Travellerspoint Blogi z podróży

Egipt

29.10-3.11

sunny 30 °C

KAIR- MIASTO XXL

Kair – Nowy Jork Afryki, wielka, bliskowschodnia metropolia, ktora za dnia nadyma sie jak balon palacym sloncem i przykrywajaca wszystko, gruba zaslona spalin, wieczorem zas oslepia blaskiem bogatych, sklepowych witryn i uwodzi slodkawa wonia fajki wodnej (sziszy) palonej pod golym niebem chyba w kazdej bez wyjatku czesci miasta.
Zlosliwi Nubijczcy z Asuanu mowia, ze kairczycy caly czas spedzaja jedzac i biegajac, co wcale nie oznacza ze ciezko pracuja, a wrecz przeciwnie, bo nawet w godzinach pracy jest ich zawsze pelno na ulicach. Jest w tym ziarnko prawdy, bo przez Kair rzeczywiscie plyna trzy rzeki: Nil, rzeka ludzi i rzeka samochodow (wsrod nich takze rozpadajace sie polskie maluchy i polonezy). Wszystkie trzy ogromne walczace miedzy soba o pierszenstwo.
Picture_001.jpg
Kair w nocy
Na ulicach Kairu trwa niepzrewanie rewia kobiecej mody w wersji muzulmanskiej. Jak to mozliwe? Po prostu tym czym dla Europejki jest modna fryzura, tym dla mieszkanki Kairu hidzab, czyli chusta, ktora muzulmanki sa zobowiazane szczelnie zakrywac sobie wlosy. Sa ich niezlicone rodzaje, kolory i wzory. Gladkie, karbowane, zdobione cekinami, dwuwarstwowe, upinane na przerozne sposoby. No bo po co toczyc walke z hidzabem, kiedy mozna go w tak prosty sposob uczynic sluga kobiecosci, a przy tym pozostajac wierna surowym islamskim nakazom. Czyz to nie paradoks?
Picture_003.jpg
Kair za dnia

Nie sposob przejsc ulicami Kairu nie napotykajac przy tym wszelkiego rodzaju “przyjaciol”. Pierwszy, ktorego spotkalismy nastreczyl nam samych klopotow, ale nie zrazeni tym postanowilismy dac Egipcjanom jeszcze jedna szanse. I tak poznalismy Mohammada i Islama, a dokladniej rzecz ujmujac to oni poznali nas i to w sposob przebiegly i zaplanowany. Do polnocy rozmawialismy przy sziszy i kardamnowej kawie, a tematem byla oczywiscie wolnosc seksualna w Europie. Oni otwierali szeroko oczy z wrazenia, ze w Europie to jednak nie jest tak, ze wszedzie trwa jedna wielka, nieustajaca orgia, a my, ze az tak fatalna Europejczycy maja w swiecie arabskim reputacje.
Chlopcy, chyba nieoczekiwanie, podarowali nam nieoceniony present: pokazali nam prawdziwe obliczw Kairu. Nie to z eksluzywnymi sklepami i siedzibami bankow, nie to, gdzie w malowniczych uliczkach pelnych sklepow z pamiatkami klebia sie setki turystow, ale to gdzie toczy sie prawdziwe kairskie tu i teraz. Ten znacznie mniej elegancki, “cywilizowany” i bogaty obraz rzeczywistosci, dzieki swej prawdziwosci byl zdecydowanie bardziej urzekajacy niz pelne przepychu turystyczne dzielnice.

Picture_005.jpg
wieczorami najprzyjemniejsze sa spacery po waskich uliczkach pelnych uroku
Picture_006.jpg
i obowiazkowa shisha w jednej kawiarenek pod chmurka

Wiekszosc czasu w Kairze zajelo nam zalatwianie formalnosci zwiaznych z uzyskaniem wizy na dlasza podroz do Sudanu, ale jako ze los jest dla mnie laskawy to i po raz trzeci w zyciu stanelam u stop piramid. Zachwycaja tak samo i ten sam budza podziw, co jakies 15 lat temu, gdy bylam tu po raz pierwszy. Dzis ze smutkiem patrzylam jednak jak miasto okraza je coraz ciasniej i ciasniej, jak zorganizowane wycieczki podjedzaja autokarami prawie pod samo wejscie do piramidy Cheopsa, jak Sfinksowi przed nosem wyrosly Pizza Hut i KFC. Smutno jest patrzec jak ten niezwykly pomnik przeszlosci ginie powoli, szczelnie przykryty gruba warstwa smogu i ludzkiej pogoni za niograniczonym zyskiem.
Picture_009.jpg
po raz trzeci w zyciu stanelam pod piramidami - robia zawsze to samo wrazenie.

ASUAN
Po Kairze, Asuan swoja malenkoscia i zascianmkowym charakterem byl jak prawdziwy balsam. Mieszkajacy tu Nubijczcy to lud dumny, ktory niechetnie przyjmuje wszelkie proby utozsamiania go z Arabami i reszta Egipcjan. Nubijczcy przybyli tu z polnocy Sudanu, o ktorym mowia z szacunkiem i miloscia, jak o utraconej ojczyznie. Nie mieszkaja w Asuanie, ale na drugim brzegu Nilu, gdzie zbudowali wlasne wioski i calkowicie zmonopolizowali rynek romantycznych rejsow po Nilu lodkami zwanymi "feluka". Taki rejs to punkt obowiazkowy kazdej wizyty w Asuanie, obowiazkowy bo po prostu pewnych przyjemnosci nie mozna sobie odmowic, a rejs feluka to po prostu przyjemnosc absolutna.
Picture_015.jpg
Rzecz wspaniala i w Asuanie wrecz obowiazkowa - rejs po Nilu nubijska ladzia zwana "feluka".

Moja przygoda z Afryka zaczela sie wlasnie tu w Asuanie. Egipt znalam, bylam tu juz trzykrotnie, a w kulturze arabskiej dorastalam - prawdziwe spotkanie z innoscia bylo dopiero przede mna. Moja przygoda z nieznana i nieodkryta wciaz dla mnie Afryka zaczela sie nastepnego dnia, a dokladnie 4.11, kiedy to po trwajacej przeszlo 2 godziny odprawie stanelam na poladzie statku SINAI I, ktorym przez nastepna no mialam plynac az do Sudanu.
W porcie musielismy stawic sie juz o 10.00, chociaz statek wyplywal dopiero o 17.00. Pasazerow zaladowuje sie jednak w pierwszej kolejnosci, a potem wszelkie inne towary, a jako ze ich ilosc jest niewyobrazalna, a asortyment siega od cebuli po telewizory, no to trzeba czekac.
Zbyt pozno dowiedzielismy sie niestety, ze zamiast tloczyc sie na pokladzie drugiej klasy (na ktora mielismy wykupione biety - 306 LE) mozna przenocowac na gornym pokladzie pod blekitnym niebem. W ostatniej chwili udalo nam sie wyrwac ostatatnie miejsca gdzies miedzy czyims tobolkiem a walizka, ale noc wynagrodzila nam wszelkie niewygody widokiem na niebo uginajace sie pod ciezarem gwiazd i ksiezycem srebrzyscie oswietlajacym szerokie jak morze jezioro Nasser.
A wiec zegnaj Egipcie i witaj nieznana jeszcze Afryko!

Wysłane przez aidni 03:30 Kategoria Egipt

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUpon

Spis treści

Bądź pierwsza(y) komentując ten wpis.

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Login