Travellerspoint Blogi z podróży

gru 2008

ETIOPIA od A do Z

Moja etiopska droga: przejscie graniczne Metema - Shihedi - Gonder - Debark (treking w gorach Simien) - Bahir Dar - Lalibela - Addis Ababa - Harar - Arba Minch - Konso - Key Afar - Jinka - Yabello - Moyale

sunny 25 °C

A jak Addis Ababa ponad 4 milionowa stolica Etiopii na tle reszty kraju wypada bardzo blado. Miasto bez wyraznego charakteru, bez czytelnej tozsamosci. Stolica prostytucji, ktora paraja sie tu takze nieletnie. Krotko mowiac : rozczarowujace.
A takze jak Amharowie i amharski - oficjalny jezyk Etiopii i dominujaca politycznie, choc nie liczebnosciowo, grupa etniczna. Choc ciemnoskorzy, Amharowie maja europejskie rysy, waskie nosy i smukle twarze. Bardzo piekni ludzie, szczegolnie kobiety i dzieci.
B jak birr czyli lokalna waluta. 1 birr to 1/10 USD, tj. jakies 30 polskich groszy. To takze jedno z najczesciej slyszanych zawolan na bialych turystow - "one birr!". W podziekowaniu za jednego birra w gorach Simien dzieci klaniaja sie wpol, pozbawiony palcow u rak i nog tredowaty w Addis odpowiada szerokim usmiechem, o jednego birra mlody, silny i w pelni sprawny mezczyzna prosi mnie przez ponad 2 godziny na autobusowym w Yabello, tak po prostu dla zasady, dla podtrzymania tradycji. Na 50 birrow, wykorzystujac moja naiwnosc, oszukuja mnie cwaniaczki z dworca w Bahir Dar. Birr birrowi nierowny.
C jak czas Etiopia ma swoj kalendarz i swoj czas. Dwa czasy nawet! Jeden oficjalny (GMT +3) i tradycyjny, ktorym posluguja sie tu wszyscy. Kiedy jest godzina 13.00 czasu miedzynarodowego to dla Etiopczykow jest 7.00 (zawsze +6).
C takze jak czat albo kat, czyli roslina, ktorej liscie zuja namietnie Etiopczcy jak kraj dlugi i szeroki. Czat ma wlasciwosci pobudzajace i co tu ukrywac narkotyczne. Ponoc zawiera efedryne (pochodna amfetaminy). Czat to zjawisko wrecz kulturowe. W niektorych miejscach odnosi sie wrazenie, ze ludzie czatem sie wrecz zywia.
W drodze do lazienki zagladam z ciekawosci do pokoju sasiadow, ktorego drzwi szeroko otwarte zachecaja do rzucenia ciekawskim okiem, a pokojowka wlasnie zabiera sie do sprzatania.Wierzcie albo nie, ale spod galazek czatu dokladnie objedzony ze wszystkich lisci, nie bylo widac podlogi.
IMG_0357.jpg
Dziewczynka z plemienia Tsemay (Dolina Omo)

