Travellerspoint Blogi z podróży

KENIA czesc I - Polnoc

sunny 28 °C

PIERWSZE KROKI MZUNGU
I na poczatek od razu klops. Dumna z siebie nabylam bilet na autobus do Marsabit, a tu sie okazalo, ze mozna bylo za 1/3 tej ceny dojechac do Marsabit ciezarowka, siedzac na dachu, nogami machajac krowom lub kozom nad glowami. Ciezarowki, zwane tu lorri, to na polnocy Kenii instytucja sama w sobie. Wysokie na jakies 3,5 metra przewoza glownie bydlo, pasazerowie sa zas ladunkiem dodatkowym, ktory siedzi na dachu. Trzeba jednak wiedziec, ze zadaszenie sklada sie z metalowych rur zespawanych na krzyz. Na takich rurach sie siedzi, do nich przywiazuje sie plecak i trzyma sie ich kurchowo, by podskoczywszy na wyboju nie spasc i tak juz wystarczajaco niezadowolonym krowom na glowe.
Ach! Zla na siebie obserwowalam odjezdzajace do Marasabit lorri, siedzac w mocno przeplaconym i jak sie okazalo zepsutym autobusie. Kiedy stracilam juz wszelka nadzieje, ze kiedykolwiek wydostane sie z Moyale burknal nagle silnik, w powietrze uniosla sie czarna chmura spalin – ruszylismy.
Z pelna odpowiedzialnoscia moge stwierdzic, ze znalazlam godna konkurencje dla drog polnocnego Sudanu – drogi w polnocnej Kenii. Wyboje niesamowite, a nawierzchnia podobnie jak w ta sudanska przypomina tarke. Po ledwie godzinie czuje juz wszystkie kosci i miesnie, a w dodatku siedze na kole. No gorszego miejsca juz miec nie moglam!!! No i co sie stalo z krajobrazem? Etiopia takie piekne zgotowala mi pozegnanie, a tu tylko suche krzaki, sucha ziemia i tak po horyzont. Ach! Ze tez nie wsiadlam na lorri przynajmniej bylaby przygoda. Ciagnie sie to wszystko w nieskonczonosc, ciagnie wieki cale. Ani poczytac, ani na czym okaz za oknem zawiesic. Dzieciaki, ktore stanowia spora czesc pasazerow placza, jecza, wrzeszcza zniechecone dluzaca sie podroza po wybojach, w upale, halasie i kurzu. Noc zapada, a my wciaz daleko jestesmy od celu.Wedlug zapewnien kierowcy mielismy byc na miejscu o 16.00, jestesmy dopiero o 21.00. Wszystko zamkniete, a tu zoladek skrecony w 8 z glodu i zadnych widokow na jedzenie. No i stalo sie, musialam poswiecic zurek (goracy kubek knorra), ktory tak zmyslnie oszczedzalam z mysla o Wigilii. Ide spac zdegustowana, nie pomaga nawet przyjemny hotelik i telewizor w pokoju i nawet przyzam wciagajacy film kryminalny. Obrazilam sie dzis na Kenie i juz.

MARSABIT
Rano wstaje pelna energii. No dobra zobaczymy co tez do zaoferowania ma Marsabit. Otwieram drzwi…co to??? Chmury, mgla i zminy wiatr? I to ma byc Afryka? Szybkie sniadanie w hotelu i wymarsz w miasto, w bluzie, polarze, skarpetkach, ktore wepchnelam na dno plecaka w przekonaniu, ze dlugo juz na nic sie nie przydadza. Miasteczko tak okropnie brzydkie, ze zupelnie nie wiem jak je ugryzc. Jakies walace sie budy, jakies latajace po ulicach smieci, brud, tandeta i bylejakosc. I co tu poczac jak taka brzydota wokol a jest dopiero 10.00. Na Internecie posiedziec sie nie da, bo wyslanie jednego maila zajmuje cala godzine, a w hotelu spedzic caly dzien… no jakos nie potrafie. Upewniwszy sie ze lorri do Isiolo jada jutro calymi brygadami i miejsce dla mnie znajdzie sie na pewno, ruszam przed siebie. Bron sie Marsabit, bron sie Kenio! Daje wam dzis ostatnia szanse! Obronily sie i Kenia i Marsabit.
IMG_0633.jpg
IMG_0632.jpg
okolice Marsabit

