Travellerspoint Blogi z podróży

Uganda

Z afrykanskiego notatnika - WOLONTARIUSZE

sunny

Wolontariuszy jest w Afryce cale mnostwo. Spotkac wolontariusza jest duzo latwiej niz lwa czy slonia na sawannie Masai Mara. Jesli gdzies na ulicy wypatrzycie biala twarz i jasne gdzies przemkna Wam przed oczami wlosy wsrod barwnego, czarnego tlumu, szans na to ze jest to niezalezny podroznik jest moze ze 2%, dyplomata jakis lub inny pracujacy tu na stale muzungu dajmy na to 1%, 97% zas, ze jest to wolontariusz. Turysta ze zorganizowanej grupy prawie nigdy samotnie nie zapuszcza sie w murzynski, miejski, zwarty tlum wiec w tym wypadku sznase sa zerowe.
Zeby zostac wolontariuszem w Afryce trzeba miec gruby porfel, bo zeby bezinteresownie pomagac nalezy wczesniej wplacic dobrych pare tysiecy dolarow amerykanskich na konto organizacji pozarzadowej, ktora zlalatwia wszelkie formalnosci. Potem czeka sie, nieraz bardzo dlugo, az zostanie sie przydzielonym do jednego z krajow i do wyznaczonej pracy.
Lapie sie za glowe! Gdzie w tym logika?! Przeciez czlowiek ofiaruje swoj czas i umiejetnosci i wiedze i swoja w koncu ciezka prace, nie oczekujac w zamian wynagrodzenia, a tu jeszcze musi za to placic ogromne pieniadze.
- To na zakwaterowanie, wyzywienie i inne koszty zwiazane z naszym tu pobytem. Zreszta polowa tych pieniedzy jest przekazywana lokalnym spolecznosciom. - tlumaczyli mi mlodzi Kanadyjczycy, ktorych poznalam w Kenii nad jez. Naivasha. Ale jakos nie czulam sie przekonana, jakis to ciagle budzi we mnie sprzeciw, jakis to uklad dziwaczny i niezrozumialy.
Czym zajumja sie w Afryce wolontariusze? Pomagaja dzieciom w odrabianiu lekcji (tak!), w przedszkolach ucza maluchy jak poslugiwac sie sztuccami (tak!tak!), bawia sie z dziecmi w sierociencach (tak!tak!tak!), by wymienic tylko niektore z tych zajec, ktore co tu ukrywac nie naleza to najbardziej produktywnych i Afryce potrzebnych. Zdarza sie tez, ze w ogole nic nie robia, caly dzien spedzajac w kawiarence internetowej, bo na miejscu okazuje sie, ze samochod, ktory mial ich dowiezc do wioski w potrzebie od ponad miesiaca jest zepsuty i nikt nie kwapi sie by go naprawic, jak to mialo miejsce w Kabale w poludniowej Ugandzie.
Czasami, gdy juz sie troche zaprzyjaznilismy, wolontariusze skarzyli mi sie na brak konkretnych zdan, jakiejs namacalnej i prawdziwie pozytecznej pracy. Czuja sie nieraz po prostu jak turystyczna atrakcja w szkole czy sierocincu, a przeciez nie po to tu przyjechali i w pocie czola pracowali by odlozyc na ten wyjazd. Wielu z nich, choc rzadko przyznaja to otwarcie, jest po prostu rozcarowana. Organizacja, ktora ich tu przyslala zabrala polowe ich pieniedzy, drugie pol (a smiem przypuszczac ze duzo mniej) trafilo do lokalnej spolecznosci, gdzie pracuja. Dla obu stron idealna transakcja! Tylko gdzie w tym wszystkim miejsce dla tego mlodego czlowieka, ktory kierowany dobrocia serca, chce cos pozytecznego zrobic dla swiata? Co z jego enregia, zapalem, szczeroscia? Zostaja po prostu zmarnotrawione, bo w praktyce okazuja sie nikomu do niczego nie potrzebne. Nie zna granic ludzka pazernosc i pogon za pieniadzem.
Picture_475-crater.jpg
krater - okolice wulkanow Virunga (Uganda)

- Bo prawda jest taka - powiedzial mi Bery z wysp Sesse, ktory prowadzi osrodek pomocy dla nieletnich prostytutek - ze dla niewykwalifikowanych ludzi nie ma tu pracy. Wiekszosc tych mlodych ludzi konczy szkoly, ale w praktyce nie umie nic. No bo jakie ma umiejetnosci ktos z matura ledwie? Jakie ma doswiadczenie ktos, kto ledwie skonczyl 18 lat? Ich szczere checi niektore organiazcje wykorzystuja niestety by drenowac ich ich kieszenie. A przeciez w Afryce wolontariusze sa bardzo potrzebni, ale tylko wolontariusze o konkretnym fachu: lekarze, psychologowie, nauczyciele, ale nie mlodzi ludzi z ledwie matura na karku.

Wysłane przez aidni 8:27 AM Kategoria Uganda Komentarze (0)

Uganda - czesc 5 - Szukajac goraca w Afryce

moja trasa przez Ugandę: wjazd 03.01.2009, wyjazd 23.01.2009 przejście graniczne Malaba - Jinja - Kampala - Fort Portal - Lake Nkuruba - Kabale - Lake Bunyonyi - Kisioro - Mgahinga NP - Sesse Islands (Kalangala) - Masaka - przejście graniczne Mutukula

semi-overcast 18 °C

SZUKAJAC GORACA W AFRYCE

Mowili mi jedz na wyspy Sesse, gdy marzlam noca w namiocie nad pieknym jeziorem Bunyonyi. "Jesli pragniesz goraca jedz na wyspy Sesse" - namawiali, gdy prosilam o kilka kocy by przetrwac jakos noc u stop wulkanu Sabinyo. O tak pragnelam goraca! Lepkiego, tropikalnego, wilgotnego, afrykanskiego upalu. Chcialam sie pocic i nie moc w nocy zasnac, chcialam czuc jak slonce pali moja skore. Dosc gor z ich surowym klimatem, koniec z wyzynami i szalejacymi nan deszczami i wichurami! Spakowalam plecak, zwinelam namiot i pojechalam na wyspy Sesse.
Jest ich 32, rozrzuconych jakby troche niedbale u wschodniego wybrzeza je. Wiktorii. W miare zorganizowany transport dociera jednak tylko na jedna z nich, te na ktorej znajduje sie Kalangala. Dwa sklepy, jedna restauracja i kilka barowm oraz jeden bank - tak wlasnie wyglada najwieksza tu wioska a zarazem stolica wszystkich wysp. Jak dla mnie bomba, bo im mniejsze miasteczko, im spokojniejsza okolica, tym ludzie serdeczniejsi, bardziej przyjacielscy i otwarci.
Picture_582-fish.jpg
Ryby i boda boda (na promie do Kalangali)
By dotrzec do Kalangali trzeba jednak anielskiej cierpliwosci. Trzeba wytrwale oczekiwac az zapelni sie busik do Masaki, czy raczej przepelni do granic wyobrazni, jechac tak upchanym kilka godzin, by znow przesiasc sie w kolejny busik, tym razem juz bezposrednio do Kalangali, ale droga wciaz jeszcze daleka, bo przed nami przeszkoda w postaci promu. Prom tez trzeba przepelnic tak ze ledwo plynie i plynie wieki cale ,a potem droga pelna dziur, plynaca miejscami jak rzeka po niedawnej ulewie. A do tego kierowca prowadzi jeszcze jakis handel wymienny z mieszkancami mijany6ch wiosek, co chwila wiec stajemy to ziemniaki zamieniac na matoke, to kury na ryby, to mango na banany! Oj trzeba cierpliwosci i pogody ducha, by to wszystko z pokora zniesc. W myslach juz poce sie w niemilosiernym upale i z radoscia patrze na pieknie zachodzace slonce, cieszac sie juz dniem jutrzejszym.
Noc jest ciepla hoc nie goraca, nie marzne jednak, a to juz cos. Kap, kap, kap - wczesnym rankiem budzi mnie stukanie kropel o namiot. Nie trzeba dlugo czekac, a juz na kempingiem prawdziwa zawierucha z piorunami, ulewnym deszczem. I takich bylo dziennie od trzech do czterech nawet. W zostawionym bezmyslnie na noc praniu zalegly sie mrowki, pajaki, szczypawki i wszelkiego gatunku inne talatajstwo. Namiot trwal dzielnie na barykadach jak obroncy Czestochowy przed szwedzkim potopem, ani jedna kropla nie przedostala sie do srodka, az myslalam, ze z dumy pekne. Kij ma jednak zawsze dwa konce. Wybitna wodoszczelnosc i odpornosc niezwykla mojego namiotu zdobyla sobie takze uznanie mrowek gogantow i tych zupelnie malych, ktore pod tropikiem szukaly schronienia i ganialy pod podloga tak, ze slyszalam ciagle ich chrobotanie. W takich oto nadzwyczajnych okolicznosciach przyrody uplynal mi pobyt na wyspach Sesse. Dni slonecznych i upalnych 0, ilosc burz i ulew w ciagu dwoch i pol dnia - no chyba z 10!. Ostatniego dnia zerwalam sie na rowne nogi juz o 5 rano, slyszac jak kropelki , z poczatku drobne, niewinne, delikatnie uderzaja o moj suchy namiot. W ostatniej chwili zdoalalam caly moj dobytek przeniesc na zadaszona weradne. Zwijanie namiotu w strugach deszczu to koszmar kazdego namiotowicza. Pakowalam sie w ciemnosciach o nieludzkiej godzinie, szczesliwa jednak, ze tego koszmaru udalo mi sie uniknac.

