Travellerspoint Blogi z podróży

Iquitos - Pucallpa : statkiem przez Amazonię

8.11 - 12.11.2007 Zapiski z dzienniczka podroży

sunny 32 °C
Zobacz Peru 2007 aidni's na mapie.

Na początek trochę wiedzy praktycznej
1. Skąd. Statki do Pucallpy i Yurimaguas oraz Brazylii wypływają z portu Henry, na północ od centrum Iquitos.
2. Bilety. Należy je kupować wyłącznie w porcie i wyłącznie u kapitana danego statku. Rejs do Pucallpy to 100 soli od osoby.
3. Spanie. Nocuje się na dużej zbiorowej sali na hamakach (trzeba mieć własny ok. 20 soli, do kupienia na targu w Belen lub bezpośrednio na statku u handlarzy). Statek ma dwa pokłady pasażerskie, zdecydowanie polecam ulokować się na dolnym. Górny pokład znajduje się tuż pod dachem, w godzinach popołudniowych upał jest tu nie do wytrzymania. Rozwieszając hamak trzeba koniecznie zwrócić uwagę czy nie jest zbyt blisko głośników i lamp.
4. Wyżywienie. Cena biletu zawiera również wyżywienie: 3 sycące posiłki dziennie. Nie zapomnijcie zabrać ze sobą dużej ilości wody mineralnej oraz własnych naczyń (miski, lub menażki oraz łyżki i widelca – w razie czego można je dokupić u kręcących się po porcie i statku handlarzy).
5. Co zabrać. Repelent na komary i mocno się nim spryskać na noc. Krem do opalania z jakimś naprawdę wielgachnym faktorem.

na pokładzie Henry 5

ŻYCIE NA STATKU
Zadziwiające jak ludzie zamknięci w ograniczonej przestrzeni, z której przez pewien czas nie mogą się wydostać, szybko organizują sobie życie na nowo, wg prostych, niepisanych reguł poddając im się bez protestów.
Statek Henry V, którym przemierzamy Amazonkę i Ukajali, nie jest tu wyjątkiem. A schemat jest naprawdę banalny: rytm życia na pokładzie odmierza bowiem nie kto inny jak kucharz waleniem łyżką w garnek o stałych porach, anonsując w ten sposób kolejne posiłki. Jest to zjawisko codziennie i niezmiennie.
O 6.00 ludzie budzą się, krzątają wokół rozwieszonych ciasno hamaków, zaglądają do toreb i pakunków, ruchliwie robi się wokół łazienek.
Ach! Łazienki! Są tak niecodzienne, że niepoświęcenie im choć kilku zdań byłoby niewybaczalnym grzechem. Na końcu obu pokładów pasażerskich znajdują się umywalnia (4 umywalki oraz 3 lustra) oraz 6 toaleto-pryszniców. Tak właśnie: toaleto-pryszniców! No bo jak inaczej nazwać ciasną kabinkę, w której centralnie ulokowana jest zwykła muszla klozetowa z najzupełniej zwyczajną spłuczką, a na suficie, na samym środku, sterczy ślepa rura. Po odkręceniu małego czerwonego zaworu, woda tryska z niej obfitym strumieniem i tak toaleta ulega przeobrażeniu w prysznic. Całe zaplecze sanitarne statku zaopatrywane jest w wodę z rzeki, do niej także spływają wszystkie ścieki. Nie należy się łudzić, nie ma żadnego układu uzdatniania wody, żadnych filtrów i zbiorników.
O 6.30 zaczyna się wyczekiwanie. Życie zamiera, wszyscy siedzą na hamakach z miskami i łyżkami w ręku, wszyscy czekają na metaliczne uderzenie w kucharski garnek, które obwieszcza śniadanie.
7.00 BANG! BANG! I 150 osób z garnuszkami w ręku pokornie ustawia się długiej kolejce do kuchni po codzienną i niezmienną owsiankę ugotowaną na wodzie z rzeki i podawaną z kawałkiem chleba. W kolejce się rozmawia, się plotkuje, się komentuje, ale przede wszystkim się zazdrośnie zerka do talerzy załogi, która na śniadanie dostaje danie obiadowe, a nie jak reszta mdłą, odpychającą owsiankę. Po śniadaniu, gdy zakończy się już zbiorowy rytuał mycia garnków, kubków i misek, zaczyna się długie wyczekiwanie na obiad, czyli na magiczną godzinę 12.00. W tym czasie zwykle jednak zatrzymujemy się w przynajmniej dwóch, trzech portach. Wtedy wszyscy pasażerowie wylegają na balkony, wyglądają przez okna, ale nie dlatego, że tak ich interesuje miasteczko czy wieś do której akurat dotarliśmy, raczej czekają na to, co lokalni handlarze różności im zaoferują. W mgnieniu oka na pokład wdzierają się rzesze dzieciaków z owocami i napojami, kobiet z gotowymi daniami obiadowymi, a czasem mężczyzn z towarami „z wyższej półki”: zegarkami, ampicyliną, gumkami do włosów, itp. ale takie luksusy to tylko w większych portach.
Handel na statku to dobry interes. Pasażerowie kupują chętnie to i owo i w dużych ilościach, a ja zaczynam rozumieć dlaczego Peruwianki są tak często przy kości, przynajmniej w porównaniu do europejskich standardów. Po prostu jedzą, jedzą i jedzą. Obiad na śniadanie, obiad na drugie śniadanie, obiad na obiad i na kolację, a w międzyczasie ciastka i ciasteczka, owoce, inka cola oraz inne napoje gazowane w kolorach odblaskowych, które stanowią tutaj absolutną postawę diety. Amazońskie dzieci mają wzdęte brzuszki nie z głodu tylko właśnie od tych fantazyjnie kolorowych napojów bąbelkowych.
Life_on_Ucayali_2.jpg
życie na Ukajali
Storm_is_c..Ucayali.jpg
Storm_is_c..ayali_2.jpg
nadchodzi burza