Z kazda godzina robilo sie coraz cieplej, coraz jasniej i sloneczniej. Na wzgorzu za miastem dostrzegam duzy kosciol. Ot swietne miejsce na wypad. Droga, a wlasciwie sciezka wije sie pod gore wsrod wiosek i zielonych pol. Co chwila spotykam na mej drodze ludzi z plemienia Samburu zmierzajacych na targ do Marsabit. Kobiety z tego plemienia nosza wspaniale naszyjniki, ktore koncza sie im na ramionach, a na glowach maja piekne przepaski I to wszystko zrobione z malych, kolorowych koralikow. Zaskoczona jestem tym nieoczekiwanym spotkaniem, a i oni nie mniej. Usciski reki, wymiana usmiechow. – Karibu mzungu! – Krzycza za mna dzieci wesolo machajac reka. Co jezyku suahili oznacza “witaj biala”. No zaczyna mi sie podobac. Gdy zgubilam droge wsrod plataniny sciezek, zaraz znalazl sie mezczyzna wypasajacy kozy i wskazal mi ktoredy isc. Jego bezinteresowna pomoc, po pieciu tygodniach spedzonych w Etiopii jest dla mnie zaskoczeniem. Docieram w koncu do kosciola i widok mam przepyszny. Zielona trawa porosniete wzgorza pieknie kontrastuja z czerwienia ziemi. A wszedzie przetrzen niczym nieograniczona.
IMG_0637.jpg
Marsabit

Dzis w hotelu nie bylo pradu, ani biezacej wody. Musialam sie pakowac przy swieczce. Nic to, humor mialam doskonaly. Nie wygody, nie komforty czynia czlowieka szczesliwym.

ZIEMIA ZAPOMNIANA
Jak sie zaczyna przygoda? Doswiadczenie uczy, ze na poczatku jest zawsze ciezko i pod gorke. Trzeba zeby zaciskac z wysilku, trzeba umysl trzymac w ryzach. Tak tez bylo i tym razem, kiedy siedzac na dachu ciezarowki glowe mialam prawie w chmurach, z ktorych siapil jak od niechcenia pierwszy w tej podrozy afrykanski deszcz. Nim zdazylismy wyruszyc z Marsabit juz wszyscy przemoklismy, a tymczasem zerwal sie porywisty wiatr. Znow marzalm w Afryce, znow przenikliwy chlod spinal miesnie i przeszywal kosci. Murzyni to ludzie bardzo wytrzymali. Bylam jedyna mzungu na naszym lorri (I chyba jedyna w calym Marsabit bo bo niewielu tu dociera turystow), a z wszystkich marzlam chyba najbardziej.
IMG_0646.jpg
Lorri do Isiolo

