Travellerspoint Blogi z podróży

ETIOPIA czesc IV

TAM, GDZIE ZACZYNA SIE AFRYKA- PODROZ DO DOLINY RZEKI OMO

sunny 30 °C

Znalazlam Afryke w Afryce! Nie te geograficzna rzecz jasna, ale te,ktora widzialam oczami wyobrazni, tegdzie ziemia jest czerwona jak cegla, gdzie wsrod gor rozposciera sie sawannaporosnieta akacjami o plaskich koronach, te gdziew oczach ludzi mozna dostrzec taka glebie, ze ma sie wrazenie, ze siega ona pradziejow ludzkosci. Taka Afryka zaczyna sie na poludnie od Addis Ababy, w dolinie rzeki Omo. Przedziwnym zrzadzeniem historii przeciely sie tu szlakimigracyjne wielu plemion i mieszkaja dzis one blisko siebie, wmniej lub bardziej pokojowym sasiedztwie. Nie ma takiego drugiegomiejsca na ziemi. Dolina Omo towyjeta wprost z dzieciecych marzen Afryka w pigulce.
IMG_0373.jpg
Okolice Key Afar w dolinie Omo

Jak opisac to uczucie, kiedy wymienia sie uscisk dloni z kobieta,ktorej wlosy wysmarowane sa glina,ktorej ubranie stanowi skora zdobiona muszelakmi, ktora w rece trzyma tykwe wypelnionamlekiem, a na plecach dzwiga malucha spiacego twardym snem? Czuje sie bezsilna i bezsilne sa wszelkie slowa. A przeciez w duchu, tam w srodu gdzies gleboko, jestesmy takimi samymi ludzmi. O tym, ze dzieli nas dzis taka przepasc zadecydowalo tylko miejsce, w ktorym sie urodzilysmy.
Zderzenie dwoch zupelnie odmiennych swiatow i glebokie spojrzenie w oczy. Ja w jej oczach widzialam Afryke tak stara jak ludzkosc,co ona zobaczyla w moich?
IMG_0392.jpg
niezwykle spotaknia

Key Afar to mala wioseczka. Ot kilka domow na krzyz, dwa hoteliki, jedna restauracja. Na co dzien nie dzieje sie tutaj absolutnie nic, bo tez badzmy szczerzy, co moze sie tu dziac. Czwartek to jednak dzien wyjatkowy, bo wtedy wlasnie schodzasie tutaj mieszkancy skrytych gdzies w buszu osad na cotygodniowy targ. Sa toprzedstawiciele plemion Bana, Hammer, Ari i Tsemay. W galopujacym swiecie postanowili oni zachowac swoja tradycje i zyja dzis tak samo jak setki lat temu zyli ich przodkowie.
IMG_0388.jpg
kobieta z plemienia Hammer

