Travellerspoint Blogi z podróży

On the way to Hampi/ W drodze do Hampi

6/7 January/ Stycznia 2007

sunny 30 °C

WERSJA POLSKA POD TEKSTEM ANGIELSKIM
Getting to Hampi from Aurangabad took us 24 hours. We started with a “deluxe” bus to Pune (with TV and screaming Indian movies). During one hour we were driving around Aurangabad to collect passengers from, I suppose, all existing travel agencies in the city. When the bus was finally full (means: ready to go), I realized that we stood exactly in the same place from which we started!!!. Fortunately we arrived on time to Pune to catch our train to Hubli. We were 6 persons and we had just one bed to share and five distant places on so called “waiting list” (if there are no more free places in the 2nd sleeper class they put you on a list from which theoretically you can “jump on” a bed if somebody resign, but be realist if your number on the waiting list is higher than 5 it means that you will travel on the floor, which is not that bad either but costs the same as a ticket with granted bed). We had a funny situation in the train. We were talking perhaps a little bit too loud I admit and a guy from the upper bed got apparently very angry. He started to scream at us unfortunately in Hindi, but I understood one word: disturb. I apologized and promised him that we’ll be silent, but he didn’t wanted listen to me. He called a policeman who explained me that the guy maintains that we are drinking not pure coca-cola but coca-cola mixed with alcohol and so he need to check it. I was really surprised by this uncommon accusation and so were my companions. People in India are usually very very friendly to foreigners but this man apparently wasn’t. Other passengers were observing this unusual situation smiling to us. The policeman examined our cola, of course there was no alcohol inside. People started to laugh, so he ordered everybody to be silent and to sleep, and he left us. And then after 2 or 3 minutes one of the passengers, apparently exhausted cause the whole situation didn’t wake him up, started to snore so loudly that, I suppose, he could been heard in Mexico City! Everybody guffawed and so did we, it really was so funny!

DSC05958.jpg
My travel companions fighting the dusty air/ Moi towarzysze walczyli z kurzem

From Hubli we took a bus to Hospet. It was a beautiful 4 hours long trip. Watching woman drying chili peppers in the light of a golden sunset, admiring the palms and hills, it was just amazing. I really enjoyed this travel despite the terribly dusty road full of giant holes. If you consider that our bus was apparently unequipped in any kind of shock absorbers, you’ll have an idea how we felt when we finally arrive to Hospet – like after a definitely lost fight with Mark Tyson.
I liked Hospet from the very first moment. It’s just 10 km away from Hampi, that’s why tourists rarely decide to visit this little town and it’s a big mistake. Hospet is the place to go if you want to take a look on a real Indian city-dwellers life, away from tourists and historical sights. I’ll write more about Hospet later on.
From Hospet we took a direct bus to the famous village of Hampi. (to be continued)

DSC06934.jpg
From your bus window you can buy everything / Z okna uatobusu można kupić wszystko

POLSKI
Dotarcie do Hampi z Aurangabadu zajelo nam 24 godziny. Zaczęliśmy od autobusu typu „deluxe” do Pune (wyróżniał się posiadaniem wielkiego telewizora i hałaśliwymi indyjskimi filmami). Przez godzinę jeździliśmy wkoło po Aurangabadzie zbierając pasażerów z prawdopodobnie wszystkich istniejących w mieście agencji turystycznych. Kiedy autobus się zapełnił (czyli był gotowy do odjazdu), zorientowałam się, że stoimy dokładanie w tym samym miejscu, którego wyruszyliśmy!!! Na szczęście dotarliśmy na czas do Pune by złapac pociąg do Hubli. Było nas 6 osób a do podziału mieliśmy tylko jedno łóżko i pięć odległych miejsc na tzw. waitnig list (jeżeli nie ma już wolnych miejsc w klasie 2nd sleeper lądujesz na liście rezerwowej, z której możesz ewentualnie „wskoczyć” na łóżko, jeżeli ktoś zrezygnuje. Trzeba jednak być realistą, jeśli twój numer na waiting list jest wyższy niż 5 oznacza to po prostu, że będziesz podróżować na podłodze, co nie jest znowu takie straszne jeśli ma się karimatę, ale kosztuje dokładnie tyle samo, co bilet z gwarantowanym łóżkiem).

