cen za wstep nie trzeba, bo jezioro nie jest parkiem narodowym i jest ogolnie i calkowicie bezplatnie dostepne. Cala podekscytowana jade lokalnym minibusem, ktore to minibusy nazywaja tu matatu, to w Kenii podstawa publicznego transportu i jako takie zasluguja na osobny rozdzial, ktorego sie na pewno doczekaja. Wspoltowarzysze drogi polecaja mi zatrzymac sie na Flamingo Camp nad samym ponoc brzegiem jeziora, ktore juz widze za oknem, piekne, otoczone gorami. Tylko flamingow nie widze, ale byc moze to moj wzrok niedoskonaly, byc moze slonce zbyt silne. Wysiadam przy drogowskazie "Flamingo Camp 800m", ale to chyba tak tylko na zachete, bo idzie sie i idzie w sloncu, pocie czola, a dzieciaki biegna cale podekscytowane, szeroko otwierajac oczy i paluszki trzymajac w buzi na ten widok niezwykly, ktorym jest dla nich mzungu.
travel_015.jpg
travel_014.jpg
Jezioro za dnia

Docieram w koncu na piekny kemping, kolorowy od cudnie kwitnacych kwiatow, docieram nad cudne jezioro, gladkie i niczym niezmacone, ciche, rozlegle, od wschodu zamkniete gorami, ale co z tego jak flamingow garstka ledwie, a nieliczne takze pelikany i czaple nie sa w stanie mnie pocieszyc. - Spoznilas sie o jakies dwa, trzy dni. Flamingi odlecialy do Tanzanii, to taka coroczna migracja, wroca dopiero w kwietniu! - tlumaczy mi wlascicielka kempingu - Te, ktore zostaly to najslabsze, chore lub stare osobniki, ktore na te podroz nie mialy juz sily.
No i mamy kolejny klops. Ale skoro juz tu dostarlam z wielkim wysilkiem to i zostane na jedna noc chocby. Jestem na kempingu jedyna klientka, a popoludnie mija mi w pieknym otoczeniu na pogawedkach z wlascicielka, gotowaniu obiadku na rozzarzonych weglach i polowaniu migawka aparatu na rozowe, dostojne flamingi. Gdy nadchodzi noc swiat zmienia sie nie do poznania! Nie dajcie sie zwiesc, nie jest bynajmniej cicho, bo ptaszyska za dnia oniesmielone nabieraja pewnosci siebie w nocy i wyruszaja na pladrowanie pola namiotowego w poszukiwaniu resztek jedzenia. Sa pomruki, odglosy czlapania i ciamkania, skubania i inne rozne niezidentyfikowane szelesty, swisty i szumy. Wyobraznia szaleje jak sie tak samemu na odludziu w namiocie lezy, a tu jeszcze te dziwaczne koncerty nocne. Nim sie czlowiek obejrzy, a juz ma w myslach jakies straszne rzeczy, jakis koszmarny scenariusz zywcem wyjety z amerykanskiego horroru. Dosc! Nie dam sie terrorowi strachu i wlasnej produkcji koszmarnym wizjom. Wychodze przed namiot i siadam na kamieniu. Nad glowa mam roziskrzone niebo i spadajace gwiazdy, przed soba jezioro i ledwie majaczace na horyzoncie gory. Jest jakas magia zakleta w tej nocy i w tym miejscu, jest w nim jakis spokoj i dostojenstwo. Strach milknie i czlowiek zaczyna czuc sie czescia tego nieba, tych gwiazd, tych gor i tego jeziora, juz nie obserwatorem, nie podgladaczem, ale czescia zupelnie naturalna.
Pobudke mam gwaltowna, chlod poranka jest bezlitosny. Nie myslcie sobie drodzy czytelnicy, ze tylko Wy tam daleko w Polsce marzniecie, marzne i ja i to siedzac prawie na rowniku raz z jednej, raz z drugiej strony! O tak! I czesto mnie budza o pranku lodowate dreszcze.
Swita. Otwieram namiot i zerkam przez szparke, co tam ciekawego na swiecie. A tam roz, pomarancz, ciepla, delikatna zolc budzacego sie nieba w polaczeniu z bladym blekitem odbijaja sie w gladkim jak lustro jeziorze. Nad nim unosi sie delikatna mgielka, a w niej... brodza w wodzie flamingi, spokojne i dostojne. Oddech zmiera, oczy otwieraja sie szeroko, a serce bije mocniej, gdy czlowiek wiedzi przed soba taki obraz. Milkna wtedy slowa, milkna nawet mysli.
travel_018.jpg
travel_019.jpg
travel_020.jpg
Poranek nad jeziorem Elementeita

W calkowitej ciszy siedze nad brzegiem i patrze intensywnie, gorliwie, wnikliwie by ten obraz zapisac w pamieci jak najdokladniej, by moc zawsze odtworzyc go w kazdej chwili, by nie stracic zadnego szczegolu. Nie gromadze w tej podrozy pamiatek, bo kazdy gram ciazy na plecach bezlitosnie, nie kupuje nic na straganach z rekodzielem, choc piekne tu mozna wypatrzec przedmioty, gromadze jedynie obrazy w myslach, przezycia w pamieci, a niezwykle chwile zapisuje w duszy - to moje jedyne pamiatki.

Wysłane przez aidni 01:11 Kategoria Kenia

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUpon

Spis treści

Bądź pierwsza(y) komentując ten wpis.

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Login