D jak drogi w przewazajacej czesci kraju w stanie dramatycznym i to mimo ciezkiej pracy Chinczykow. Z drog korzystaja nie tylko samochody, ale i pasterze. Stada krow leniwie przechodzacych przez droge to rzecz codzienna, nierzadko trafia sie przebiegajacy w poplochu wielblad, a noca hiena.
E jak Etiopczycy Od pelnych godnosci w swej biedzie mieszkancow gor Simien po bezczelnie oszukujacych turystow mieszkancow Poludnia. Trudno wyznaczyc wspolny mianownik. Niestety Etiopczcy w przewazajacej mierze nauczeni sa zebrania jako czegos zupelnie naturalnego. Proszenie o pieniadze, nagabywanie i zaczepianie na ulicach jest rzecza powszechna. Chociaz Etiopczcy zapewne zyskuja przy glebszym poznaniu, to jednak ich nachalnosc bywa bardzo meczaca.
F jak goraczka Farandzi (z ang. faranji fever) Jest to rodzaj zbiorowej psychozy, ktora opanowala Etiopczykow jak kraj dlugi i szeroki. Na obcokrajowcow, uscislijmy od razu: bialych obcokrajowcow, wola sie tu "farandzi", co z pewnoscia jest jakas pochodna angielskiego slowa "foreigner" (obcokrajowiec) i byc moze "french" (Francuz) po amharskiej obrobce. Slowo farandzi rzedko wystepuje w osamotnieniu, zwykle towarzyszy mu wszedobylskie "you". - You! You! You! Farandzi! - krzyczy za czlowiekiem cala Etiopia, mala i duza, mloda i dorosla, niepismienna i wyksztalcona, meska i zenska. Nie ma wytchnienia, nie ma zadnej taryfy ulgowej, nie ma mozliwosci przejsc niezauwazonym. Prym wioda oczywiscie dzieci, zawsze przy tym wyciagajac reke i do klasycznych juz slow "You! Farandzi" dodajac "money", "pen", "one birr". Goraczka Farandzi to zjawisko niegrozne, chociaz bardzo momentami uciazliwe. Na wsiach i w mniejszych miejscowosciach moze wystepowac takze w postaci otoczenia zszokowanego Farandzi zwartym tlumem i przygladanie sie mu z wielkim zaciekawieniem, czego na wlasnej skorze doswiadczylam.
G jak granica sudansko - etiopska Gallabat/ Metema. Miejsce zupelnie niezwykle! Na przestrzeni zaledwie kilkudziesieciu metrow ma tu miejsce zderzenie dwoch calkowicie odmiennych swiatow: ludzi, kultur, ale takze i krajobrazu, przyrody i otoczenia. Sudan i Etiopia - dwie skrajne innosci zestawione razem. Roznice widac golym okiem.
H jak Hajle nasz 23 letni przewodnik po gorach Simien. Niezwykle oddany swojej pracy, z ogromnym poczuciem obowiazku. Zakochany w moim namiocie, ktory byl chyba dla niego urzeczywistnieniem marzen o odrobinie prywatnosci i wlsanym, chocby i tak malym domu. Na co dzien Hajle mieszka z rodzina na pewnie kilku metrach kwadratowych. W czasie trekingow spi wraz z kucharzami, skautami i innymi prewodnikami w duzym tukulu, ktorych na polach namiotowych w gorach Siemien sluzy za kuchnie. Niestety namiotu nie moglam mu dac.
I jak indzira Czyli rodzaj duzego nalesnika wyrabianego z wystepujacego i uprawianego tylko w Etiopii zboza o nazwie tef. Indzira ma lekko kwaskowaty smak i szarawy kolor. Stanowi absolutna podstawe etiopskiej kuchni. Jedzona zarowno na sniadanie, obiad i kolacje, podawana jest z roznymi rodzajami sosow warzywnych (shiro, bayaneut), z miesem kozim (kitfo) lub wolowym (tibbs) i koniecznie na ostro. Je sie prawie zawsze raczkami, a dokladnie raczka prawa.
J jak jogging Sport narodowy i marzenie o lepszej przyszlosci. Co dzien rano na drogi, szczegolnie w goracha, wybiega mnostwo mlodych biegaczy. Widok to naprawde niezwykly, bo wsrod pasterzy, oslow objuczonych towarami, wsrod ludzi owinietych w biale plotna zmierzajacych do pracy, raptem pojawiaja sie na sportowo ubrani, w adidasach i dresach, poranni biegacze - marzyciele, ktorzy na wzor bohatera narodowego Hajle Debre Selasje, takze pragna siegnac po olimpijskie zloto.
K jak kawa W Etiopii, skad pochodzi, smakuje wysmienicie. Co ciekawe, najczesciej przygotowywana jest na sposob wloski, w wysluzonych ekspresach cisnieniowych. Pozostalosc po krotkiej obecnosci Wlochow w latach 30'. Etiopskie macchiato wyglada jednak zupelnie inaczej jak wloskie. Jest dwuwarstwowe, a kawa w jakis zupelnie przedziwny sposob unosi sie na powierzchni mleka.