Płyniemy powoli przez dżunglę niemiłosiernie hałasując silnikiem i włączoną na cały regulator muzyką, oczekiwanie na obiad trwa na dobre.
Nadeszła 12.00 BANG! BANG! I znów wszyscy ustawiają się pokornie w kolejce z garnuszkami w ręku. Załoga je pierwsza więc można po drodze sprawdzić czy menu się zmieniło i stwierdzić niezmiennie, że nie. Obiad jest taki sam dla wszystkich: ryż + kawałek kurczaka lub wieprzowiny + trochę sosu warzywnego + pół ziemniaczanego banana (rodzaj banana, który smakuje prawie identycznie jak ziemniak i tak samo musi być gotowany; surowy jest duży, zielony i twardy).
Po obiedzie zaczyna się czas największego upału. Część pasażerów buja się w hamakach tępo wpatrując się w bliżej nieokreślony punkt. Powietrze stoi, gorąco jak w piecu. Na dachu, na którym zwykle spędzam większość dnia, po prostu nie sposób wytrzymać. Gęstą atmosferę upału przecinają postoje w wioskach i portach, ale i tam brak już tego porannego ożywienia. Upał skutecznie zabija ludzką aktywność. To zawieszenie trwa do mniej więcej 17.00, kiedy słońce zbliża się ku zachodowi i godzina ledwie dzieli nas od kolejnego kucharskiego BANG! BANG! zwołującego pasażerów na kolację. Po kolacji może się zdarzyć film. Wtedy gasną światła i wszyscy wpatrują się w kolejny hit z Van Damem. Ok. 22.00 zasypiamy, by obudzić się o 6.00 i znów wyczekiwać na śniadanie.
Sunset_on_..i_color.jpg
zachód słońca nad Ukajali

Los Pasajeros – Pasażerowie

DZIECI
Amazonian_boys_color.jpg
Jest rzeczą niezwykłą i piękną zarazem, że przy całej różnorodności tego świata, a w szczególności zamieszkujących go ludzi, dzieci są wszędzie takie same. Tak jakby dopiero kultura i wychowanie czyniły nas różnymi od siebie i odległymi. Dzieci bawią się frywolnie nic sobie nie robiąc z historii, barier językowych i obyczajów. W oczach dzieci na całym świecie można zobaczyć tę samą iskrę bożą, tę prawdziwą radość życia.
Na statku, którym przemierzam Ukajali dostrzegam to jeszcze wyraźniej. Kiedy wszyscy pasażerowie wpół uśpieni bujają się leniwie w swoich hamakach, maluchy ganiają z butelkami po inka coli, tarzają się po podłodze, ciągają za włosy. Każda rzecz zamienia się natychmiast w zabawkę, tknięta czarodziejską różdżką dziecięcej wyobraźni.
Dzieci na całym świecie są takie same. Gdy się uśmiechają to pełną buzią, szeroko, ukazując wszystkie ząbki. Gdy krzyczą to nie oszczędzają gardeł, gdy biegną to jak najszybciej, gdy płaczą to tak by usłyszał je każdy. Dzieci nie lubią kompromisów. Dzieci żyją całą pełnią swoich dziecięcych możliwości zamkniętych w ich małych ciałkach.
W oczach dzieci zamyka się cały świat w swej niewinności, żywiołowości, spontaniczności i otwartości.

KOBIETY
Passgeros.jpg
chłopiec śpiący ze swoją mamą

Kobiety na naszym statku można podzielić na 3 kategorie.
1. Stateczne matrony
Wylegują się na hamakach całymi dniami. Podjadają i popijają bez końca. Czasem, raczej wieczorem niż rano, wyjdą na balkon łaskawym okiem spojrzeć na okolicę. Gdy mijam je w drodze do łazienki patrzą na mnie opiekuńczo, tak jakby litowały się nade mną, jakbym w ich odczuciu była samotna i zagubiona w jakimś zupełnie obcym świecie (trochę racji mają). Pewnego ranka jedna z nich pożyczyła mi miskę i proszek do prania udzielając mi przy tym porad jak najlepiej ugniatać koszulkę, by z brudnej wody Ukajali wyszła biała jak z polskiej pralki (prawie udało mi się tej magicznej sztuczki dokonać).

