Travellerspoint Blogi z podróży

ETIOPIA - czesc I

afrykanska odyseja trwa

5 DNI W GORACH SIEMIEN
Czy mozna zmarznac w Afryce? Owszem, i to tak do szpiku kosci, tak ze az cialo przeszywaja dreszcze, a czlowiek budzi sie w srodku nocy i ma ochote krzyczec z bolu. Ale jesli juz marznac w Afryce to jednak nie byle gdzie. Jesli juz marznac w Afryce to w jednych z najpiekniejszych gor naszego globu - w gorach Simien w polnocnej Etiopii. Takich gor jeszcze nie widzialam: waskie kaniony, jakby wykrojone nozem z wnetrza ziemi, strome klify, z ktorych sacza sie wodospady (jeden wysoki nawet na 450 m) i strumienie. Stoki porasta tu zoltawa trawa oraz gigantyczne lobelie i dziurawce wielkosci niemalych drzew, kwitnace wszedzie szalona zolcia. Chociaz widoki zapieraja dech w piersiach to jednak najwiekszym przezyciem w gorach Simien jest spotaknie z dzeladami, a moze i widoki i spotkanie naraz? Trudno rozsadzic. Dzelady (gelada baboon - malpy z rodziny pawianowatych endemiczny gatunek, wystepujacy jedynie w gorach Simien) nazywa sie takze malpami o krwawiacym sercu. Na piersi nosza bowiem jak emblemat, gorejace, czerwone serce. Sa ich tu setki, tysiace nawet.
01_03_2001_764.jpg
Nie obawiaja sie ludzi w najmniejszym stopniu, a dokladniej rzecz biorac bialych ludzi. Przed czarnymi czmychaja bowiem czym predzej. Od kiedy szelmy zapuszczaja sie na pola mieszkajacych tu licznie gorali, w celach ma sie rozumiec ewidentnie rabunkowych, ci ciskaja w nie kamieniami bez opamietania. Bialy czlowiek tymaczasem podchodzi na palcach, caly az tak przejety, ze az mowi szeptem i co najwyzej pstryknie pare zdjec. Dzelady wiec, nie wykazujac najmniejszego zainteresowania dla przybyszow z dalekiej Polnocy, skubia trawe, marudzac pod nosem zupelnie otwarcie. Porzadek spoleczny stada dzelad reguluje swoiscie rozumiany patriarchat. Wprawdzie to samiec ma role decydujaca i ma przynajmniej kilka malpich zon, ale to samice dokonuja wyboru samca - przewodnika stada, a gdy ten sie zestarzeje i zniedoleznieje, przepedzaja go bez namyslu wybierajac na jego miejsce silnego, mlodego nastepce. Porzadek dnia dzeladowego jest prosty, niezmienny i calkowicie przewidywalny. Po nocy spedzonej na skalnych urwiskach, poranek uplywa dzeladom na wzajemnym iskaniu a nastepnie jedzeniu korzonkow i trawy, i to by w zasadzie zamykalo temat. Czasem, przy odrobinie szczescia, mozna podejrzec jakas mala, rodzinna awanture, a nawet walke samcow z dwoch konkurencyjnych stad. Jaki wtady wrzask, jaki tumult, jakaz prawdziwa malpia histeria i poruszenie w przyrodzie!
01_03_2001_658.jpg
Dzelady zyja w niezwyklej symbiozie z kozicami gorskimi zwanymi valia ibex, ktore charakteryzuja sie rogami dlugimi na prawie 1,1m. To takze gatunek wystepujacy jedynie w gorach Siemien i dzis zagrozony wyginieciem. Te piekne i dlugie rogi od zawsze budzily podziw i podsycaly ludzka pozadliwosc. Dlatego kozice boja sie ludzi, strach ten jest w nich wciaz zywy chociaz dzis bedac pod ochrona moga czuc sie juz zupelnie bezpiecznie. Kozice maja jednak zbyt slaby sluch, by uslyszec zblizajacego sie na placach czlowieka. Ten zmysl za to jest silna strona dzelad. Kilka charakterystycznych piskow kudlatych malp skubiacych trawe i kozice juz wiedza, ze zbliza sie czlowiek. Rzadko wiec mozna zobaczyc je z bliska, dzelady to bowiem niezawodni informatorzy.

CENA ZYCIA

Aby wyruszyc w gory Siemien trzeba miec ze soba cala swite: przewodnika, ochroniarza z dluga bronia (na broni nie znam sie wiele, ale wygladala na taka, co ostatni raz strzelala w czasie II wojny swiatowej) oraz mula wraz z opiekunem. Mozna takze zabrac kucharza, ale to na szczescie opcja nadobowiazkowa. W Afryce jest rzecza powszechna i najzupelniej naturalna, ze czynnosc, ktora w Europie z powodzeniem wykonuje jedna osoba, tutaj potrzeba osob kilka, chocby mialy sie nudzic caly dzien, podpierajac glowe na zmiane, to lewa, to prawa reka i ziewac szeroko. Czasem jest to nuda tak straszliwa, ze az wyczuwa sie ja w powietrzu, tak gesta, ze wrecz mozna jej dotknac. Widac to w bankach, restauracjach i urzedach, widac takze i w gorach Siemien.