O DUCHACH, CZAROWNICACH, RZUCANIU UROKOW I POLIGAMII

- Mialam kiedys sen. Snilam, ze stara, przygarbiona kobieta, bezzebna i pomarszczona podeszla do mnie i skaleczyla mnie nozem w maly palec u lewej dloni. A bylo w tym wszystkim cos przerazajacego, co co napawalo lekiem, a z obudzilam sie z krzykiem w srodku nocy. Ale wtedy dopiero zaczelam bac sie na serio, bo zobaczylam na moim palcu swiza rane i saczaca sie z niej krew.

Picture_55..islands.jpg
Nad jeziorem Wiktorii na wyspach Sesse
Picture_55..slands1.jpg
Kalangala - jedna z uliczek
I nagle, jakby chcac dodac troche grozy do tej opowiesci, troche ja efektami specjalnymi doprawic, trzasnela kloda w ognisku wzniecajac w gore prawdziwy slup skier.
- No i co bylo dalej? Co zrobilas? - niecierpliwi sie mlody Anglik. Siedzimy skuleni przy ognisku wieczorowa pora, szukajac troche ciepla na tropikalnych wyspach Sesse (sic!) i sluchamy niesamowitych opowiasci Rose, ugandyjskiej dziewczyny jednego Wlocha, profesora Uniwersytetu w Bolonii, co to jednak wybral konkurencyjna impreze przy piwie z Niemcami.
- Jak to co? To, co zrobilaby na moim miejscu i matka, i babka i siostra i ciotka, slowem kazda afrykanska kobieta. Poszlam do czarownicy! - dziwi sie Rose na tak nonsensowne muzunga zapytanie.
Sluchamy z coraz wieksza ciekawoscia.
- Opowiedzialm czarownicy moj sen ze wszystkim szczegolami, a i ona ze swej strony zadawala mi mnostwo pytan i w koncu zawyrokowala: jest rzecza oczywist, ze mezczyzna, z ktorym teraz jestes ma oprocz ciebie jeszcze jakas inna kobiete i ona trawiona zazdroscia po prsotu rzucila na ciebie urok! Muszisz natychmiast przyprowadzic mi koze, ktora zloze w ofierze odpowiednim duchom, ktore ten urok z ciebie zdejma.
- Hahahaha - wybuchamy smiechem.
- tak - ciagnie swa opowiesc Rose - tylko jest jeden problem, mowie czarownicy. Ja nie mam mezczyzny, ani meza, ani nawet chlopaka. Czarownica pokrecila glowa, ze moze w takim razie ktos rzucil na mnie urok omylkowo, ale uparcie obstawala dalej przy tym, ze koza byc musi i to natychmist i ze za tym wszystkim stoi jakas zazdrosna kobieta. Co to za glupstwo - pomyslalam - kozy nie kupilam i o czarownicy zapomnialam. Ale jeszcze tego samego wieczora sen znow powrocil. Znow ujrzalam stara, pomarszczona, zgarbiona kobiete, jak zbliza sie do mnie z nozem szurajac nogami po podldze. Jest blizej i blizej i blizej. A ja w tym snie lezalam zupelnie sparalizowana strachem, ani krzyknac, ani uciekac, ani nawet ruszyc palcem. Kiedy noz byl juz w powietrzu i starucha znow chciala mnie bolesnie skaleczyc, obudzilam sie i zobaczylam w moim lozku szczura! A wiec to byla ta zazdrosna kobieta, urak i klatwa! Po prostu zwyczajny szczur ugryzl mnie przez sen.
Rose smieje sie radosnie i my tez sie smiejemy, choc w duchu zastanawiam sie czy bym jednak nie wolala uroku, katwy i czarownicy od szczura we wlasnym lozku.
- Rose powiedz mi - zagaduje - jak to jest, ze w Afryce mezczyzna moze miec kilka zon i one nigdy ze soba nie walcza, nie sa zazdrosne?
- Jak to nie?! - obrusza sie Rose- Ja bym sie nigdy na to nie zgodzila, aby moj maz mial jeszcze inna kobiete oprocz mnie! Nigdy! Ale na wsiach, gdzie tradycje plemienne sa wciaz kultywowane, kobieta tak naprawde nie poslubia danego mezczyzny, ale ducha, ktory mieszka w jego ciele.
- Jak to? - nie mozemy powstrzymac zdziwienia.
- No wlasnie tak - tlumaczy nam jak dzieciom Rose - W jednym ciele moze mieszkac wiele duchow i jesli maz dajmy na to ma cztery zony to kazda z nich poslubila innego ducha! Tak wiec wieczorem, maz wola swoa zone: - Safi, chodz do mnie to ja twoj maz Mofu przywoluje cie dzis do siebie! - to pozostale zony nie sa zazdrosne bo Mofu nie jest ich mezem, kazda z nich poslubila bowiem innego ducha. Tak to sobie sprytnie wymyslili afrykanscy mezczyzni.

Ano faktycznie bardzo sprytnie.

Wysłane przez aidni 5:23 AM Kategoria Uganda Komentarze (0)

Uganda - czesc 4 - pomoc Afryce

semi-overcast 18 °C

ROZWOJ

Z wszystkich rozczarowan jakie w zyciu moga sie przytrafic najbardziej chyba przykre sa te, ktore dotycza innych ludzi.