Oczywiscie Etiopczycy parza takze kawe w tradycyjny, etiopski sposob. Tak zwana "coffee ceremony" trwa czesto bardzo dlugo, a zaczyna sie niezmiennie od palenie zielonych jeszcze ziaren, rozcierania ich a nastepnie parzenia w glinianym dzbanuszku, na rozgrzanych weglach. Zapach unosi sie po calym pomieszczeniu. Kawe z pierwszego parzenia tradycyjnie pija mezczyzni, bo jest najmocniejsza. Druga - kobiety, a trzecia, najslabsza dzieci. Bo w Etiopii kawe pije sie od dziecinstwa i bez niej po prostu nie ma zycia.
L jak liga angielska, ktora wszyscy Etiopczycy kochaja bez pamieci. Poniewaz wlasny telewizor posiadaja w domach tylko nieliczni w kazdym, nawet najmniejszym miasteczku powstaly tzw. TV SHOW ROOMS czyli salony telewizyjne. W kazda sobote zapelniaja sie po brzegi, gdy etiopscy fani brytyjskiego futbolu emocjonuja sie kolejnymi potyczkami Manchesteru czy Arsenalu.
M jak mundurki szkolne W Etiopii fantastycznie kolorowe. Co dzien rano ulice miast i miasteczek zapelniaja sie mlodymi ludzmi, ubranymi w kolory od zieleni, przez czerwien i blekit az po fiolet i zmierzajacymi do szkol, ktore jakos dziwnie polozone sa na przedmiesciach.
N jak nieistniejacy przemysl Kolejny etiopski paradoks. Produkty spozywcze w sklepach sa czesto drozsze niz w Polsce, dlatego ze w Etiopii przemysl spozywczy po prsotu nie istnieje. Dzem sprowadza sie z Grecji (ok 10zl sloik), groszek zielony w puszkach z Wloch (ok. 4 zl/ puszka) i stamtad tez makaron (ok. 6zl/ paczka), soki z mango (o zgrozo!!!) docieraja tu z Egiptu (3zl za maly kartonik), a mieso baranie w puszkach z Francji!!! (8zl/ puszka).
O jak obojetnosc i osamotnienie. W Etiopii podobnie jak w oddalonych o tysiace kilometrow Indiach, zjawiska te nie wystepuja zupelnie.
P jak piwo Etiopczycy kochaja piwo i bez problemu mozna sie napic schlodzonego piwa, w prawdziwym kuflu i top w dodatku za niecalego dolara. Zdaniem smakoszy najlepsze sa marki Harar i Bedele.
R jak religia Chociaz Etiopczcy to w wiekszosci chrzescijanie nalezacy do ortodoksyjnego kosciola etiopskiego, to przewyzszaja muzulman liczbnie jedynie o 10%. Jedni i drudzy utrzymuja raczej pokojowe relacje, chociaz znaki rywalizacji sa tu i owdzie widoczne. W Jince, na poludniu kraju, ksieza postanowili pokazac imanom swoja wyzszosc i nadaja przez megafon spiewy od 3 rano do 7.00. Ilosc jednak nie idzie w jakosc, ale cel zostaje osiagniety : modlitwa z minaretu skutecznie zagluszona. Nie musze dodawac, ze hotel mialam oczywiscie w sasiedztwie wspolzawodniczacych swiatyn. Nocy nieprzespanych z powodu walki duchownych: 2.
S jak Samosa Tak! Chociaz to zupelnie niezwykle, ten indyjski specjal jak jest smazony na glebokim oleju pierozek z ostrym nadzieniem, zwany samosa trafil takze do Etiopii i stal sie tu przekaska tradycyjna. Przybral ksztalt trojkatny i napchal sie soczewica - samkuje wybornie.
S takze jak soki Wysmienite, tropikalne mieszanki. Ach! Jesli sprobowac nieba to tylko w sokrni.
T jak Tedz. Czyli wyrabiane z miodu, lokalne wino, produkowane w domowych warunach. Podawane zazwyczaj w niewielkich buteleczkach z cienka szyjka i korpusem w ksztalcie banki. Tedz jest koloru zolciutkiego, jest bardzo smaczny i spelnia swoje zadanie: uderza do glowy. Najlepszy pilam w Lalibeli.
U jak Urzekajaca wyzyna Bo Etiopia to kraj gorzysty, calkowicie osiadly na wyzynie abisynskiej.Chociaz ta ma jedna nazwe to krajobrazowo daleko jej do jednorodnosci. Gory przybieraja rozne ksztalty i formy, jednym daja urodzajne ziemie i jeziora, drugim smagane wiatrami pastwiska, a innym jeszcze sawanny, ktorym pozwalaja rozkladac sie u swoich stop. W kazdym wypadku po prostu zachwycaja.
W jak Wladca Pierscieni Czy to przypadkiem czy z wyrachowania Tolkien zaczerpnal z Etiopii nazwe Shire (miasto na polnocy Etiopii i legendarna kraina Hobitow) i Gondor nazwal za etiopskim Gonderem?
Y jak Yabello ostatnie miasteczko na drodze do Kenii, gdzie jakdlam najlepszy tibbs w calej Etiopii.
Z jak zamki w Gonder, ktore przypominaja o wielkosci i minionej swietnosci etiopskiego imperiom. Dzis ich ruiny to przyjemne miejsce odpoczynku od zgielku miasta. Siedzac w cieniu drzewa, na nienagannie choc recznieprzystrzyzonej trawie, mozna podziwiac fantastycznie kolorowe jaszczurki w pospiechu biegajace miedzy kamieniami.

