Travellerspoint Blogi z podróży

KENIA czesc II - DOSWIADCZYC AFRYKI

Isiolo

sunny 28 °C

Jesli istnieje jakas ''afrykanskosc", jakis w tej niezwyklej roznorodnosci Czarnego Ladu wspolny mianownik, jakas w tym wszystkim dusza to bez watpinia zakleta jest w tancu, w tradycyjnym plemiennym spiewie, w tym uderzeniu stop o ziemie, w tym glebokim dudnieniu bebnow, w tym cienkim kobiecym glosie, w tym szelescie tysiecy koralikow i muszelek. Kazdy taniec jest inny. Oto juz przede mna kobiety z plemienia Samburu, w swych wspanialych naszyjnikach siegajacych ramion, tancza podskakujac i poruszajac przy tym glowa do przodu, by w ruch wprawic te niezwykle noszone na szyi ozdoby. Kobiety z plemienia Turkana rowniez podkskauja i klaszcza i tupia soczyscie pietami, a szyje ich zaslanija zlozone z setek naszyjnikow "obroze". Z kolei wesole tancerki z plemienia Meru maja spodniczki z ... suchej trawy i radosnie kreca biodrami, hojnie obdarowujac wszystkich zebranych usmiechem. Muzulmanki z plemienia Borana, ubrane na bialo z przepaskami z muszelek wokol glowy, oraz Somali w swych pieknych czerwonych sukniach, tancza w kregu zawodzac tak jak tylko zawodzic potrafia wyznawczynie Allacha.
IMG_0659.jpg
Kobieta z plemienia Turkana spotkana w Isiolo
IMG_0664.jpg
Kobieta z plemienia Samburu
A ja siedze pod sciana i chlone to wszystko kazdym zmyslem. Lapczywie, szeroko otwartymi oczami sledze kazdy ruch, a dzwieki nie tylko uchem lapie, ale oddycham nimi gleboko.
Byc moze faktycznie istnieje jakis ogolnoludzki kulturowy skrypt, ktory wszyscy mamy gdzies gleboko wyryty w podswiadomosci, jakis wspolny kulturowy "gen". Przy calej bowiem odmiennosci, przy calej egzotycznosci tego tanca, spiewu i muzyki, gdzies gleboko wydaja sie one jakos przedziwnie i nieoczekiwanie znajome, a nawet bliskie.
IMG_0908.jpg
Tancerki Samburu
A wszystko to dzialo sie na kulturalnym festiwalu kobiet w Isiolo, ktore choc jest niewelkim miesteczkiem jest prawdziwym lacznikiem miedzy zacofana, ale wciaz dziewicza polnoca Kenii, a rozwinietym poludniem. To tu po raz pierwszy zobaczylam w Kenii asfaltowa droge i pierwsze samochody osobowe, ktore drogi z Moyale nie bylyby w stanie pokonac. Tu spotykaja sie dwa oblicza tego samego kraju, tu spotykaja sie takze jego roznorodni mieszkancy. Bo Isiolo podobnie jak dolina Omo w poludniowej Etiopii, to miejsce zamieszakale przez roznorodne plemiona i grupy etniczne, Samburu, Turkana, Borana, Meru, Somali. Ludzie ci czesto ubrani tradycyjnie przychodza do Isiolo na targ codziennie, wiec turysta ma pelen komfort, moze sobie po prostu pojsc i poogladac, potargowac sie o cene za zdjecie i nacieszyc oko. Ale czasem bywa tak, ze sie ma po prostu szczescie, jakos sie wszystko tak samo zlozy i nagle ludzie otwieraja swoje domy, serca i umysly. W Isiolo mialam szczescie miec to szczescie.
A zadecydowal o tym niezwykly ciag spotkan. Najpierw byl Franck z Niemiec poznany w kawiarence internetowej, ktory przedstawil mi Mohameda - lokalnego trenera pilkarskiego, ktory dorabia sobie do skromnej pensji "przewodnikowaniem" nielicznie docierajacym tu turystom. Za skoromna oplata zgadza sie mnie oprowadzic po okolicy. Nim jednak zdolalismy przejsc pierwsze 100 metrow spotkalam Lothe - Dunke, ktora pracje w Isiolo juz ponad rok i zajmuje sie edukacja kobiet na temat ich praw i wolnosci. Jest takze koordynatorka majacego miejsce nazajutrz Festiwalu Kobiet. Zostaje z miejsca zaproszona. Uradowana tym bardzo ruszam w dalsza droge z moim przewodnikiem. Nie mija pol godziny - kolejne spotkanie, zaproszenie na herbatke i drzwi przede mna szeroko otwarte. Nie zastanawiam sie ani chwili, wchodze.