- Zachod nie powinien pomagac takim krajom jak Uganda! Krajom,ktore osiagnely juz pewnien stopien politycznej i spolecznej stabilizacji.Owszem bieda jest tu zatrwazajaca, szczegolnie na wsiach i zacofanie okrutne,ale pompowanie pieniedzy do takich krajow rowna sie praktycznie z wyrzucaniem ich w bloto. - mowi mi przy kolacji Huli, przeddzien naszej wspolnej wspinaczki na Mount Sabinyo. - Te kraje musza same znalezc droge dla wlasnego rozwoju i albo ja znajda, albo przestana istniec. - Tu Huli zaczyna sypac przykladami jak z rekawa. - W Malawi zakupiono ok 100 tys. moskitier, jako ze kraj ten ma najwyzszy w Afryce wskaznik umieralnosci na malarie wsrod dzieci. Nim sie obejrzano, nim biurokratyczna machina uruchomila sledztwo,moskitiery zamiast trafic do dzieci dawno juz zostaly sprzedane jako sieci rybackie. W Zimbabwe, by zachecic rolnikow do bardziej wydajnego i produktywnego rolnictwa zaczeto rozdawac bezplatnie nawozy. Dzis wiemy, ze te nawozy niegdy nie zostaly uzyte tylko natychmiast sprzedane z duzym zyskiem na czarnym rynku.
Huli ma 40 lat i juz trzeci rok pracuje w Kampali dla niemieckiego rzadu jako koordynator pomocy rozwojowej dla Ugandy. Swoj kraj opuscil pietnascie lat temu i ani mysli wracac do narodu, z ktorym sie nie utozsamia i z ktorym laczy go - jak twierdzi - jedynie wspolny jezyk. Ja dodam od siebie, ze jeszcze ogromna slabosc do piwa. Pracowal w swej karierze w wielu krajach trzeciego swiata,wiele widzial, wiele doswiadczyl, a dzieki swej pracy, wiele takze mogl ogladac "od kuchni".
- Wezmy przyklad - kontynuuje Huli - Nie tak dawno niemiecki rzad wspieral finansowo budowe szpitala w jednym z prowincjonalanych miasteczek, tutaj w Ugandzie. Zeby zakonczyc ten projekt trzeba bylo wydac ogromne sumy na lapowki! Tak! Publiczne pieniadze niemieckich podatnikow szly takze do kieszeni skorumpowanych, lokalnych urzednikow! Wtedy czlowiek zadaje sobie pytanie do czego to zmierza? Przeciez nie tedy droga! - Huli odpala lokalnego papierosa o wdziecznej nazwie "sportsman" od kominka i wychyla kolejny lyk piwa. Nad polem namiotowym przy Mgahinga National Park noc gwiezdzista i zimna. - Przyjezdzaja tu z Niemie,z calej zreszta Europy, zastepy mlodych psychologow, pedagodow i socjologow, takich co to dopiero opuscili uniwersytety i nigdy nigdzie poza Europa nie byli. Czuja sie jak misjonarze niosacy kaganek oswiaty dla zyjacych w ciemnosciach Murzynow. A przeciez oni maja tu swoje tradycje, swoja kulture, swoje obyczaje i niby dlaczego nasz zachodni model nalezy uznawac za lepszy. Spojrzmy co dzieje sie w Europie. Niz demograficzny zagraza budowanym przez lata systemom ubezpieczen spolecznych, rodzina ulega rozpadowi, pozera nas rozbuchany indywidualizm. Tu w Afryce nie maja takich problemow. Rodzina i plemie jest podstawa calego systemu spolecznych relacji, jest punktem odniesienia, korzeniem wlasnej tozsamosci, jest takze najlepszym gwarantem spokojnej emerytury. Bo w Afryce zyje sie kolektywnie, a nie indywidualnie. Nie rozumiem dlaczego na sile chcemy ich uszczesliwiac, narzucajac im wlasna filozofie zycia.
- Ale to przeciez nie do konca jest tak - wtracam w dyskusje kilka swoich refleksji - przeciez oni takze maja ambicje, marzenia i cele,ktore chca osiagnac. Tak samo jak my aspiruja do lepszego zycia, do materialnego komfortu, do dobrobytu. Wcale nie chca zyc w swoich szalasach i glinianych chalupkach bez pradu i biezacej wody. I nie widze w tym nic zlego,ze pragna lodoweki pralek, telewizorow i samochodow, a skoro my wiemy jak te cele osiagnac to dlaczego nie mielibysmy sie z nimi ta wiedza podzielic!
Huli przeklada noge na nogei wyraznie ozywiony otwiera kolejne piwo.
- Trzeba najpierw wiedziec,ze nasze sposoby na dobrobyt i materialne bogactwo sa dobre ale w Europie i dla Europejczykow,ale tu w Afryce okazuja sie zupelnym fiaskiem. Tu jest inna kultura, zupelnie inne myslenie, niejak nieprzystajaca filozofia zycia. Prosty przyklad: jak sie Europejczyk dorabia swojego mercedesa, domu i urlopu na hiszpanskiej riwierze raz do roku? Pracuje i oszczedzaI to czesto dlugie lata. Rzecz zupelnie dla Murzyna niepojeta. Afrykanie nie umieja oszczedzac, pieniadze sie tutaj natychmiast wydaje. Bierze sie to stad, ze w mysl zasad rzadacych afrykanska rodzina,jeden pomaga drugiemu. Jesli wiec kto ma pieniadze musi sie nimi podzielic z bratem, siostra,wujkiem,kuzynka lub innym pociotkiem. Lepiej wiec pieniadze natychmiast wydac na cokolwiek, bo inaczej sie je straci. Jak myslisz dlaczego jak Afryka dluga i szeroka pelna jest niewykonczonych domow i do polowy skleconych lepianek? No wlasnie dlatego. Jak kto jest przy gotowce natychmiast ja wydaje by wywinac sie z obowiazku dzielenia sie pieniedzmi z liczna rodzina. Kupuje wiec lub zaczyna budowe domu,ktoej z duzym prawdopodobienstwem nigdy nie ukonczy.
- No ale to tylko pokazuje - dodaje od siebie - ze jest tu zalazek jakiego inwestycyjnego myslenia,jakiejs koncepcji lokowania kapitalu nie tak dalekiej od tego, co mamy w Europie. Moze wiec trzeba pojsc ta droga i nasze sposoby i sprawdzone rozwiazania po prostu zmodyfikowac i dostosowac do afrykanskiej rzeczywistosci.
Huli smieje sie radosnie - To trzeba by zaczac od wybicia im z glow idei posiadania az tylu dzieci. Przeciez tu srednia dzieci na kobiete to jest czworo lub piecioro, a skoro mezczyzna moze miec kilka zon, wiec i dzieci ma przynajmniej kilkanascioro! Przy takiej ilosci potomstwa europejski dobrobyt to dla nich dlaej daleka perspektywa. Co zrobic jednak jesli dla nich dzieci to jest cel sam w sobie. Dla mezczyzny duza ilosc czarnuitkichm jak smola malcow to powod do dumy i dowod meskosci, dla kobiety kobiecosci. Jest rzecza powszechna, ze jesli w wieku 18-20 lat kobieta nie ma dziecka to oznacza, ze cos jest z nia nie tak i moze miec problemy ze znalezieniem meza. Czesto wiec kobiety zachodza w ciaze tylko dlatego, by spolecznie dowiesc swojej kobiecosci. Ojciec tak poczetego dziecka oczywiscie najczesciej znika bez sladu.
Zeby pomagac nie wystarczy miec dobre serce, trzeba jeszcze wiedziec jak sie do tego zabrac - konkluduje Huli.
- Bo inaczej wiecej z tego zlego niz dobrego - dodaje od siebie - wymowny przyklad Etiopii mowi sam za siebie.
- Tak wlasnie - stwierdza Huli konczcac juz chyba piate piwo - Zachod powinien pomagac krajom targanym wojnami, niepokojami spolecznymi, epidemiami, jak Sudan czy Somalia, ale kraje takie jak Uganda musza znalezc same swoja wlasna droge rozwoju.

Robi sie juz pozno. Mowie wszystkim dobranoc. Przed czekajacym mnie intensywnym dniem wypada sie wyspac. Wychodze na zewnatrz budynku, ktory miesci recepcje, kuchnie i jadalnie i cudowny ten kominek. Jest chlodno, a by dochowac wiernosci faktom powinnam napisac, ze jest po prostu zimno! Tak zimno jak diabli, choc to Afryka, rownik bliziutko i poludniowa juz polkula! Niebo roziskrzone tysiacami gwiazd zatrzymuje moja uwage. roga mleczna widoczna w kazdym szczegole i orion...
Zza uchylonych drzwi jadalni, przez absolutna cisze nocy slysze jak Huli, wypiwszy jakies szesc butelek piwa, zagaduje kelnerke.
- Maria snilas mi sie dzisiaj wiesz? Snialo mi sie, ze obudzilem sie w srodku nocy, a posciel w moim lozku byla jeszcze ciepla. Spojrzalem na uchylone drzwi i ujrzalem ciebie i twoje piekne, nagie cialo. No wiec jak myslisz Maria? Czy spelnisz moj sen? Czy sprawisz dzis, ze moje marzenie stanie sie rzeczywistoscia? Drzwi do mojego pokoju sa dla ciebie zawsze szeroko otwarte. No wiec ja? Co z nami bedzie?

Ach! Wielkie idee i gornolotne mysli, glebokie Afryki rozumienie i najszczersza chec pomocy!!! Slowa, slowa, slowa i nic tylko slowa. A tak naprawde za tym wszystkim najzwyklejsze w swiecie pasozytnictwo. Mierzi mnie to i napawa obrzydzeniem to ciagle Afryki wykorzystywanie, zerowanie na jej poczuciu nizszosci wzgledem Zachodu, na jej uleglosci. Na wszystkich poziomach od wielkich koncernow, ktore okradaja Afryke z jej naturalnego bogactwa, prze skorumpowanych urzednikow, az po turystow, co przyjezdzaja tu na safari, a brzydza sie uscisnac dlon Murzynowi. Tych zastepow bialych, ktorzy wykorzystuja latwowiernosc tutejszych kobiet dla latwego seksu bez zobowiazan.
Jesli to jest nasz wklad w rozwoj Afryki to chyba faktycznie byloby lepiej gdybysmy jak najszybciej sie z Afryki wyniesli, spakowali manatki i nie wracali wiecej.