Na ulicach wokol placu targowego barwny, kolorowy, plemienny tlum. Mezczyzni Tsamey maja smukle sylwetki wojownikow. Kazdy z nich bez wyjatku trzyma w rece stoleczek, ktory sluzy takze jako podporka pod glowe, podobna do tych,ktorych uzywali starozytni Egipcjanie. W ten sposob w ciagu dnia moga na nim siedziec, a gdy przyjdzie wieczorne zmeczenie oprzec na nim glowe i zasnac. Ot taki sobie zwykly stoleczek -poduszka,a jednak symbol i atrybut kazdego nomady. Mezczyzni zarowno Hammer jaki Tsamey czy Bana nosza liczne, zrobione z koralikow ozdoby. Po kolorach mozna rozpoznac do jakiego naleza plemienia. Trwaja zaciete negocjacje o cene bydla, krowy, barany i kozy przechodza z rak do rak. Tymczasem z recznie zdobionych tykw, kobiety Bana wyciagaja miod. Nad targiem unosza sie roje pszczol. Miod wymieniaja na inne towary,ktore sa z kolei specjalnosci kobiet z innych plemion,np. na mleko, jajka czy ozdoby.
Najwiekszym jednak zainteresowaniem cieszy sie zdecydowanie stoiskoelektroniczne z tandetnym sprzetem Hi-Fi. Bo trzeba wiedziec,ze plemiona plemionami, a plemienna tradycja byc sobie moze plemienna tradycja, ale przeciez ci ludzie tak samo sa ciekawi nas, jak my ciekawi jestesmy ich. Podobnych targow w dolinie Omo jest wiecej,odbywaja sie one w prawie kazdej wiekszej wiosce. W zaleznosci od miejsca mozna tam spotkac rozne plemiona i wszedzie niezmiennie za zdjecia trzeba placic. Sa to niewielkie sumy,rzedu 2-3 birrow (60- 90 groszy) za kazde zdjecie, ale placic trzeba i juz. Bo z przybywajacych tu coraz liczniej turystow, polujacych na mieszkancow doliny obiektywami aparatow, tez mozna miec jakas korzysc. "Komercja! Pokazowka dla turystow!" powiecie moze,ale przeciez czlowiek czy to czarny i plemienny,czy tez bialy i cywilizowany jest przeciez tylko czlowiekiem,zawsze weszacym za zyskiem i materialna korzyscia. Targowanie sie o kilka birrow za takie czy inne ujecie to przy okazji szansa na nawiazanie kontaktu, wprawdzie niewerbalnego,migowego, gdzie gesty okazuja sie jezykiemnajbardziej uniwersalnym, ale jednak kontaktu, a wymiana usciskow dloni i usmiechow bywa doswiadczeniem zupelnie bezcennym i absolutnie niezapomnianym. Dwa odmienne swiaty,jeden wyposazony w cyfrowe aparaty, telefony komorkowe i inne techniczne nowinki, i ten druginiepismienny,zyjacy w glinanych chatach,ubrany w skory i chodzacy boso, spotykaja sie tutaj pod jednym drzewem, przy jednym straganie, w jednym autobusie.
IMG_0389.jpg
IMG_0390.jpg
IMG_0406.jpg
IMG_0409.jpg
Kolorowi mieszkancy doliny Omo

W Key Afar poznalam Slawka. Jest w tym cos zupelnie niesamowitego,ze tam gdzie konczy sie cywilizacjaspotykam raptem rodaka. A ze do Key Afar przyjechalam dzienprzed targiem bylam przekonana, ze bede w wiosce jedyna biala, mylilam sie bylo nas dwoje i to dwoje Polakow. Slaweknie tylkojest doswiadczonympodroznikiem,ktory w zeszlym roku objechal caly swiat dookola, a w Indiach byl az siedem razy, to takze artysta,ktory w odwiedzanych przez siebie miejscach zostawia swoje namacalne, artystyczne slady. Za pomoca wloczki lub sznurka nadaje najczesciej glazomgeometryczne ksztalty. (http://free.art.pl/slavek_brzoska).
Cierpienie trzeciego swiata zaskakuje nas czasem znienacka,gdy zza usmiechu dziecka wyjrzy nieoczekiwane, gdy ujawni sie w czyjejs historii, w czyims zlamanym zyciorysie, wtedy uderza ze zdwojona sila,wtedy szokuje i zasmuca najbardziej.
Oto opowiesc Slawka:
"Spotkalem ja na targu w Turmi wraz z towarzyszacym mitegodnia Anglikiem. Miala moze 15 - 16 lat, na pewno nie wiecej. Zaczepila nas na ulicyi oferowala swoje uslugi jako prostytutka. Ale jak to robila! Tobyla prosba, blaganie, to bylo wrecz zebranie!Uwieszona na rece mojego kolegi mowila doniego pelnym zalosci tonem: "Sir,please, sex only 15 birr, please". Przeciez 15 birrow to jakies 5zlotych! Czulismy sie obaj paskudnie. Po chwiliwidzacy cale zajscie mieszkaniec wioski podbiegl do nas i chwytajac dziewczyne za piersi zaczal zachwalac: "very good sir, very nice sex". Dowiedzielimy sie, ze jej rodzice zmarli na AIDS. Dletego tez dziewczyna nie moze otrzymacpomocy od rzadu, bo panstwo dyskryminuje dzieci chorych na AIDS, by w ten okrutny sposob zniechecic ich do posiadania potomstwa. Zycie zmusza ja do prostytucji, ktora jest dla niej jedyna droga przetrwania. Wykorzystywana przez mezczyzn,poniewierana, upokarzana. Az chcielismypo prostu siasc i plakac." Kolejnemlode,krotkie zycie brutalnie zlamane na pol nim zdolalo rozwinac skrzydla.
IMG_0413.jpg
IMG_0471.jpg
Podejrzanena targu w Key Afar (Bartek dziekuje za obiektyw :)

