Travellerspoint Blogi z podróży

HAMPI and/ i HOSPET

7-10 January/ Styczeń 2007

sunny 30 °C

WERSJA POLSKA POD TEKSTEM ANGIELSKIM
Hampi could be the paradise on Earth if only it wasn’t so overcrowded by western tourists and completely commercialized. It’s composed of uncountable hotels, restaurants, travel agencies, shops with western designed clothes, souvenirs etc. , you can’t expect to see much of true Indian life there, be rather prepared to hear French, English or Italian more often than Hindi. Nevertheless it’s absolutely beautiful and the surroundings are just breathtaking.

Copy_of_DSC06000.jpg
The village of Hampi/ Hampi

Hampi is dominated by Virupaksha Temple, the first Dravidian temple I saw in my life and It impressed me from the very first moment. The giant gopuram (entrance gate to the temple) is amazingly sculptured and apparently very popular among local monkeys who climb it with admirable nimbleness. To be honest I enjoyed the temple much more than the Vijayanagar ruins, which made Hampi so famous. In fact the temple is full of life and I don’t mean only pilgrims, who often invite you to participate to their prayers and observe their rituals, it’s also full of animals. Monkeys are definitely the larger group, but there is also the temple’s elephant named Lakshmi (a blessing is offered for 1 Rs.) and then the multicolored birds. The temple is particularly beautiful during the sunset, especially observed from the water tank side, I still see that magnificent view when I close my eyes.

Copy_of_DSC05963.jpg
The gopuram of Virupaksha Temple is the heart of Hampi/ Gopuram świątyni Virupaksha
Copy_of_DSC05988.jpg

My best day in Hampi started very early in the morning by climbing a rocky mountain to observe the most splendid sunrise I ever seen in my life. I got there in a mighty company of monkeys, who apparently decided to start their day in a similar way:)

Copy_of_DSC06016.jpg
Sunrise over Hampi/ Wschód słońca nad Hampi

How to describe the landscape which Hampi is sat in??? Are there any suitable words??? Amazing, unforgettable, unique, gorgeous … they are all scanty! Let’s try in a different way. Imagine that god Shiva himself spread giant stones all over a desert area and then traced with his powerful finger the gentle Tungabhadra River. After that he planted uncountable banana trees up to the horizon and brought animals. People were so amazed by this beautiful land that they build the magnificent Virupaksha Temple as an expression of their unfailing gratitude and devotion to Shiva.

After a fast breakfast we started our improvised trekking in those marvelous surroundings. First we took the path leading to the biggest attraction of Hampi - the Vittala Temple and then just straight ahead :) along the river. After a couple of hours on our feet, walking through a delightful countryside, we crossed the river with a funny oval boat and started our way back to Hampi along the shore again.

Copy_of_DSC06019.jpg
Indian baby in the morning/ Dziecko o poranku

Copy_of_DSC06057.jpg
Oval boats / Okrągłe łódki
Copy_of_DSC06062.jpg
Hampi seen from the other side of the river/ Hampi - widok z drugiego brzegu

It was just stunning: giant stones and rocks everywhere, buffalos swimming in the water, cowmen taking rest in the shadow of the trees and greeting you by saying “namaskar”, white herons on rice yards and we… absolutely alone with the pure beauty and natural wealth of India !!! This fantastic walk ended at the crossing point, were surrounded by Indian kids, who laughed at us when they discovered our red sunburnJ, we took the boat back to Hampi. It really must have been a funny picture – tired but delighted rose European pigs in an Indian boat:) To finish we rent a motorbike from our hotel and made a wonderful one hour long ride through little sleepy villages under the a beautifully clean sky full of stars, which looked to be close at hand.

Copy_of_DSC06064.jpg
rice yards/ pola ryzowe
Copy_of_DSC06055.jpg
sleeping beauty/ śpiąca królewna

A DAY IN HOSPET 10.01.2007

Lonely Planet guide is not really kind with Hospet, meanwhile I simply loved it. We spent almost a whole day there, on shopping, admiring and observing the true life of an average Indian town. There is nothing to see … or in contrary there is a lot to see.
While in Hampi you can only buy a western looking skirt here within 3 hours you can get a true, hand-tailored Punjabi dress made of quality cotton or linen (in all colors of the world) for just 300 Rs. Here where western tourists are only seen on the bus station you can taste Indian hospitality and kindness. Our accidental visit in the vegetable market is on of the most colored experience of India I had.