Picture_42..na_girl.jpg
bananowa dziwczynka na jednej z ulic w Kabale

BERY Z WYSP SESSE

Czarna Afryka usmiecha sie szeroko, ubiera sie kolorowo, rytmicznie porusza biodrami w rytm wesolej muzyki. Nie afiszuje sie ze swa bieda, nie pokazuje jej przechodniom na ulicach, ani podroznym w autobusach. W duzych miastach niewielu widzi sie zebrakow. Wbrew naszym zachodnim wyobrazeniom, Afryka nie umiera z glodu i chorob pelzajac u stop bialych turystow. Czarna Afryka ukrywa swa biede z dala od ludzkich spojrzen, z dala od drog, miast i turystycznych atrakcji. Wszedzie wiita czlowieka usmiech i radosne "habari"(pozdrowienie w suahili).
Jade wypchanym do granic matatu z Kalangali do Masaki i przygladam sie wspolpasazerom. Jaka jest opowiesc siedzacej kolo mnie starszej kobiety? Jaka jest tajemnica spiacej z glowa oparta o szybe dziewczynki? Jak wyglada codziennosc tego mlodego mezczyzny, probujacego dojrzec kawalek swiata zza niemilosiernie brudnej szyby?
Na wyspach Sesse nauczylam sie, ze Afryka ma drugie dno, nauczyl mnie tego Bery, a oto jego historia.

Bery zajmowal sie w swym zyciu tak wieloma rzeczami, ze az trudno zapamietac, spisac, wymienic, nie gubiac przy tym szczegolu jakiegos, jakiegos znaczacego faktu. By podroznikiem, wolontariuszem, sanitaruiszem, wlascicielem firmy handlujacej alkoholem, mial kiedys biuro nieruchomosci, a polski paszport ma do dzis po ojcu. Kilka lat nawet mieszkal w Bielsku, ale naszego karkolomnego jzyka nigdy nie zdolalal sie nauczyc. Dzis jest na emeryturze i z szerokim usmiechem wspomina dawne, szalone czasy.
Siedzimy przy stole cieplo otuleni promieniami zachodzcaego slonca. wszedzie bujna zielen i piekny widok na jez. Wiktorii. Recz dzieje sie w Mweena, malenkiej rybackiej osadzie niedaleko Kalangali - takze malenkiej stolicy wszystkich wysp.
Kolacja samkuje pysznie, wybornie, doskonale! To najlepsza kolacja jaka jadalam, najsmaczniejsze od odleglych juz etiopskich czasow jedzenie. Pewnie dlatego, ze ugotowana z miloscia, z wielka wdziecznoscia. Bery przedstawia mnie wszystkim dziewczynkom po kolei, wszystkie usmiechaja sie do mnie zyczliwie, sa usciski dloni i wesole, ciekawe, przygladajace sie spojrzenia. Dziewczynki maja od 8 do 13 lat, mieszka ich w osrodku Bery'ego 15. Na pierwszy rzut oka niczym nie roznia sie od innych dziewczynek, z ktorymi witam sie na co dzien, gdy ida do szkoly. Wygladaja tak samo niewinnie, dziewczeco, mlodzienczo i dziecieco jak ich rowiesniczki.
- Kazda z nich wie wiecej o seksie oralnym i penetracji niz ty bedziesz pewnie kiedykolwiek wiedziec. - mowi mi Bery - te dziewczynki to nieletnie, a scislej rzecz ujmujac, dzieciece prostytutki. Takich jak one sa w okolicy setki jak nie tysiace. Nie maja nic wiec sprzedaja swoje cialo by kupic sobie ubrania, ksiazki do szkoly, zaplacic czesne...Dla afrykanskiej kobiety jej cialo, poki jest mlode i atrakcyjne jest towarem na sprzedaz, czesto bowiem kobiety nie maja nic ponad swoje ciale. Probuje z tym walczyc, probuje pokazac im, ze sa inne mozliwosci, probuje dac im nowy start, ale nie mozesz wiedziec jaka to trudna walka.
Bery prowadzi swoj maly osrodek od dwoch lat. Pomaga mu zona, ktora wlasnie przyleciala z Belgii. Przez ten czas zdolali wybudowac maly domek z zapleczem, gdzie miesci sie gabinmet lekarski, spizarnia i kuchnia pod golym niebem. Wszystko czyste, schludne, europejskie takie. Przed domkiem ogrodek, rowno przystrzyzona trawa , czerwone kwiatki. Na srodku dwa duze, biale stoly, przy ktorych codziennie jada sie kolacje.
Bery cale swoje zycie, wszystkie swoje wysilki, oszczednosci i byc moze takze marzenia poswiecil tym dzioewczynkom, sa one teraz calym jego zyciem, jego kazda minuta. W wyobrazni widzi jak jego osrodek sie rozwija, jak swoja szanse dostaja kolejne dziewczynki. Widzi je jak zakladaja rodziny, a niektore moze nawet robia wielkie kariery w miescie. Widzi je szczesliwe, smiejace sie serdecznie tak jakby ich zlamane dziecinstwo bylo nigdy nieistniejacym epizodem, jakims dawno zapomnianym koszmarnym snem.
- Kiedy je poznalem, kiedy zobaczylem jak one zyja to bylo jak porazenie, jakby ktos uderzyl mnie i ciosem tym powalil na kolana. Czlowiek w takiej sytuacji ma zawsze dwa wyjscia: alboodejsc ze spuszczona glowa, zlamany wspolczuciem i wlasna bezradnoscia wobec okrucienstwa tego swiata, albo podjac walke, chocby wydawala sie przedsiewzieciem wrecz szalonym i skazanym z gory na kleske. Tamtego dnia zdecydowlaem podjac sie podjac te walke, chociaz w chwilach zwatpienia wydaje mi sie ona trudna ponad miare, za trudna.
Edukacja to priorytet, to ich paszport do lepszej przyszlosci. Dlatego z mojej skromnej emerytury w pierwszej kolejnosci oplacam im szkoly. Wszystkie chodza do szkol z internatem , poza tym uczymy je innych umiejetnosci, ktore moga im sie kiedys przydac, tak aby powrot do prostytucji uczynic jak najodleglejsza, a najlepiej nieistniejaca alternatywa, gdy juz wkrocza w samodzielne zycie.
Jedna z moich znajomych powiedziala mi kiedys, ze mimo mych dobrych checi i wysilkow robie tym dziewczynkom krzywde, bo pokazuje im zycie, ktorego o wlasnych silach, samodzielnie nigdy nie beda w stanie osiagnac w swym doroslym zyciu. Ale ja wierze, ze pokazuje im nowa droge, ze pokazuje im, ze mozna inaczej zyc. - Bery zamysla sie dluzsza chwile wpatrujac sie w jezioro. Zapada milczenie ciezkie jak znak zapytania, ciezkie jak dreczace go watpliwosci.
Slonce chowa sie za horyzontem. Ostatnie usciski i serdeczne pozdrowienia. wsiadam na boda boda i mkne wsrod zielonych, bananowych gajow na moj kemping. Bery'ego i jego dziewczynki zostawiam daleko ale tylko w wymiarze fizycznym. Widzialam dzis drugie dno Afryki, nie tyle nawet jej biede i ubostwo, co jej upodlenie. Widzialam Afryke odarta z marzen i tonaca w beznadziei. Tego obrazu nie da sie zapomniec.