2. Młode matki
To zdecydowanie najliczniejsza grupa. Każda z nich buja się na hamaku ze swoimi maluchami. Młode matki są pełne energii, gdy upał nie przytłacza krzątają się po statku, sprzątają, piorą cały czas bacznie spoglądając na swoje dzieciaki. Młode matki śmieją się często i do wszystkich. Mają szerokie, macierzyńskie biodra, wydatne brzuszki, włosy spięte w kucyk i odsłonięte ramiona.

3. Dziewczyny:
Tych jest niewiele, ale jeśli już to nieomylnie kręcą się wokół jedynego gringo na pokładzie - czyli Marcina. Mają naście lat chociaż mówią że 20-22. Ubrane w mini i obcisłe koszulki na ramiączkach, spoglądając zalotnie zadają zawsze te same pytania: „czy masz żonę”, „a dzieci” itp. Peruwianki mają wśród Europejczyków przezwisko gringo hunters (ang. polujące na gringo) i jest w tym coś na rzeczy.

MĘŻCZYŹNI

Passagero.jpg
Mężczyźni na naszym statku stanowią, milczące, leniwe tło. Większość czasu śpią lub grają w karty, które rzucają zamaszyście, jakby mieli powalić przeciwnika na same kolana mocą króla czy asa. Starsi czasem czytają gazety, ale czytelnictwo na naszym statku występuje raczej w śladowych ilościach. Młodsi jeśli nie wylegują się na hamakach tępo wpatrując się w jakiś punkt, to wałęsają się po statku bezskutecznie usiłując zabić nudę.
Peruwiańczykom daleko do śmiałości Hindusów wobec białych kobiet, więc na pierwsze „Hola, que tal?” (hiszp. cześć, jak leci?) muszę zaczekać. Trafił się jednak jeden śmiałek, który zaryzykował ze mną nawet dłuższą rozmowę. Jego marzeniem było mieć statek taki jak ten, a nawet całą amazońską flotę. Wyobrażał sobie siebie, że jako kapitan stoi na samym dachu swojego statku, z szeroko rozpostartymi rękoma jak Kate Winslet w „Titanicu”. Wyobrażał sobie siebie jak przemierza Amazonię na jednym ze swoich Lenin Alexander (tak miał na imię i tak samo zwać się miały jego statki). Handel kwitnie, na pokładzie rzesze hamakowych pasażerów, a w Iquitos dom, gdzie czeka na niego żona i wesoła gromadka dzieciaków. Wypowiedziane pod osłoną gwieździstego nieba i ciszy nocy, jego marzenia brzmiały jak zaklęcia. Lenin Alexander wysiadł w jakiejś malutkiej wioseczce. Pożegnaliśmy się serdecznie, po czym zniknął w mroku gęstego lasu.

ZWIERZĘTA

Zwierzęta na amazońskim statku to pasażerowie szczególni. Te, które znajdują na naszym pokładzie, a są to: biała kura przywiązana za nogę do ławki, czarny kogut piejący niemiłosiernie już o 5 rano, mały pies, dwie małpy piszczące ze strachu gdy tylko ktoś próbuje się do nich zbliżyć oraz pancernik zamknięty w drewnianej skrzynce, płyną na prawach turystycznych, jak każdy z nas. Ich perspektywa rychłego wylądowania na pasażerskim talerzu nie dotyczy. Wystarczy jednak zejść po schodkach w dół, na pokład towarowy, gdzie zwierzęca brać płynie nigdy nie znając dnia i godziny, do tej grupy należą kury pozamykane w klatkach i przerażone świnki. Jest zbyt gorąco by mięso kupować w porcie i konserwować, Peruwiańczycy zaś lubią jeść mięso a jest tu ich do wykarmienia co najmniej 150. Kucharz ma codziennie pełne ręce roboty. Bycie wegetarianką daje pewną ulgę na sumieniu, ale jest to ulga pozorna i w gruncie rzeczy egoistyczna, bo przecież żadnemu z tych zwierząt życia nie uratuje.

Me_on_Henr..t_color.jpg
ja i Henry V w docelowym porcie w Pucallpie

Rejs Henry V trwał 4 dni. Do Pucallpy przypłynęliśmy o 5 rano. Wszyscy pasażerowie w pośpiechu opuszczali statek, a mnie było naprawdę żal, żal że to już koniec tej przygody. Koniec wpatrywania się w nieprzeniknioną ścianę dżungli, koniec wieczornych burz szalejących na horyzoncie, koniec gorących dni spędzonych na dachu statku, koniec wiosek, które witały nas z takim entuzjazmem, koniec wspólnych pasażerskich rytuałów i przyglądania się sobie nawzajem z nigdy niesłabnącą ciekawością.

Wysłane przez aidni 06:26 Kategoria Peru

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUpon

Spis treści

Komentarze

Bardzo mi się podoba Twój blog. Ładnie piszesz. Pozdrawiam!

przez lisek

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Login