Wysłane przez aidni 5:45 AM Kategoria Etiopia Komentarze (0)

WESOLYCH SWIAT

Boze Narodzenie 2008

[i]Kochani przyjaciele i rodzino, drodzy czytelnicy odwiedzajacy te strone!
Z samego serca Czarnego Ladu pragne zyczyc Wam Wesolych, Szczesliwych i Pogodnych Swiat Bozego Narodzenia! A jesli za Waszym oknem ciemno jest i zimno to przesylam Wam takze mnostwo afrykanskiego slonca.

Swiateczne pozdrowienia z Nairobi!

IMG_0359.jpg

Wysłane przez aidni 5:49 AM Komentarze (1)

ETIOPIA czesc IV

TAM, GDZIE ZACZYNA SIE AFRYKA- PODROZ DO DOLINY RZEKI OMO

sunny 30 °C

Znalazlam Afryke w Afryce! Nie te geograficzna rzecz jasna, ale te,ktora widzialam oczami wyobrazni, tegdzie ziemia jest czerwona jak cegla, gdzie wsrod gor rozposciera sie sawannaporosnieta akacjami o plaskich koronach, te gdziew oczach ludzi mozna dostrzec taka glebie, ze ma sie wrazenie, ze siega ona pradziejow ludzkosci. Taka Afryka zaczyna sie na poludnie od Addis Ababy, w dolinie rzeki Omo. Przedziwnym zrzadzeniem historii przeciely sie tu szlakimigracyjne wielu plemion i mieszkaja dzis one blisko siebie, wmniej lub bardziej pokojowym sasiedztwie. Nie ma takiego drugiegomiejsca na ziemi. Dolina Omo towyjeta wprost z dzieciecych marzen Afryka w pigulce.
IMG_0373.jpg
Okolice Key Afar w dolinie Omo

Jak opisac to uczucie, kiedy wymienia sie uscisk dloni z kobieta,ktorej wlosy wysmarowane sa glina,ktorej ubranie stanowi skora zdobiona muszelakmi, ktora w rece trzyma tykwe wypelnionamlekiem, a na plecach dzwiga malucha spiacego twardym snem? Czuje sie bezsilna i bezsilne sa wszelkie slowa. A przeciez w duchu, tam w srodu gdzies gleboko, jestesmy takimi samymi ludzmi. O tym, ze dzieli nas dzis taka przepasc zadecydowalo tylko miejsce, w ktorym sie urodzilysmy.
Zderzenie dwoch zupelnie odmiennych swiatow i glebokie spojrzenie w oczy. Ja w jej oczach widzialam Afryke tak stara jak ludzkosc,co ona zobaczyla w moich?
IMG_0392.jpg
niezwykle spotaknia

Key Afar to mala wioseczka. Ot kilka domow na krzyz, dwa hoteliki, jedna restauracja. Na co dzien nie dzieje sie tutaj absolutnie nic, bo tez badzmy szczerzy, co moze sie tu dziac. Czwartek to jednak dzien wyjatkowy, bo wtedy wlasnie schodzasie tutaj mieszkancy skrytych gdzies w buszu osad na cotygodniowy targ. Sa toprzedstawiciele plemion Bana, Hammer, Ari i Tsemay. W galopujacym swiecie postanowili oni zachowac swoja tradycje i zyja dzis tak samo jak setki lat temu zyli ich przodkowie.
IMG_0388.jpg
kobieta z plemienia Hammer