Wysłane przez aidni 3:59 AM Kategoria Uganda Komentarze (0)

Uganda czesc 3 - jezioro i wulkany

semi-overcast 20 °C

SAMOTNOSC NAD JEZIOREM BUNYONYI

Znalazlam Shire, znalazlam ojczyzne Hobbitow wprost z "Wladcy Pierscieni" wyjeta. Sam Tolkien by tego lepiej nie wymyslil. Jezioro, a na nim 29 wysp. Kazda z nich upstrzona wydatnym pagorkiem, zagospodarowanym przez mieszkancow na tarasowa uprawe roslin i zboz. Jezioro Bunyonyi ma ksztalt do gory nogami wywroconej litery Y i brzegi ma postrzepione, niegladkie. Aby sie tu dostac trzeba najpierw z Kabale przejechac boda-boda 8 km malownicza droga przez wzgorza, usmiechem odpowiadajac na usmiechy i pozdrowienia mieszkancow mijanych wiosek. Jedzie sie tak piaszczysta droga, koloru gliny wsrod bujnej zielonosci - to zestawienie barw dusza srodkowowschodniej Afryki. A jedzie sie by dotzrec do przystani najprawdziwszych , z jednego kawalka drewna zrobionych, afrykanskich kanoe. Chwyta sie wioslo,plecak rzuca sie z przodu i co sil w miesniach zabiera sie wioslowania. Bo by dotrzec na kemping trzeba najpier przeprawic sie przez gladkie jak lustro jezioro (ok40 minut), na jedna z wysp, gdzie namiot mozna sobie rozlozyc nad samym brzegiem. Mozna slono zapalcic i w 10 minut dotrzec tam lodzia motorowa,ale co to wtedy za frajda,jaka przyjemnosc? Zadna!!! A jednak wiekszosc ososb takie wlasnie wybiera rozwiazanie.
Picture_430-canoe.jpg
moj plecak na kanoe
Picture_43..d_canoe.jpg
nad przystania kanoe
Miejsce jest piekne, ale od razu widac, ze prowadzone przez bialych i dla bialych. Tylko obsluga Ugandyjska, wszyscy zas klienci - biali. Z poczatku ciesze sie nawet z tego.Bedzie okazja do rozmow,do wymiany doswiadczen, do posluchania zabawnych opowiesci i o mrozacych krew w zylach przygodach innych podroznikow. Moje nadzieje szybko jednak rozbijaja sie bolesnie o rzeczywistosc.Chyba jestem juz bardziej "czarna" niz "biala",ze az mnie ta moja biala skora razi jakos i dziwi,kiedy spojrze na nia w lustrze, jakas wydaje mi sie nie na miejscu, obca jakas taka.
Na moje pozdrowienie inni biali zebrani w tej enklawie ludzie Zachodu reaguja zdziwieniem przygladajac mi sie badawczo i zimno. Oj powialo europejskim chlodem, wyobcowaniem i dystansem, zupelnym brakiem zainteresowania i zamknieciem sie w swoim malym swiatku. Jaki to kontrast w stosunku do tego ciaglego wypytywania o wszystko, do tej wymiany usciskow dloni,do tych afrykanskich usmiechow i pozdrowien. Moze i wyprzedzamy Afryke w rozwoju technologicznym,moze i zyjemy sobie wygodniej i bardziej komfortowo, ale w dziedzinie szczerej ludzkiej serdecznosci to Afryka dawno zostawila nas w tyle i to my powinnismy usiasc wuczniowskiej,oslej lawce zganieni przez nauczyciela za nieodrobiona lekcje!
Picture_432-bunyonyi.jpg
Picture_443-bunyonyi2.jpg
jez. Bunyonyi
Wybieram sie na spacer wokol wyspy. Widoki fantastyczne. Czlowiek nigdy zadnym swym dzielem nie dorowna temu, co natura dawno juz stworzyla, daremne sa wszelkie proby. Docieram do jakiejs malej wioski ukrytej w bananowym gaju. Sensacja! Biala kobieta! Muzungu w naszej wiosce! Dzieciaki biegna z piskiem by uscisnac mi reke. Skad te emocje przeciez tylu tu bialych, cala wyspa jest ich pelna, stezenie jak nigdzie indziej w kraju! ... Wyleguja sie jednak na kanapach calymi dniami i rzadko ktory czuje potrzebe i chec by podreptac troche po okolicy. Siedze na werandzie i przegladam sie im. Nalezymy do dwoch roznych swiatow i chociaz przywiodla nas tutaj ta sama ciekowosc, ta sama chec poznania to nie ma miedzy nami zrozumienia.Stoimy po prostu na dwoch roznych biegunach. Podrozujac w pojedynke czlowiek siega pewnego wymiaru samotnosci, ktore nigdy wczesniej nie doswiadczyl. Samotnosc ta czasem uwiera,ta samotnosc jest czasem trudna,ale jednoczesnie otwiera na innych, na innosc,na to,co dziwne, niezrozumiale, obce.
O ironio! Tak oto wsrod bialych Europejczykow czulam sie bardziej samotnie niz wsrod Muzrzynow, ktorych jezyka nawet nie znam.

WULKAN W MOIM ZYCIU

Picture_491-sabinyo.jpg
Mt. Sabinyo
Na ostatni, trzeci wierzcholek wchodzi sie po drabinach pozbijanych z kijow i galezi, przegnilych w niektorych miejscach z nadmiaru wilgoci. Stromo jak diabli. Najlepiej nie rozgladac sie na boki tylko uwaznie piac sie do gory.Trwa ta wspinaczka dobrych 30minut, przy czym nachylenie wynosi jakies 70-80 stopni! Miesnie az trzesa sie ze zmieczenia, bo to przeciez juz piata godzina stromego podejscia. Dwa wierzcholki juz zdobyte, tylko jeszcze ten jeden,ostatni. Oddech ciezko zlapac, bo to juz grubo ponad 3500m npm,pot leje sie z czola choc tuz nad glowa wisi paskudna, na szaro od spodu "przypalona",deszczowa chmura. Przez glowe przechodzimysl "nie dam rady, po prostu nie dam rady!". Moze i checi nie brak, ale sily w miesniach owszem. Nogi jak klody, bardziej ciagna w dol niz do gory, od wchodzenia po drabinie bola plecy w kazdym, nawet najbardziej skrytym zakamarku,rece z wysilku mdleja... Mysli o kapitulacji bombarduja glowe nieustepliwie i wytrwale. W tym momencie, gdzies zza krzekow, gdzies tam daleko z gory dobiega radosny glos Bergsona,mojego przewodnika: - Polowa drogi juz za nami!
I to niby miala byc dobra wiadomosc, w mych uszach zabrzmiala jednak jak wyrok, jak gwozdz do trumny i krzyzyk na droge. A wiec jeszcze raz tyle, jeszcze raz tyle zmagan o kazdy centymetr, o kazdy krok. Przeciez tego sie nie da zrobic!
Gory zawsze budzily we mnie najwiekszy szacunek, bo gory pokazuja czlowiekowi jego wlasciwe miejsce, ucinaja jego ambicje zbyt rozpasane, drwia sobie z ludzkiej wiary we wlasne mozliwosci i sile, wysoko zadarta glowe kaza czlowiekowi pochylic skromnie i wlasna uznac malosc, niedoskonalosc i slabosc. Gory daja czlowiekowi wielka lekcje pokory. I ja, uwieszona na drabinie, przerabialam wtedy moja lekcje pokory. Kiedy jednak czlowiek sam przed soba uzna wlasna niemoc wobec potegi przyrody, ktora byla tu przed nami i przetrwa nas zapewne, wtedy nastpeuje niezwykla w czlowieku przemiana. Krok po kroczku,myslami nie siegajac przeszlosci ani przyszlosci,skromnie,ze spuszczona glowa i wzrokiem utkwionym na najblizszym metrze drogi, znow zaczyna piac sie do gory, sile skad biorac nie sposob odgadnac! Tak jakby gory dajac nam lekcje pokory okazywaly swa laske,gdy tylko uznaja,ze lekcje te zesmy wlasciwie odrobili.
Picture_53.._sbinyo.jpg
widok ze szlaku
Tak tez bylo wtedy, gdy ogromnym wysilkiem miesni i woli zdobywalam Mount Sabinyo (3669m npm) jeden z siedmiu nieczynnych juz wulkanow w pasmie Virunga. Nie jest to ani najwyzszy,ani najnizszy z nichwszystkich, a ksztaltem najmniej z nich wszystkich przypomina wulkan. A jednak widoki z ostatniego wierzcholka, swa potega i wulkaniczna masywnoscia prawdziwie odbieraja mowe. Najwyzszy z wszystkich wulkanow Mount Muhavura (4127m npm) a u jego stop z wszystkich najnizszy Mount Gahinga (3437m npm),nad nimi zas klebia sie deszczowe chmury.W zielonych dolinach wszystko zas mieni sie na zloto cieplym oswietlone sloncem.
Picture_53..n_guide.jpg
Moj przewodnik na drabinowym szlaku
- Brawo! Udalo sie! Witamy na trzecim wierzcholku! - z usmiechem oznajmia Bergson,gdy ledwo lapiac oddech docieram w koncu na szczyt. Jest satysfakcja,jest radosc i szeroki mimo zmeczenia usmiech od ucha do ucha. Bez wiz, bez placenia haraczu w dolarach, bez wypelniania formularzy i stania w kolejkach znalazlam sie w trzech krajach jednoczesnie: w Rwandzie, Ugandzie i Kongo i moglam sobie z jednego do drugiego dowolnie przeskakiwac i chociaz raz zadrwic sobie, chocby tak symbolicznie, z wizowych formalnosci. Bo trzeci wierzcholek Mount Sabinyo ma te dziwna polityczna wlasciwosc,ze go podzielily miedzy siebie te wlasnie trzy kraje.
Schodzimy w tempie ekspresowym, a i to zajmuje nam trzy godziny. W najprawdziwszym w swiecie, gestym i dziewiczym bambusowym lesie,ktory rosnie u stop Mount Sabinyo, swa swiezoscia strasza slady afrykanskich bawolow. Zadnego jednak nie udalo nam sie spotkac. Kolacje przy kominku pochlaniam jak odkurzacz, a sen mam twardy jak kamien az do smego rana,chc burze i zawieruchy i wiatry jakies wscikle tarmosza namiotem bez wytchnienia.