Kazdy dzien zaczynamy niezmiennie od goracej herbaty i owsianki na wodzie (ktorej calym sercem po prostu nie cierpie) oraz suszenia namiotu na sloncu. Topnieje gruba wartwa szronu na tropiku, z syberyjskich mrozow nocy w sercu Afryki, dzieki sloncu momentalnie wkraczamy do afrykanskiego pieca. Mul zostaje obarczoiny naszymi tobolkami i wraz ze swoim opiekunem rusza droga do kolejnego obozowiska. My zas, wraz z naszym przewodnikiem i ochroniarzem, ktorego nazywa sie tutaj skautem, podazamy spokojnie waskimi, kretymi i zazwyczaj stromymi sciezkami wsrod gestych traw, wysokich na ponad 2 metry lobelii, dzelad liczonych w setkach i kozic liczonych na placach.

01_03_2001_544.jpg
01_03_2001_739.jpg
Dzieci z gor Simien

Spotakalismy ja w czasie postoju, w pieknym, widokowym miejscu, jednym z wielu w gorach Siemien, ktore urzekaja, oczarowuja i najzwyczajniej w swiecie zwalaja z nog kazdego wedrowca. Zaledwie 10-cio letnia, a juz ciezko pracuje wypasajac kozy i owce na gorskich stokach. Nie ma butow, ani cieplego ubrania, jedynie cienka podarta sukienke i kocyk, ktorym owija sie szczelnie. Pod tym kocykiem, przez dluzszy czas ukrywala przed nami wstydliwie paskudna rane - praktycznie calkowicie rozszarpane udo. Gdy wypasala swoje owce i kozy ugryzl ja pies. Szczesliwie nie przegryzl tetnicy udowej, bo wtedy najpewniej wykrwawila by sie samotnie, gdzies wysoko w gorach w ciagu zaledwie kilku chwil. Bartek, ktory towarzyszyl mi w mojej podrozy az do Addis Ababy, byl zapewne pierwszym lekarzem, ktorego spoktala w zyciu, leki, ktore jej podarowal byly najpewniej pierwszymi, jakie kiedykolwiek przyjmowala. Chodzila z ta rana 3 dni a jej matka prosila o pomoc przechodzacych turystow, zupelnie nie zdajac sobie sprawy ze ta rana moze jej odebrac corke.
Ile kosztuje zycie jednego afrykanskiego dziecka?
40 USD, a najpewniej jeszcze mniej. Bo tutaj w gorach bieda jest okrutna i bezwzgledna. Ludzie zajmuja sie rolnictwem, ktore pozwala im jedynie przetrwac. Nie produkuja nadwyzek, ktore nastepnie mogliby odpsrzedac, nie maja wiec pieniedzy i to w najzupelniej doslownym znaczeniu. Dzieci wypasaja bydlo od najmlodszych lat, rzadko ktore chodzi do szkoly, wszystkie za to wyplataja czapki z welny. Te welniane czapeczki sprzedaja nastepnie turystom i jest to pewnie jedyna gotowka jaka potem dysponuja ich rodziny. Jedna czapka kosztuje 25 birr tj. 2,5 USD. Jak zatem kupic koce, cieple ubrania i buty i skarpety dla licznej rodziny? Marzna w swoich tukulach (typowych, afrykanskich, okraglych chatkach krytych strzecha) zapewne znacznie bardziej niz my w naszym namiocie. Jak zatem mogliby oplacic transport rannej corki do najblizszego szpitala, ktory od miejsca, w ktorym ja spotkalismy znajdowal sie o trzy dni marszu? Z czego oplacic lekarza, jak kupic lekarstwa? 40 USD, ktore jej podarowalismy okazalo sie wystarczajace uswiadamiajac nam jednoczesnie, jak zatrwazajace sa roznice dzielace ten swiat. Pieniadze, ktore w Europie wydajemy sami nawet nie pamietajac na co, w innej czesci swiata maja moc ratowania zycia.
Bieda ma rozne oblicza, ale to ktore widzialam w tej pieknej gorskiej scenerii bylo chyba najokrutniejsze ze wszystkich dotad mi znanych. Bo panujaca tu bieda to bieda kaprysnie szafujaca ludzkim zyciem i smiercia, to bieda, ktora nie daje zadnych szans, to bieda trzymajaca ludzi w kleszczach, z ktorych nie ma ucieczki, a przejawem jej najwyzszej laski jest tylko to, ze pozwala im przetrwac. A do tego to nieustajace zimno, ten chlod przenikajacy gleboko cialo i kosci. Nie widzialam okrutniejszej i bardziej bezwzglednej biedy jak ta w gorach Simien.

Wysłane przez aidni 06:49 Kategoria Etiopia

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUpon

Spis treści

Bądź pierwsza(y) komentując ten wpis.

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Login