Copy_of_DSC06084.jpg
Hospet - the veg. market/ Hospet targ warzywny

Charming, smiling people, kids running after us asking for photos, no annoying rikshaw drivers and street vendors…visiting Hospet was pure pleasure.

Copy_of_DSC06105.jpg
Young rikshaw drivers/ Młodzi rikszarze
Copy_of_DSC06109.jpg
some things are only possible in India, like this cow apparently trying to check her bank account:)/ Niektóre rzeczy możliwe są jedynie w Indiach jak na przykład ta krowa, która usiłuje sprawdzic stan swojegokonta :)

We returned to Hampi just before the beautiful, golden sunset. The next day we started our long way to Mammalapuram (to be continued).
Recommendations for Hampi:
Just one: - Tibetan Restaurant just on the right side of Hampi Bazaar. Great, tasty meals and just fantastic staff.

POLSKI
Hampi mogłoby być prawdziwym rajem na ziemi gdyby nie było aż tak oblegane przez turystów i całkowicie skomercjalizowane. Miasteczko składa się z niezliczonych hoteli, restauracji, biur podróży, sklepów pełnych ubrań szytych pod europejski gust i różnego rodzaju pamiątek... Ciężko doświadczyć tutaj „prawdziwych” Indii, francuski, angielski bądź włoski słyszy się częściej niż hindi. Niemniej Hampi jest piękne, a okolica po prostu zapiera dech w piersiach.

Copy_of_DSC06001.jpg
Virupaksha Temple seen from a rooftop restaurant/ Świątynia Virupaksha widziana z restauracji na dachu

Nad Hampi góruje świątynia Virupaksha, pierwsza drawidyjska świątynia jaką widziałam w życiu. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie od samego początku. Charakterystyczną cechą świątyń drawidyjskich są gopuramy (ogromne i wysokie bramy wejściowe). Ilość ich jest bardzo różna w zależności od świątyni. Rekordzistką kraju w tym względzie jest świątynia w Trichy, która liczy sobie 21 gopuramów a jej powierzchnię można by przyrównać do małego miasta! Świątynia w Hampi jest naprawdę niewielka jak na takie standardy, ma tylko 4 gopuramy. Każdy gopuram jest bogato zdobiony postaciami bóstw, po których z zaskakującą zręcznością wspinają się małpy, raz siedząc na ramieniu Shivy, a raz na głowie Krishny. Wewnątrz niezwykła atmosfera. Świątynia jest pełna życia. Jest tu całe mnóstwo pielgrzymów, którzy chętnie pozwalają na przyglądanie się ich obrzędom, oraz zwierząt. Poza najliczniejszą grupą, jaką tworzą wścibskie małpy, jest także słonica o imieniu Lakshmi (błogosławieństwo 1 Rs.) oraz wielobarwne ptaszki. Świątynia jest szczególnie piękna o zachodzie słońca, gdy obserwuje się ją od strony zbiornika wodnego. Gdy jest się z powrotem w domu, jest to jeden z tych obrazów, które powracają nieproszone, które stają przed oczami i budzą tęsknotę za tym, by znów wyruszyć w świat.

Copy_of_DSC05965.jpg
Colours of India / Kolory Indii

Mój najlepszy dzień w Hampi rozpoczął się od wspinaczki na skalisty pagórek o świcie, skąd ujrzałam najpiękniejszy w życiu wschód słońca, przynajmniej jak dotąd. Dotarłam na szczyt w towarzystwie małp, które najwyraźniej postanowiły rozpocząć swój dzień w podobny sposób.
Nie potrafię znaleźć właściwych słów by opisać krajobraz, który otacza Hampi. Wspaniały, niezapomniany, wyjątkowy, olśniewający – wszystkie te słowa wydają mi się niewystarczające. Może spróbuję w mniej konwencjonalny sposób...
Wyobraźcie sobie, że Shiva zstąpił na ziemię i rozsypał na pustyni gigantyczne kamienie. Dzięki swym boskim mocom palcem nakreślił delikatnie bieg rzeki Tungabhadra i zasadził soczyście zielone bananowce aż po sam horyzont, a na końcu sprowadził zwierzęta. Ludzie byli tak zachwyceni pięknem tej ziemi, że z wdzięczności i szczerego oddania zbudowali na cześć Shivy wspaniałą świątynię, którą skąpaną w pomarańczowym, ciepłym świetle wschodzącego słońca miałam teraz przed oczami.