Wysłane przez aidni 2:33 AM Kategoria Uganda Komentarze (1)

Uganda - czesc 2 -Ucieczka z Kampali

zielone przygody

sunny 28 °C

UCIEC Z KAMPALI
Przez Kampale mozna sie przedostac jedynie na wlasnych nogach lub siedzac namotorze, trzymaja sie kurczowo kierowcy lub siedzenia, gdy ten mknie drwiac sobie z wszelkich zasad ruchu drogowego miedzy stojacymi w korku cala wiecznosc samochodami,autobusami, ciezarowkami i innymi pojazdami. Motocyklowe lub rowerowe taksowki,zwane tu boda boda, sa dla Kampali tym czym dla Kenii sa matatu. Sa po prostu wszedzie,a bez nich Uganda udlawilaby sie w korku,zatklalaby sie i juz.
travel_030.jpg
Boda boda na ulicach Kampali
Stolice Ugandy niektorzy nazywaja Rzymem Afryki,bopodobniejak wieczne miasto lezy ona na siedmiu wzgorzach... ale na tym zasadniczo koncza sie podobienstwa. No moze jeszcze jedno: marabuty kraza nad Kampala jak niegdys sepy nad Koloseum,gdy trwaly tam walki gladiatorow. Marabut jest w Kampali tak wiele,ze wg statystyk pochlaniaja 1 tone miejskich smieci dziennie. Poza tym poobijane auta Wlochow i ich szalencza jazda na skuterach wydaja sie dziecieca zabawa przy ekwilibrystyce, ktora popisuja sie tutejsi kierowcy, przy tutejszych rozpadajacych sie samochodach zostawiajacych za soba kleby czarnego dymu, przy tym ryku tysiecy klaksonow i przy tej halasliwej muzyce plynacej z harczacych glosnikow.
Troche targowania, kilka chwil oczekiwania kto pierwszy ustapi - boda boda czy ja... Udalo sie! Zbijam cene o polowe i juz mkne przez ulice budzacej sie do zycia Kampali.
travel_029.jpg
travel_028.jpg
Korki w Kampali nie maja sobie rownych

Wszystko tonie w smogu i halasie. Kampala ciezko dyszy juz od samego rana. A jednak rajd boda boda z hotelu do ambasady Tanzanii to po prostu fantastyczne doswiadczenie., choc krew w zylach mroza brawurowo scinane zakrety tuz przed maska jakiegos ciezarowego olbrzyma, jakies na klaksonie przejechane skrzyzowanie, jakies zupelnie szalencze wyprzedzanie. Z jednego wzgorza na drugie, znow w dol i juz ponownie wspinamy sie stromo. Mijamy stragany z mango, zkleszczone w korku minibusy, zrecznie wymijamy sprzedawcow przekasek i herbaty i ich drewniane wozki. Odrapane, ciasne budynki powoli coraz wyzej siegaja ku niebu, staja sie coraz bardziej eleganckie, bo oto juz wjezdzamy na glowna ulice miasta - Kampala Road. Sa banki i sklepy, jest ludzki nieopisany tlum. Slonce juz wysoko. Z kolejnego wzgorza widok na miasto jest juz niezwykly. To najbardziej w Kampali reprezentacyjne miejsce - wzgorze Nakasero. Tu sa ambasady, tu sa ekskluzywne hotele i siedziby bankow. jest ciszej, jest zielono, a na ulicach mniejszy tlok. Spogladam na Kampale, ktora otyla, ociezale lezy na swych siedmiu gorach, patrze jak sapie z przemeczenia, ciasna, rozlazla, ociekajaca potem.
Nie jestem milosniczka wielkich miast, a im dluzej podrozuje tym bardziej mnie one mecza, draznia, jakas dziwna budza we mnie agresje i irytacje i zlosc jakas na wszystko i wszystkich. Wize do Tanzanii za usmiech szeroki i przekonujace blaganie dostaje jeszcze tego samego dnia. jakie szczescie jutro bede mogla uciec z Kampali!!!

TOYOTA
Jesli kiedykolwiek w zyciu bede kupowac samochod to bedzie to toyota i do zadnej innej marki nie przekonaja mnie ani statystyki, ani testy, ani zadne ekspertow opinie. Jak Afryka dluga i szeroka jezdzi praktycznie wylacznie toyotami. Toyoty po prostu zniosa wszystko, najgorsze drogi, najgorsze w swiecie wertepy, najgorszy pyl i kurz i upal najgorszy tez zniosa. Zniosa takze to, czego ich japonscy konstruktorzy nie byliby w stanie przewidziec nawet w najbardziej koszmarnym snie.
Jak myslicie, ile osob moze sie zmiescic do w jednej zwyklej, pieciodrzwiowej toyocie corolla? W Europie 5, w Ugandzie zas 11! Cztery z przodu plus dwie osoby na kolanach pieciu biedakow scisnietych okrutnie na tylnym siedzeniu. Gdzie placze niemowle, ale gdzie go upchneli nie potrafie dojrzec. W bagazniku moj plecak jest najmniejszym i najlzejszym ladunkiem. Jada z nim wielkie worki z ziemniakami i cebula, materace, koce i inne wielgachne pakunki. wszystko to sznurkiem powiazane bo rzecz oczywista bagaznika nie sposob zamknac. Tak sie podrozuje po Ugandzie! Wypakowana tak toyota mknie calkiem szybko po piaszczystej drodze co rusz kogos wysadzajac i dopychajac nowych pasazerow.
- Ile ludzi tak mozna upchac i scinac w tym samochodzie? - zagaduje kierowce - Nia ma takich ograniczen Madam! - odpowiada z rozbrajajaca szczeroscia.
Pewnie gdyby auto mialao bagaznik na dachu podrozowaloby nas dwukrotnie wiecej. Rzecz tutaj zupelnie normalna i jesli tylko kto potrafi pomaga kierowcy zmieniac biegi. A wesolo przy tym i radosnie i na niewygody nikt nie narzeka. Po 30 minutach jestem u celu. W ten sposob z Fort Portal dotarlam nad jezioro Nkuruba i cudnie nad nim polozonego kempingu.
Picture_42.._toyota.jpg
Only toyota

