Travellerspoint Blogi z podróży

KENIA - czesc III - Safari w piekle

Hell's Gate National Park

sunny 32 °C

NAIROBI - PRZYSTANEK EUROPA
Nairobi to odpowiedz Afryki na nasz zachodni brak wiary w jej mozliwosci. Stolica Kenii moze z powodzeniem stanac w szeregu z wieloma stolicami Europy i wiele z nich moze wpedzic w kompleksy, chocby nasza kochana Warszawe.
travel_001.jpg
Czy to dalej Afryka czy juz Europa?
travel_002.jpg
No i palmy najzupelniej prawdziwe i dodrodne.
travel_003.jpg
Sa chodniki, swiatla, klimatyzowane restauracje, ktore niczym nie roznia sie od naszych, cenami niestety tez nie.
Z trudem mozna uwierzyc, ze polnoc Kenii i Nairobi to ten sam kraj!
Na tej wyspie nowoczesnosci spedzilam swieta w towarzystwie moich motorowych podroznikow i rodakow - Izy i Kamila.

MUZUNGU NA PIEKIELNYM SAFARI

Jak obudzic dzieciece marzenie o Afryce? Jak ozywic obrazy z wyobrazni, ktora zabierala nas do Afryki, dzieki czytanym ksiazkom i sluchanym opowiesciom? Jak znow odnalezc w sobie dzieciecy entuzjazm i najszczerszy, nie dajacy sie stlumic zachywt? Nie ma rady. Trzeba zapakowac w plecak pare kanapek, butelke wody, trzeba wskoczyc na rower i wyruszyc na prawdziwa afrykanska przygode do Hell's Gate National Park, czyli parku narodowego piekielnych wrot. Jest to jedyny park narodowy w calej wschodniej Afryce, po ktorym mozna przemieszczac sie rowerem, a nawet pieszo i to bez obstawy straznika, a to dlatego, ze lwy i inne grozne drapiezniki zapuszczaja sie tu tylko noca. Z tego tez powodu turystow jest tu bardzo malo, no bo co to za safari, z ktorego nie przywiezie sie zdjecia krola zwierzat. Zgoda krol krolem i berla mu nie odbieram tylko pedaluje przez piekna sawanne, wsrod wysokich skal, w pieknym swietle wczesnego ranka. Wraz z towarzyszacymi mi Kanadyjczykami, ktorych spotkalam na kempingu, jestesmy tego dnia pierwszymi goscmi. Zwierzeta zaskoczone nasza tak wczesna i pelna entuzjazmu obecnoscia uciekaja w poplochu, co rusz przebiegaja nam droge antylopy, gazele i zebry i to w odleglosci kilku metrow. Odkladamy na bok rowery i skradamy sie, spokojnie i cichutko, na paluszkach, delikatnie, bez zadnych gwaltownych ruchow.
travel_004.jpg
travel_005.jpg
travel_010.jpg
Zebry przygladaja na sie podejrzliwie, a w sercu czlowieka budzi sie tymczasem mlody odkrywca z dzieciecych lat, ten zapomniany juz dawno mlody lowca przygod. Siadamy na dluzsza chwile w bezruchu tak by zebry przyzwyczaily sie do naszej obecznosci, by nie zwracaly juz na nas uwagi. Aparaty w dlon i juz pelzniemy przez busz by byc ich jak najblizej. Pstryk, pstryk, pstryk, poszla w ruch migawka, uwieczniona chwila, kiedy to zebry byly doslownie o kilka metrow od nas. Co za uczucie! Co za przezycie! Serce w czlowieku rosnie, co tu duzo mowic! Zebry uciekaja wzbijajac w powietrze tumany kurzu. Wsiadamy na rowery i ruszamy w dalsza droge. Chwila doslownie nie minela, a moze i mniej, gdy pod piekna, smukla akacja ujrzalam jeszcze piekniejsza i jeszcze bardziej smukla zyrafe! Jak to tak? Ja i zyrafa, a miedzy nami nic, ino kilka krzakow, z 15 moze metrow suchej ziemi i stoimy sobie obie jak wryte. Obie mamy oczy okragle ze zdziwienia, obie zamarlysmy w bezruchu. Raptem szelest jakis, czyjes ciche, powolne, badawcze skradanie sie. Po chwili zza plecow zyrafy wychodzi druga zyrafa! Az mi sie chcialo krzyczec z zachwytu. Nigdy nie sadzilam, ze bedzie mi dane stanc tak blisko prawdziwej, dziekiej, afrykanskiej zyrafy. Przeklnelam jednak tylko sline dlawiac swoj entuzjazm, by tych pieknych dam z afrykanskiej sawanny nie sploszyc moim wyraznym okzywaniem radosci.