Copy_of_DSC06017.jpg
My sister and the impressing light of the Indian sun/ Moja siostra w promieniach indyjskiego słońca

Po szybkim śniadaniu wyruszyliśmy na improwizowany “trekking” po tej wspaniałej okolicy. Najpierw poszliśmy do największej atrakcji turystycznej Hampi czyli świątyni Vittala a stamtąd prosto przed siebie, wzdłuż rzeki. Po paru godzinach na nogach wśród zachwycających skał i pól, przeprawiliśmy się na drugi brzeg rzeki śmieszną, okrągłą łódką i powolnym, tropikalnym krokiem rozpoczęliśmy powrót do Hampi.
Potężne skały wszędzie wokół, bawoły kąpiące się w rzece, pasterze odpoczywający w cieniu drzew, pozdrawiający rzadko zapuszczających się tu przybyszów z Zachodu zawołaniem “Namaskar”, białe czaple na polach ryżowych i my... zupełnie sami wśród naturalnego bogactwa Indii!!!

Copy_of_DSC06052.jpg
The river/ Rzeka

Leniwym krokiem dotarliśmy do przeprawy rzecznej otoczeni przez niezliczone zastępy dzieciaków. Śmiały się z nas do łez, gdy tylko zauważyły naszą czerwoną opaleniznę, a dokładnie rzecz ujmując spaleniznę. Wsiedliśmy na łódkę z powrotem do Hampi. To naprawdę musiał być zabawny widok – trzy zachwycone choć zmęczone, europejskie świnki w indyjskiej łódce. Aby godnie zakończyć tak udany dzień wynajęliśmy motor od naszego hotelarza i wybraliśmy się na nocną przejażdżkę po wpół uśpionych, okolicznych wioskach. A nad nami było niebo czyste i pełne gwiazd, które zdawały się być tak blisko, że można było ulec złudzeniu, że wystarczy sięgnąć po nie ręką.

Copy_of_DSC06065.jpg
Sunset/ Zachód słońca

DZIEŃ W HOSPET
Przewodnik Lonely Planet nie jest zbyt łaskawy dla Hospet, ja jednak dałam się zauroczyć. Spędziliśmy tam prawie cały dzień na zakupach, na obserwowaniu życia w prawdziwym, zwyczajnym indyjskim mieście. Nie ma tu nic do zobaczenia... albo i przeciwnie jest tu bardzo wiele do zobaczenia. O ile w Hampi można jedynie kupić spódnice w stylu europejskim (dzieci kwiaty) tutaj, w niecałe 3 godziny, można sprawić sobie prawdziwą, ręcznie szytą sukienkę Punjabi (sukienka + spodnie + szal), we wszystkich kolorach świata i to z pierwszej jakości lnu lub bawełny, za ledwie 300 Rs. (ok. 25 zł). W Hospet, gdzie zachodni turyści widywani są jedynie na dworcu autobusowym, można doświadczyć indyjskiej gościnności i serdeczności. Nasza przypadkowa wizyta na targu warzywnym jest jednym z moich najbardziej kolorowych, indyjskich doświadczeń.

Copy_of_DSC06083.jpg
Veg. market / targ warzywny

Uroczy i uśmiechnięci ludzie, dzieci biegnące za Tobą i proszące o zdjęcie, żadnych napastliwych rikszarzy ani ulicznych sprzedawców… poznawanie Hospet było czystą przyjemnością.
Wróciliśmy do Hampi tuż przed wspaniałym, złotym zachodem słońca. Następnego dnia wyruszyliśmy w stronę Mamallapuram.

Polecam w Hampi: Restauracja Tybetańska zaraz po prawej stronie Hampi Bazaar. Wyśmienite jedzenie i bardzo sympatyczni właściciele.

Wysłane przez aidni 05:43 Kategoria Indie

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUpon

Spis treści

Bądź pierwsza(y) komentując ten wpis.

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Login