MALPA - ELEMENT PRZESTEPCZY
Wygladaja zupelnie uroczo i takich jeszcze nigdzie nie widzialam. Czubek ogona bialy, dalej czarno, czarni, brzuszek zupelnie czarny, ale na plecach juz dwie dlugie, biale pregi, buziak tez czarny jak smola, ale znow glowka juz zmyslnie biala - biala jak snieg! Smigaja te stworzenia calymi bandami skaczac z drzewa na drzewo tuz nad moim namiotem, a krzyk przy tym i harmider nie do opisania. Zwinne to to i sprytne jak to malpy i ciekawskie ponad wszelka miare. Namiot trzeba zamykac szczelnie i to klodke wieszajac na zamkach, bo nim sie czlowiek obejrzy juz wszystko bedzie pootwierane i doszczetnie spladrowane. Zajadam mango, czytam, muzyki sobie slucham, a malpim w drzewach harcom nie ma konca.
Picture_391-monkey1.jpg
Picture_396-monkey2.jpg
Malpki znad mojego namiotu
Na kempingu poznaje dwoch innych podroznikow: sympatycznego Dana z Kanady i nadetego jak paw Anglika Richarda. Z nimi wybieram sie na eksploracje okolicy. Chlopaki litosci nie maja i zazadzaja pobudke o 6.30 i wymarsz o 7.00. Mysle sobie, pewnie wschod slonca chca ogladac, albo jakies ptaki egzotyczne fotografowac, bo wczesniej wyszlo w rozmowie, ze sa pasjonatami przyrodnikami. Swietna okazja by sie czegos nowego dowiedziec, nauczyc. O 7.00 stawiam sie wiec w umowionym miejscu zwarta i gotowa... tylko chlopakow nie ma i nie ma. Po 30 minutach przychdza,a oczy im sie jeszcze kleja z zaspania, zadnych zdjec nie robia, a egzotycznych ptakow tez ani sladu. Tak wczesna godzina wymarszu podyktowana byla zas tym, ze Richard zle znosi upal (sic! i wybral sie do Ugandy). No i tylez szorowania nosem po suficie , tyle z pawiego nadecia i dumy. A okolica piekna po prostu,zielona i bujan i pagorkowata. Jezior cale mnostwo, a nawet i calkiem pokazny wodospad. Droga biegnie przez malownicze wsie, co rusz mijamy ludzi pchajacych rowery ledwo widoczne spod ciezkich kisci matoke, ktore nastepnie sprzedaja na pobliskim targu.
Picture_60..ke_bike.jpg
rower z matoke
A matoke to w Ugandzie absolutna podstawa egzystencji. Pokarm biedakow i bogaczy, dla wszystkich i dla kazdego. Kiscie matoke sa potezne i ciezkie jak diabli,ze uniesc ledwo mozna. Dla europejskiego, niewprawnego oka wygladaja po prostu jak kiscie niedojrzalych, zielonych bananow. Nic bardziej mylnego, to banany zupelnie wyjatkowe, mozna je po obraniu opiekac na ruszcie i sa wysmienita przekaska, mozna je gotowac i cos bliskiego w smaku ziemniakom otrzymac (w Peru tak wlasnie robia) albo ugniesc w zoltawego koloru papke i z woda zmieszac otrzymujac w ten sposob danie dla Ugandy zupelnie podstawowe - tez zwane matoke. Matoke je sie zwykle z ryzem lub poszo (w Kenii i Tanzanii zwanym ugali),ktore jest po prsotu zagotowana maka kukurydziana, co w efekcie daje lepka, bezsmakowa breje, ktora na polski mozna przetlumaczyc jako kaszke manna w postaci stalej. Do tego ziemniak slodki (jest naprawde slodki!) i oto mamy podstawe dania obiadowego, podstawe niezmienna, bo matoke z ryzem lub poszo i slodkim ziemniakiem je sie codziennie i wyjatkow nie ma,zmieniaja sie tylko dodatki.Mozna wiec zestaw obowiazkowy otrzymac z fasola (gotowana w sosiku), z miesem (zwykle wolowina w zupce warzywnej), z orzeszkami zmienymi (utarte na drobiazg niezwykly i ugotowane w zupce gestej, wysmienitej) lub z ryba jesli jakas wieksza woda jest w poblizu. Tak wyglada ugandyjska odmiana wschodnioafrykanskiego dania obiadowego, a przyprawy sa rzecza zupelnie tu niestosowana i rzadko w ogle o czyms takim jak przyprawy ktokolwiek tu slyszal. Niektorzy muzungu ekstremisci podrozuja wiec z wlasna sola i pieprzem.
Nie bedzie przesada jeslipowiem, ze swa zielonosc Uganda zawdziecza wlasnie w duzej mierze wlasnie matoke, bo geste bananowe gaje porastaja szczelnie kazdy kawalek ziemi. Dzieki matoke, ktorej jest w uprawie niewymagajace zupelnie jak chwast zwykly jakis, w Ugandzie nikt chyba nie cierpi glodu. Matoke to doskonaly "zapychacz", ale takze bardzo wartosciowy posilek,bo jak zapewniaja mieszkancy,zawiera wszystkie niezbedne witaminy i mineraly.
Picture_33..er_lake.jpg
jedno z jezior w okolicy Fort Portal
Picture_35.._Uganda.jpg
wm okolicy wodospadu - buja zielona Uganda
Krazymy po jeziorach, chwile dluzsza spedzamy nad wodospadem. Dan z zawodu ogrodnik,pokazuje mi dracene. No faktycznie! Moja mamama taka w doniczce! Tylko, ze tutaj glowe trzeba wysoko zadzierac by czubek wielkiego tego drzewska zobaczyc!
Klakson za plecami. Ciezarowka pelna matoke zatrzymuje sie przy nas gwaltownie. - Muzungu! Where to?! - zapytuje kierowca (co w tutejszej odmianie angielskiego jest zapytaniem dokad zmierzamy). - A do wioski najblizszej na targ!- odpowiadamy. - Wskakujcie na banany, podwioze was!
Tak wlasnie, nieoczekiwanie trafiaja sie przygody, ktore zostaja w pamieci i do ktorych wraca sie myslami usmiechu nie mogac powstrzymac. Wdrapujemy sie na pokazny juz stosik bananowych kisci, ale nie jestesmy sami. Inni banaowi autostopowicze i pomocnicy kierowcy juz dawno wygodnie sie na bananach rozsiedli. Jest radosc, usciski dloni. Dla nich to takze przygoda z muzungami tak na bananch jechac. Szybko okazuje sie, ze chociaz ciezarowka owszem zmierza na najwiekszy w okolicy targ, ale niebezposrednio.
Picture_378-villages.jpg
zielone plantacje matoke
Picture_37..e_truck.jpg
zaladunek naszej ciezrowki

Zanim tam dojedzie musi stos matoke na pce powiekszyc do rozmiarow absurdalnych tak, ze ledwo pod gorke da radje ujechac. Zwiedzamy wiec przy okazji wszystkie w okolicy plantacje matoke, budzac wszedzie sensacje niesamowita i za kazdym razem odjezdzamy goraco zegnani, wyzej juz siedzac na zielonych kisciach niz kiedy przyjechalismy. Nasz kierowca na kazdym z postojow wychyla szklaneczke lokalnego trunku, co wygladem przypomina i zapachem spirytus, a ze upal jest niemilosierny to i na efekty nie trzeba dlugo czekac. Balansujemy na bananach,slalomem zdazajac na targ. Dotarlwszy wreszcie namiejsce zeskakujemy z zielonej, bananowej gory powszechna dajac ludziom radosc i wesolosc. Ciezarowka jedzie dalej, az do Kampali,tylko kto by chcial do wielgachnego miasta z tak pieknej okolicy wracac.
Picture_368-girl.jpg
dziewczynka z chrustem spotkana po drodze

Wysłane przez aidni 11:13 PM Kategoria Uganda Komentarze (0)