travel_006.jpg
travel_007.jpg
Spedzam z nimi dluzsza chwile i na tym wlasnie polega lukss mojego niskobudzetowego safari. Bez krola lwa w roli glownej wprawdzie, ale takze bez szyb i metalowego dachu samochodu, bez barier, bez zaslon, bez odgradzania sie. Sama na sam z afrykanska przyroda, ktorej dotykam palcami, ktorej melodii nie zaglusza warkot silnika, ktora czuje w miesniach zmeczonych pedalowaniem i pocie splywajacym z czola z wysilku i goraca.
Rower polozylam gdzies w trawie i siedze sobie otoczona juz calkiem pokaznym stadkiem zyraf. Nikogo nie ma poza mna, jestem z tymi pieknymi damami sam na sam. Z trudem moge uwierzyc, ze to dzieje sie naprawde. Przed moimi oczami stanela Afryka wprost z dzieciecych marzen. Obrazy, ktore widzialam oczami wyobrazni defilowaly teraz przede mna namacalne, realne, trojwymiarowe i ozywione. Znow dotykalam Afryki, znow chlonelam ja kazdym zmyslem.
Ach jakie te zebry przedziwne wydaja z siebie dzwieki. Cos miedzy zawodzeniem osla a konskim prychaniem. Echo niesie te melodie przez cala sawanne i towarzyszy mi ona w drodze do piekla. Tak do piekla! Bo jak nazwa parku wskazuje skoro sa piekielne wrota to i pieklo musi byc gdzies w poblizu. Po drodze widze strusie calymi hordami ganiajace po okolicznych wzniesieniach w doskonalej zyjac z zebrami komitywie.
travel_011.jpg
Przy posterunku straznikow ponownie spotykam moich kanadyjskich towarzyszy. Parkujemy rower i juz na nogach ruszamy w dalsza droge. Zawsze wydawalo mi sie, ze by trafic do piekla nie trzeba sie specjalnie natrudzic, starac i wysilac, ze to niebo, a nie pieklo wymaga od czlowieka poswiecenia, wyrzeczen i kroczenia trudniejsza, wyyboista sciezka. Nic bardziej mylnego, przynajmniej jesli mowa o piekle, ktorym w Kenii nazwano niezwykly wawoz wyzlobiony przez wieki przez sezonowo plynaca tu rzeke. Do wawozu schodzi sie po stromiznach, sliskich i mchem porosnietych kamieniach, zeskakujac ze skal prosto pod gorace strumnienie tryskajace z ich wnetrza. Jest przy tym mnostwo radosci i smiechu, a ze wawoz jest przepiekny i waski, zupelnie nie moge zrozumiec dlaczego nazwano go pieklem. Siedzac na wielkim glazie u wyjscia rzeki, zajadamy mango i stwierdzamy jednomyslnie - dla nas ten ten park to wrota do nieba, a nie do piekla.
travel_008.jpg
travel_009.jpg
Oto jest pieklo

Wracajac podziwiam zebry, gdzies zza akacjowej korony spoglada po raz ostatni na mnie zyrafa. jest juz grubo po poludniu, slonce pali bezlitosnie. Do paku wjezdzaja jeepy z turystami wzbijajac w powietrze tumany kurzu. Zwierzyna ucieka w poplochu, a ja dusze sie w tym pyle spychana co rusz do rowu przez wygodnie rozsiadlych w swych jeepach turystow. Nic to jednak w obliczu tego przezycia, tego spotkania z wymarzona Afryka twarza w twarz, sam na sam, gleboko patrzac jej w oczy, a w uszach majac jej dziki spiew.

Wysłane przez aidni 07:06 Kategoria Kenia

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUpon

Spis treści

Bądź pierwsza(y) komentując ten wpis.

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Login