I oto juz moja ciezarowka mknie po fatalnej, wyboistej i piaszczystej drodze, oto wyruszylismy w droge do Kenii. Tak do Kenii!!! – Ale jak to? Przeciez jestesmy w Kenii! Kenia zaczela sie w Moyale. Mam tu prosze bardzo paszport i wize mam nawet i pieczatki. A tu mapa jest i granica jak wol wymalowana! – protestuje, ale kto by tu sluchal takich argumentow. Dla mieszkajacych tu ludzi Kenia zaczyna sie tam, gdzie zaczyna sie asfaltowa droga, czyli dopiero w Isiolo. Istnienie asfaltowej drogi wyznacza granice lepszego, bogatszego, bardziej cywilizowanego swiata. Asfaltowa droga niesie postep, niesie rozwoj, niesie nadzieje.
- Skoro to nie jest jeszcze Kenia, to co to jest? – draze temat. – To jest ziemia zapomniana, o ktora nikt nie dba, na ktorej nikomu nie zalezy. – brzmi odpowiedz. Przez lata kwitl tu bandytyzm, przemyt broni i walki plemienne. Dzis chociaz sytuacja juz sie znacznie poprawila, rzad w Nairobi dalej zwleka z rozpoczeciem prac drogowych, a ludzie czekaja tu na asfalt z utesknieniem, asfalt jest wielkim marzeniem Polnocy. Ale ja w duchu ciesze sie nieskromnie i egoistycznie, ze udalo mi sie jeszcze te “ziemie zapomniana” zobaczyc taka, jaka jest dzis. Zanim zastepy jeepow z turystami dojada tu gladka droga, zanim wszystko co dzis tu dzikie jeszcze i dziewicze zadeptane zostanie i wystawione na sprzedaz za euro i dolary. Zanim klimatyzowane autobusy zastapia ciezarowki takie jak ta, na ktorej moja obecnosc budzi tak ogromne zdziwienie, szybko jednak przeradzajace sie w sympatie i braterski uscisk dloni.
Deszcz nie ustaje, zziebniete rece zaciskam na metalowej rurze, na ktorej siedze. Jakies 1,5 metra pode mna niezadowolone krowy przepychaja sie miedzy soba. Wszystko skrzypi i trzeszczy jakby mialo sie zraz rozpasc na czesci. Wsrod pasazerow panuje zupelna cisza, kazdy skoncentrowany jest tylko na tym by przetrwac. Na Boga! To przezciez Afryka, w koncu musi wyjsc slonce!
A afrykanskie slonce ma moc niezwykla. Gdy tylko rozstapily sie chmury, gdy deszcz ustal, nim zdazylam sie szczerze ucieszyc juz bylam calkowicie sucha, juz pot lal sie ze mnie, a skora piekla.
Wsrod pasazerow od razu nastapilo pobudzenie, zaczely sie rozmowy i zarty, radosne na wybojach podskoki i wspolne akacji unikanie (siedzielismy bowiem na tyle wysoko, ze korony tych pieknych drzew, przy odrobinie nieuwagi, mogly jesli nie zrzucic z dachu to przynajmniej porzadnie poturbowac i pokaleczyc).
Teraz, drodzy czytelnicy, trzeba uzyc wyobrazni, teraz trzeba wszystko, co tu napisze po stokroc pomnozyc, powiekszyc, rozbuchac, nadac rozmiary wrecz fantastyczne, chocby sie wydawac moglo, ze popadam w przesade, w emfaze, chocby wydawac sie moglo, ze to niemozliwe.
IMG_0650.jpg
Droga do Isiolo
IMG_0649.jpg
Kobieta z plemienia Samburu
Oto przed Wami piaszczysta droga. Piach jest jasny, bardzo jasny, blizej mu do blieli lub bezu niz do zlotego koloru Sahary. Po prawej stronie pagorek, po lewej dwa, gdzies daleko na horyzoncie delikatnie zarysowuja sie ksztalty wyzszych gor. Przestrzen, przestrzen, przestrzen niczym nieograniczona, rozpasana, pelna rozmachu, zuchwale siegajaca horyzontu. Nic Was nie ogranicza, zaden dach, zadne okna i gdyby nie wyboista droga moglibyscie ulec wrazeniu, ze wznosicie sie nad ziemia, ze lecicie nad Afryka. A przestrzen ta wypelniona jest akacjami, rozlozystymi, pelnymi dostojenstwa. Rosna tu licznie na tej piaszczystej ziemi, pod blekitem nieba. Uwaga na glowe!! Wlasnie swisnela Wam kolo ucha galazka, zostaly we wlosach dwa listki. Slonce pali, trzymacie sie kurczowo metalowej rury, na ktorej siedzicie w radosnym towarzystwie kilkunatsu innych osob.Przebiegaja przez droge wielblady, przebiegaja antylopty. Ostre hamowanie… to stado krow w poplochu ucieka w krzaki, a siedzacy w cieniu pasterze z plemienia Samburu pozdrawiaja Was radosnie krzyczac : - Karibu! Mzungu! (witajcie biali). Co rusz mijacie mosty i mostki nad nieistniejacymi rzekami, co rusz przejezdzacie przez ich suche koryta. W porze deszczowej plyna tedy wartkie strumienie i potoki, plyna poteznym nurtem rzeki, ktore pojawiaja sie tu rownie gwaltownie, co milkna, pozostawiajac ziemie zryta, zlobiac w niej korytarze, glebokie szczeliny i urwiste brzegi.
Z daleka widac tumany wzbijanego w powietrze kurzu. To inna ciezarowka lorri jedzie z naprzeciwka. Zasloncie usta! Zasloncie oczy! Dluzsza chwile jedziecie w chmurze pisakowego pylu, a gdy ten wreszcie opadnie, znow bedziecie mogli podziwiac krajobraz, wobec ktorego milkna wszelkie slowa.
IMG_0653.jpg
moja ciezarowka lorri na psotoju w jednej z wiosek mijanych po drodze

Okolo 17.00, po 8 godzinach drogi odwiazuje plecak i zsiadam z mojej lorri w Isiolo z zalem. Moglabym tak jechac przez cala Afryke!.

Wysłane przez aidni 06:42 Kategoria Kenia

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUpon

Spis treści

Bądź pierwsza(y) komentując ten wpis.

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Login