Uganda - czesc I - u zrodla Wielkiej Rzeki

start : 3 stycznia 2009

sunny 30 °C

WIELKA RZEKA
Przedzierali sie wytrwale przez gesta roslinnosc wycinajac sobie droge maczetami, w pocie czola, w wilgotnym upale, trawieni zmeczeniem i chorobami. Jakaz musisla ich gnac do przodu niezwykla sila, jakaz wielka determinacja i gotowosc na wszystko! Nil rozpalal wyobraznie, budowal marzenia, sprawial, ze ludzie chcieli siegac wzrokiem i wyobraznia daleko za horyzont. Historia poszukiwania zrodla Nilu to wielki rodzial w historii afrykanskich odkryc, to jej pelna heroizmu karta. Wielu smialkow i marzycieli zaginelo bez wiesci, wielu stracilo zdrowie, wielu oddalo najpiekniejsze lata swojego zycia by stanac u zrodla tej wielkiej rzeki nigdy jednak nie osiaganawszy celu. W koncu pewnego upalnego dnia, po dlugiej i wyczerpujacej podrozy, brytyjski oficer John Speke uslyszal od napotkanych po drodze plemion o istnieniu na polnocy "wielkiego morza" lub "wielkiej wody". Speke przeczuwal, ze jest bliski celu, ze tym "wielkim morzezm" moze byc tylko nieodkryte jeszcze jakies potezne jezioro, ktore to prawdopodobnie jest tak poszukiwanym zrodlem Nilu. Brnal bez wytchnienia i spoczynku przez gesta, bujna roslinnosc. Wilgoc stawala sie coraz wieksza, co zwiastowalo, ze cel jest juz blisko. Trawiona chorobami, wycienczona nie znajacym granic wysilkiem ekspedycja Speke'a dotarla w koncu do brzegu wielkiego jeziora, ktore na czesc brytyjskiej krolowej nazwano Jeziorem Wiktorii. Swiat wstrzymal oddech a Speke oficjanie oglosil, ze jezioro to jest zrodlem Nilu. Pelen dumy, z wysoko podniesionym czolem wrocil do Anglii, jako odkrywca i zdobywca. Historia utarla jednak nosa niestrudzonemu podroznikowi. Bo w 1878 roku inny Brytyjczyk - Henry Stanley, nie mniej wytrwaly i rownie pelen determinacji, wyruszyl w rejs po jeziorze Wiktorii by w koncu samemu nacznie zweryfikowac hipoteze Speke'a. Wiele musial zniesc trudow nim w koncu odkryl zasilajaca jezioro rzeke Kagere i dotarl do miejsca, z ktorego Nil wyplywa juz jako Nil.
travel_024.jpg
zrodlo Nilu w Jinja
travel_025.jpg
Dokladnie 131 lat pozniej, 04.01.2009 w tym samym miejscu stanelam i ja. Co czul Speke, kiedy odkrywal Jezioro Wiktorii, co czul Stanley, gdy stanal u zrodla Nilu? Czy podskoczyli z radosci i wysciskali jakiegos tubylca, nie mogac stlumic entuzjazmu? A moze wzruszyli sie i z ich oczu poplynely lzy? Ja sie wzruszylam i chociaz lez nie bylo to serce zabilo mocniej. Moja droga do zrodel Nilu byla bez porownania prostsza, latwiejsza, szybsza i wygodniejsza niz droga Speke'a i Stanleya, byla tez nieporownywalnie bezpieczniejsza. Dla mnie jednak byla wyzwaniem i najtrudniejsza jak dotoad odbyta podroza. Dotarcie do zrodel wielkiej rzeki zamknelo takze pewnien rozdzial mojej malej, afrykanskiej odyssei. Od Kairu az do Jinja w Ugandzie Nil towarzyszyl mi nieustannie, byl tlem, byl szkieletem mojej drogi, ktora biegla wzdluz jego brzegow. Stalam nad Nilem w Kairze, w Assuanie plywalam po jego wodach na nubijskiej lodzi, do Sudanu dotarlam takze niesiona na jego barkach. Bylam w Chartumie, gdzie Nil Bialy laczy sie z Nilem Blekitnym. Na jeziorze Tana w Etiopii widzialam jak w swa droge ku polnocy wyrusza ten drugi. Ale dopiero w Ugandzie stanelam u jego zrodla, a dokladniej rzecz ujmujac jednego ze zrodel. Uganda, Rwanda i Burundi spieraja sie o to, gdzi epoczatek bierze Nil. Sprawa jest panstwowej wagi i na ostrzu noza. I chociaz geografowie za zrodlo Nilu uznali rzeke Kagere, bioraca poczatek w Burundi to chyba wszyscy maja racje i myla sie jednoczesnie. Bo tak jak powiedzial jeden z moich przyjaciol, taka ogromna rzeka nie moze miec przeciez tylko jednego zrodla. Stanac u jednego z nich to byla dla mnie prawdziwie doniosla chwila, moje osobiste z Nilem pozegnanie.
travel_023.jpg
Jez. Wiktorii

JINJA
Niewielu do Jinja przybywa takich niepoprawnych romantykow jak ja, co by sie wzruszali jeziorem Wiktorii, Spekem, Stanleyem i Nilem. Wiekszosc przybyszow z Zachodu to milosnicy sportow ekstremalnych, na ktorych afrykanska stolice powoli wyrasta Jinja. Rafting, skoki na bungee, paralotniarstwo, zeby wymienic tylko te najbardziej popularne. Wszystko to oczywiscie slono kosztuje, ale Afryka zostala pomyslana dla turystow o zasobnych portfelach, dusigrosz musi zadowolic sie Afryka, ktora moze ogladac na targach i bazarach, w lokalnych tanich jak barszcz restauracjach, w zdezelowanych autobusach i minibusach wypchanych ludzmi tak szczelnie, jak to tylko mozliwe. Poznaje Afryke od tej wlasnie strony, wiec ekscytujacej relacji z raftingu po wscieklych wodach Nilu nie bedzie i juz! Musicie sie drodzy czytelnicy zadowolic tylko moim skromnym spacerkiem po Jinja. A Jinja to pierwsze ugandyjskie miasto, do ktorego dotarlam z kenijskiej granicy, takie moje pierwsze z Uganda spotkanie.
Jaka jest Uganda? Jest tak niezwykle zielona, tak zuchwale gesta i zarosnieta, ze odnosi sie wrazenie, ze wszystkie rosliny swiata zdecydowaly sie tu zamieszkac. Chociaz centrum miasta niczym nie rozni sie od wiekszosci miast wschodnioafrykanskich to juz na obrzezach, w dzielnicach mieszkalnych roslinnosc rosnie bujnie i z rozmachem, nie pozostawiajac zadnych watpliwosci - to musi byc Uganda.
travel_026.jpg
Marabut na smietnisku

W Jinja widze takze pierwsze w zyciu marabuty! Ale coz to za ogromne ptaszyska! Rozmiarami wyzsze znacznie od naszych bockow i kenijskich flamingow, Masywne przy tym i posepne. Zyja na smietniskach i smieciami sie zywia. Ta ich smietnikowa egzystencja stoi w zrodla ich watpliwej reputacji wsrod Ugandyjczykow. Kiedy z zachwytu zapominam jezyka w gebie i zdjec pstrykam bez umiaru ludzie dziwia sie i pytaja dlaczego takie paskudne ptaszysko fotografuje.
Dobrze czuje sie w Jinja, polubilam to miasto za jego wilgotna, tropikalna atmosfere, za wiejski spokoj i cisze i wszystkie miejskie wygody, za ten targuginajacy sie pod ciezrem wysmienitych owocow sprzedawanych za bezcen.
W Ugandzie mieszka spora mniejszosc indyjska, wygnana niegdys przez Idiego Amina, powrocila po upadku krwawego dyktatora i odzyskala utracaone mienie. Dzis Hindusi to w Ugandzie wyzsza kasta, ludzie na ogol bogaci, a przynajmniej bogatsi niz przecietni Ugandyjczcy, ale z Ugandyjczykami slabo zintegrowani. Hindusow trawi poczucie wyzszosci wzgledem Murzynow, ktorymi pogardzaja, widac to w kazdym supermarkecie, bo tez kazdy supermarket w Jinja nalezy do Hindusow, widac w restauracjach, widac w sklepach. Hindus inzcej rozmawia z bialym klientem, a inaczej z czarnym, tego pierwszego wita szerokim usmiechem, tego drugiego zbywa milczeniem, lub wrecz ignoruje. A przeciez Hindusi to taki otwarty i zyczliwy narod...niestety nie tu w Afryce. Dodaje to troche dziegciu do wysmienitego thali (moje ulubione indyjskie danie), ktore sobie sprawilam na Nowego Roku dobry poczatek, troche gorzkoscia maci prawdziwie indyjski, pyszny czaj (herbate z mlekiem i przyprawami), co tak pozytywne przywraca wspomnienia.
travel_027.jpg
Ugandyjskie dzieci na ulicy w Jinja

Nastepnego snie obiad jem juz w murzynskiej knajpce, prosty, smakowo zupelnie niewykwintny, taki jaki na co dzien zapelnia zoladki Ugandyjczykow. W tej zwyklosci, w tej prostocie, wsrod pedzlujacych lapczywie lyzkami ryz z fasola Murzynow, czuje ze jestem we wlasciwym miejscu.

Wysłane przez aidni 5:43 AM Kategoria Uganda Komentarze (1)

(Wpisy 1 - 6 z 6) Strona [1]