ZAWILA HISTORIA GLINAINEGO TALERZYKA

Nacinaja im dolna warge juz we wczesnym dziecinstwie i na samym poczatku wsuwaja tylko cienki patyczek. Z czasem, gdy nacieta warga sie naciagnie,wkladaja pierwszy, niewielkich rozmiarow, glinany talerzyk. Nastepnie wymieniaja go na wiekszy tak, aby w wieku dojrzalym dziewczyna mogla wlozyc sobie w dolna warge talerzykmozliwie najwiekszy. Wowczas bedzie warta wiecej krow, a jej rodzina wzbogaci sie znacznie na jej zamazpojsciu. Rekordzistki potrafia przelozyc sobie dolna warge przez glowe,ale zazwyczaj srednica takiego talerzyka nie przekaracza 30 cm.
A mowa oczywiscie o kobietach z plemienia Mursi, cieszacego sie w dolinie Omo najgorsza reputacja zarowno wsrod mieszkancow,gdzie uchodza za plemie najbardziej agresywne i nieskore do zgody, jak i wsrod turystow,ktorych przymuszaja do robienia sobie zdjec za ma sie rozumiec sowita oplata.
Nie ma co jednak ukrywac,ze cala slawa doliny Omo wziela sie wlasnie od tego szpetnego, nieszczesnego talerzyka, a plemie Mursi jest najczesciej i najchetniej odwiedanym plemieniem ze wszystkich tu mieszkajacych.
IMG_0569.jpg
IMG_0570.jpg
Kobiety z plemienia Mursi

Mursi doskonale zdaja sobie sprawe ze swojego znaczenia i pelnymi garsciami czerpia z niego zyski. Kazdy samochod,ktory wjedzie na teren ich wioski znajdujacej sie w parku narodowym Mago, musi wniesc oplate wysokosci 20USD.Samochodow z turystami przyjezdza tu dziennie przynajmniej kilka, wiec dzienny bilans sprawujaca piecze nad finansami plemienia starszyzna,zawsze zamyka na pokaznym plusie. Oczywiscie za zdjecia trzeba dodatkowo placic czesto bedac do nich przymuszanym ciaglymszarpaniem,szturchaniem i popychaniem. Kto jednak nie ma wlasnego pojazdu i liczy kazdego birra, slowem ktos taki jak ja, by zobaczyc Mursich nie ma wielkiego wyboru,musi w sobote stawic sie na targu w miejscowosci Jinka,uzbrojony w jednobirrowe banknoty, mozliwie nowe, bo tych zniszczonych Mursi nie chca nawet ogladac. Targ jest ogromnyi niezwykle zatloczony. Nie tak latwoznalezc Mursich, ktorzy gromadnie skryli sie w ceiniu drzewa. Pomaga mi niewidomy na jednooko chlopiec. A gdy wspolnymisilami odnalezlismy w tlumiewysokiego mezczyzne z dzida w reku bylo juz z gorki. Pierwsze zdjecie 3 birry,nim zdazylam sie zorientowac mezczyzna juz ciagniemnie za reke tam, gdzie wraz z dziecmi siedza kobiety Mursi. Te namoj widok zrwyaja sie na rowne nogi iw pospiechu wkladaja talerzyki w swoje zwisajace dolne wargi. Nie ma gadania, mam robic zdjecia i juz i placic. Cennik ustalony, niema negocjacji. Tylko ze misie juz odechciewa, odechciewa mi sie brania udzialu w tej szopce. Robie tylko kilka zdjec i szybkowtapiam sie w tlum. I pomyslec ze to wszystko za sparwa tego glinaiego talerzyka,ktory kiedys zakladaly by sie oszpecic i tym samym uchronicprzed porwaniemprzez handlarzy niewolnikow(takglosi jedna z teorii o pochodzeniu tej tradycji).
Dzis talerzyk przynosi Mursim ogromne zyski, tak ze na targu nie musza niczym handlowac, czekaja tylko na zdjecia.
Siadam w kacie, miedzy jakims barem a sklepem i obserwuje ludzi,ktorych tu cale mnostwo.Nie maja okaleczonych warg, targuja sie zaciecie i smieja wesolo. Tu bije serce Afryki.
IMG_0572.jpg
Mama Africa