W pociągu mamy zabawną przygodę. Rozmawialiśmy faktycznie być może za głośno, przyznaję bez bicia, no i pewien pasażer zdenerwował się mocno. Zaczął krzyczeć na nas niemiłosiernie niestety w hindi, więc z początku nie mogłam dojść o co mu chodzi. Ponieważ jednak Hindusi lubią urozmaicać swój język angielskimi wstawkami (tzw. hinglish) po chwili wyłapałam wreszcie jedno znajome słowo, ale za to kluczowe : disturb (po ang. przeszkadzać). Przeprosiłam natychmiast i obiecałam, że będziemy grzeczni i nie będziemy już więcej zakłócać jego snu. Nie chciał słuchać ani chwili. Zawołał policjanta, który wytłumaczył mi, że ów przesymatyczny mężczyzna twierdzi, że nie pijemy zwykłej coca-coli ale coca-colę z dodatkiem alkoholu, a ten jest w pociągach zabroniony. Byłam totalnie zaskoczona całą sytuacją i szczerze mówiąc z trudem powstrzymywałam śmiech. Inni pasażerowi rozbudzeni całym zajściem przyglądali się z zainteresowaniem i uśmiechali do nas. Policjant oczywiście musiał sprawdzić prawdziwość zarzutów wobec grupki niesfornychi nie ociągał się z tym obowiązkiem. Tu i ówdzie słychać było chichot pasażerów. Oczywiście nie było tam żadnego alkoholu i ludzie z trudem już powstrzymywali się od śmiechu. Policjant natychmiast nakazał wszystkim się uciszyć i iść spać, a sam gdzieś poszedł. Zaległa cisza. Nie minęły 2, no może 3 minuty gdy jeden z pasażerów, prawdopodobnie bardzo zmęczony bo całe to zajście wcale go nie obudziło, zaczął chrapać. Ale jak!!! Chrapał tak głośno, że pewnie słyszano go w Mexico City! Wszyscy ryknęli głośnym i już niehamowanym śmiechem. Co za komiczna sytuacja :)

Copy_of_DSC06107.jpg
Cinema fans from Hospet/ Kinomani z Hospet

Z Hubli złapaliśmy autobus do Hospet. Pokonanie tego odcinka zajęło na 4 godziny, a widoki po drodze są naprawdę piękne. Obserwowałam jak kobiety suszą krwistoczerwone papryczki chili w promieniach złotego, zachodzącego słońca, podziwiałam wzgórza i palmy o bujnych koronach – naprawdę było pięknie mimo, że droga jest potwornie zakurzona i pełna ogromnych dziur. Jeśli weźmiecie pod uwagę, że nasz autobus był całkowicie pozbawiony amortyzatorów możecie już sobie wyobrazić jak czuliśmy się, gdy w końcu dojechaliśmy do Hospet... jak po zdecydowanie przegranej walce z Mikem Tysonem.
Polubiłam Hospet od pierwszej chwili. Do Hampi jest stąd jedynie 10 km, dlatego turyści rzadko decydują się zajrzeć dalej niż na dworzec autobusowy. Hospet to dobre miejsce, by podejrzeć prawdziwe życie w zwykłym indyjskim mieście, w którym nie ma zabytków i turystów, które nie ma czym zwabić i na czym zarobić. Jego jedyną wizytówką jest przeciętność i zwyczajność - w oczach podróżnika to jednak duże atuty. Z Hospet wsiedliśmy w ostatni tego wieczora autobus do Hampi, po 24 godzinach dotarliśmy do celu :)

Wysłane przez aidni 16:05 Kategoria Indie

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUpon

Spis treści

Komentarze

I've enjoyed your India blogs hugely. I came across them when I googled "Train from Pune to Hampi" and now know how to get there. Thank you. By the way, do you happen to remember how long the train journey from Pune to Hubli was and the name of the train or departure time? I'm planning to take the same route in January 2008. Your photographs are superb and bring back lots of memories from our last trip. I'll keep my eye on your blog - it's beautifully written. Kind regards, Estrid

przez estrid

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Login