Rosemary ma piekny ogrod za miastem, pelen kwiatow i drzew dajacych tak bezcenny w Afryce cien. Ma takze dwa domy stojace tuz obok siebie. Jeden w europejskim stylu, z pewnoscia ze wzgledu na meza Dunczyka, ktory mieszka z nia w Kenii juz od wielu lat, i tradycyjny, gliniany domek afrykanski, kryty strzecha, taki jaki w zwyczaju maja stwiac ludzie z plemienia Turkana. Bo Rosemary choc jest zona Europejczyka, plynnie mowi po angielsku i jest znana w Isiolo dzialaczka na rzecz praw kobiet, jest wierna swemu plemieniu i jego tradycjom. W Afryce przynaleznosc plemienna wciaz odgrywa wazna, jesli nie najwazniejsza role. Nie inaczej jest w Kenii, ktora zamieszkuje okolo 80 roznych plemion i grup etnicznych. Nie ma w Afryce homogenicznych spoleczenstw takich jak chocby Polacy. Spoleczenstwa afrykanskie to mozaikowe struktury, w ktorych przynaleznosc plemienna pozostaje czytelnym drogowskazem, punktem odniesienia i fundamentem tozsamosci.
IMG_0680.jpg
domek Rosemary
Afrykanski domek Rosemary zbudowano wedlug tradycyjnej sztuki murarskiej plemienia Turkana. Najpierw wzniesiono drweniany szkielet z kijow i patykow i przeroznych galezi. Na ten szkielet nalozono zaprawe zlozona z gliny, krowiego lajna, trawy i innych jeszcze skladnikow. A gdy wszystko to wysuszylo palace slonce, nakryto domek strzecha z lisci palmowych. Do domu Rosemary wchodzi sie przez bardzo niskie drzwi, ktore jakby wymuszaja na odwiedzajacym oddanie poklonu gospodarzowi., a tak na wszelki wypadek, gdyby roztargniony gosc zapomnial. Tuz za progiem zaczyna sie waski korytarz. Jest tak ciemno, ze nie widac doslownie nic. Korytarz zakreca gwaltownie w lewo o jakies 180 stopni i juz jestesmy w pokoju. Malutkie okienka wpuszczaja niewiele swiatla. Pod sciana w rzedzie stoja male stoleczki, tuz obok lozko jak nalezy kryte moskitiera. Z pokoju wchodzi sie do kolejnej izby, ktora sluzy za kuchnie. Wszystko to malutkie jest strasznie i ciasne i ciemne. Podczas gdy w Europie architekci buduja szklane domy, by lapac kazdy, najmniejszy nawet promyk slonca tu w Afryce glowia sie od wiekow nad tym, by stworzyc okna, ktore daja swiatlo, ale nie wpuszczaja slonca. Bo afrykanski dom to przede wszystkim schronienie przed sloncem i goracem, w glinianym domku panuje przyjemny chlodek.
Na festiwalu widze Rosemary w tradycyjnym stroju plemiennym wykonujaca taniec Turkana. Dotykam Afryki kazdym zmyslem, zagladam do jej serca i duszy.
IMG_0864.jpg
Jedna z tancerek z plemienia Turkana

Wysłane przez aidni 06:09 Kategoria Kenia

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUpon

Spis treści

Komentarze

Kiedy po "postnej" pracy nadrabiam zaległości w lekturze Twojego dzienniczka Przy akompaniamencie "sjestowej" - afrykańskiej muzyki, zachwycam się nie tylko Afryką, tę już znam troszeczkę, ale pięknem twojego serca Olu, które ukazujesz, w spotkaniu z tymi ludźmi. To ono otwiera serca i drzwi ich domów przed Tobą...

przez xkazik

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Login