Cale popoludnie nurtuje mnie jednak jedna mysl: co Mursi robia z tymi przeciez ogromnymi pieniedzmi,ktore dostaja od turystow? Odpowiedz przywozi Slawek,ktory szarpnalsie na wiekszy wydatek i odwiedzil Mursich w ich wlasnej wiosce. Na jednym ze zdjec klasyczna kobieta Mursi ma przez ramie przewieszonego kalasznikowa. I pomyslec, ze to wszystko przez jeden,maly gliniany talerzyk.

W SZKOLNEJ LAWCE

Czasami wystarczy po prsotu iscprzed siebie, niczego nie planujac, nie okreslajac celu,po prsotu sobie isc i zobaczyc co sie zdarzy. W Afryce zasnie da sie przejsc niezauwazonym, bo biala skora wyroznia, czyni czlowieka widocznym z daleka, intryguje i przyciaga. No bo jak to tak mozna byc takim bialym, trzeba to jakos sprawdzic, trzeba tej bialej skory dotknac, pomacac,zobaczyc czy jest w dodtyku taka sama jak nasza. A te wlosy! Jakie dziwne,cienkie takie,lekkie i jakie dlugie,a kolorniezwykly,taki jasny zupelnie. Swieca sie oczy z niedowierzania, buzie otwieraja sie szeroko w zachwycie i wielkim zdziwieniu.
Wybralam sie ze Slawkiem na przechadzke po wioskach wokol Jinki i od pierwszych krokow mamy niezmiennie czyjes ciekawskie towarzystwo. Przybywajacy do Jinki turysci ograniczaja sie dozaliczenia tutejszego targu i pstrykniecia zdjec tylkona to czekajacym Mursim, stad te nieustanne pytania!Gzie chcecie isc? Przeciez tam nic nie ma ciekawgo?Po co tam idziecie?Odpowiedz, ze chcemy tylko sie przejsc, popatrzyc sobie na krajobraz,poprzygladac sie wioskomi polomjest dla nich zupelnie niezrozumiala. W Afryce jak juz sie gdzies idzie to w jakims konkretnym celu, do jakiegos okreslonegomiejsca, idzie sie po cos, nie marnuje sie energii na walesanie sie tu i owdzie w palacym sloncu, pod ktorym wysychaja wszystkie zyciowe sily. Tlumek wokol nas rosnie proporcjonalnie do ciekawosci. Na pewno cos kombinuja, przeciez toniemozliwe zeby sobie tak po prostu szli! Prawdziwa sensacje wzbudza nasz sie kremowanie. Probujemy jakos na migi wytlumaczyc im,ze kremchroninas przed sloncem, ale jest topraktycznie niewykonalne. Efekt jest taki, ze wszyscy chca sie z namikremowac. Wachaja, wcieraja w skore i smieja sie radosnie.
- Amoze chcecie odwiedzic szkole? - rzuca nagle mlody mezczyzna. - Chetnie! -odpowiadamy. Na buziach usmiech i zrozumienie. No nareszcie chca gdzies isc, w jakieskonkretne miejsce, a nie dziwaczyc i spacerowac.
W szkole wzbudzamy swoja innoscia jeszcze wieksza sensacje niz wmijanych wioskach. Nauczyciele szybkoprzygarniaja nas pod swoje skrzydla i zapraszaja dopokoju nauczycielskiego, ktory miesci sie... na swiezym powietrzu, pod dorodnym mangowcem. Ogrodzony plotkiem przed szalejaca dzieciarnia,wyposazony jest w krzywe laweczki,naktorych w czasie przerw majamiejscekrotkie chwile belfrowego wytchnienia. Bo jesli polskie klasy sa przeludnione to co powiedziec o afrykanskich,gdzie jedna klase tworzy 40 a nawet 50 uczniow!
IMG_0486.jpg
dzieci ze szkoly w Jinka
IMG_0488.jpg
Nauczyciele czestuja nas ciasteczkami i herbata.Na wiesc, ze jestem corka nauczycielki matematyki, tutejsza matematyczka wysciskala mnie serdecznie. Gdy spotykaja sie dwie innosci, roznosci, odmiennosci znalezienie jakiegos chocby nieznacznego podobienstwa budzi wielka radosc i entuzjazm. Zacheceni przez nauczycieli ruszamy z aparatami w reku zrobic szkole i dzieciom troche zdjec. A ze jest toszkola podstawowa,wiec dzieci reaguja spontanicznie. Jest pisk i tumult i radosc szalencza, gdy widza siebie na wyswietlaczu aparatu. Ale jest tez strach. Tak, strach! To nie tylkojest bowiem tak,ze jak bialy przybywa do Afryki topelny jest obaw, leku przed ta innoscia tak zupelna. Afryka takze boi sie odmiennosci bialego. Wiec gdzy probujeschwytac chcby jednego malego czarnuszka dopamiatkowego ze mna zdjecia, to wszystkie uciekaja w poplochu, krzyczac z przerazenia.
Szkola afrykanska to szkola rozgi. Wszelkie nawet drobne przewinienia i psoty natychmiast koncza sie interwencja rozgi,ktora specjalnie szkolnipilnowacze porzadku posluguja sie wprawnie. - My nie chcemy dzieci bic -tlumaczy dyrektor- ale jak inaczej utzrymac dyscypline, gdy ma sie tak wielu podopiecznych!
Koniec przerwy,nauczyciele poubierani w biale kitle wracaja do klas. My razemznimi. Robimy pare klasowych zdjec,wymieniamy adresy.Dzieciakidostana wkrotce pierwsze szkolne zdjecia. Bylismy pierwszymi bialymi, ktorzy odwiedzili te szkole i nabruzdzilismy troche nauczycielomw pracy, bo wychodzac dzieciaki machaly nam wesolo z klasowych okien.
IMG_0494.jpg
Lekcja matematyki

A dalej byly pola, przeprawa przez rzeczke i sliczne wioski i lakii droga wijaca sie z powrotem do Jinki.

JINKA A LOTNICTWOCYWILNE
Jinka choc jest dosc przyjemnym miasteczkiem niewiele ma ciekawego do zaoferowania poza sobotnim targiem. Targ zas jest tak slawny, ze kiedys przylatywaly tu nawet samoloty z turystami, ktorzy nie mieli dosc detreminacji lub czasu by dotzrec tu z Addis podziurawionymi jak szwajcarski ser drogami. A lotnisko w Jince zasluguje na chcby krotka wzmianke, bo jest po prsotu zjawiskiem niezwyklym. Po pierwsze "lotnisko" to zdecydowanie zbyt duze slowo, napisac powinnam ladowisko. Bo w istocie jest to szeroki pas trawy mieszczacy sie w samym sercu miasta. W ciagu dnia pasa sie tu krowy i owce, popoludniami graja w pilke entuzjasci futbolu. Ludzie rozkladaja sie na kocach, piknikuja,plotkuja. Stan ladowiska jest dramatyczny. Nic dziwnego, ze po dwoch wypadkach loty zawieszono. Jednak za lepszych czasow, gdy samolot schodzil do ladowania,na pas wybiegal mezczyzna z dlugimkijem i przeganial krawy i kozy, pilkarzy i piknikujace rodziny z glosnym okrzykiem:
- Samolot! Samolot laduje!
Musialo tobyc widowisko.
IMG_0535.jpg
Lotnisko w Jinka

Wysłane przez aidni 03:14 Kategoria Etiopia

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUpon

Spis treści

Bądź pierwsza(y) komentując ten wpis.

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Login