Na ulicach wokol placu targowego barwny, kolorowy, plemienny tlum. Mezczyzni Tsamey maja smukle sylwetki wojownikow. Kazdy z nich bez wyjatku trzyma w rece stoleczek, ktory sluzy takze jako podporka pod glowe, podobna do tych,ktorych uzywali starozytni Egipcjanie. W ten sposob w ciagu dnia moga na nim siedziec, a gdy przyjdzie wieczorne zmeczenie oprzec na nim glowe i zasnac. Ot taki sobie zwykly stoleczek -poduszka,a jednak symbol i atrybut kazdego nomady. Mezczyzni zarowno Hammer jaki Tsamey czy Bana nosza liczne, zrobione z koralikow ozdoby. Po kolorach mozna rozpoznac do jakiego naleza plemienia. Trwaja zaciete negocjacje o cene bydla, krowy, barany i kozy przechodza z rak do rak. Tymczasem z recznie zdobionych tykw, kobiety Bana wyciagaja miod. Nad targiem unosza sie roje pszczol. Miod wymieniaja na inne towary,ktore sa z kolei specjalnosci kobiet z innych plemion,np. na mleko, jajka czy ozdoby.
Najwiekszym jednak zainteresowaniem cieszy sie zdecydowanie stoiskoelektroniczne z tandetnym sprzetem Hi-Fi. Bo trzeba wiedziec,ze plemiona plemionami, a plemienna tradycja byc sobie moze plemienna tradycja, ale przeciez ci ludzie tak samo sa ciekawi nas, jak my ciekawi jestesmy ich. Podobnych targow w dolinie Omo jest wiecej,odbywaja sie one w prawie kazdej wiekszej wiosce. W zaleznosci od miejsca mozna tam spotkac rozne plemiona i wszedzie niezmiennie za zdjecia trzeba placic. Sa to niewielkie sumy,rzedu 2-3 birrow (60- 90 groszy) za kazde zdjecie, ale placic trzeba i juz. Bo z przybywajacych tu coraz liczniej turystow, polujacych na mieszkancow doliny obiektywami aparatow, tez mozna miec jakas korzysc. "Komercja! Pokazowka dla turystow!" powiecie moze,ale przeciez czlowiek czy to czarny i plemienny,czy tez bialy i cywilizowany jest przeciez tylko czlowiekiem,zawsze weszacym za zyskiem i materialna korzyscia. Targowanie sie o kilka birrow za takie czy inne ujecie to przy okazji szansa na nawiazanie kontaktu, wprawdzie niewerbalnego,migowego, gdzie gesty okazuja sie jezykiemnajbardziej uniwersalnym, ale jednak kontaktu, a wymiana usciskow dloni i usmiechow bywa doswiadczeniem zupelnie bezcennym i absolutnie niezapomnianym. Dwa odmienne swiaty,jeden wyposazony w cyfrowe aparaty, telefony komorkowe i inne techniczne nowinki, i ten druginiepismienny,zyjacy w glinanych chatach,ubrany w skory i chodzacy boso, spotykaja sie tutaj pod jednym drzewem, przy jednym straganie, w jednym autobusie.
IMG_0389.jpg
IMG_0390.jpg
IMG_0406.jpg
IMG_0409.jpg
Kolorowi mieszkancy doliny Omo

W Key Afar poznalam Slawka. Jest w tym cos zupelnie niesamowitego,ze tam gdzie konczy sie cywilizacjaspotykam raptem rodaka. A ze do Key Afar przyjechalam dzienprzed targiem bylam przekonana, ze bede w wiosce jedyna biala, mylilam sie bylo nas dwoje i to dwoje Polakow. Slaweknie tylkojest doswiadczonympodroznikiem,ktory w zeszlym roku objechal caly swiat dookola, a w Indiach byl az siedem razy, to takze artysta,ktory w odwiedzanych przez siebie miejscach zostawia swoje namacalne, artystyczne slady. Za pomoca wloczki lub sznurka nadaje najczesciej glazomgeometryczne ksztalty. (http://free.art.pl/slavek_brzoska).
Cierpienie trzeciego swiata zaskakuje nas czasem znienacka,gdy zza usmiechu dziecka wyjrzy nieoczekiwane, gdy ujawni sie w czyjejs historii, w czyims zlamanym zyciorysie, wtedy uderza ze zdwojona sila,wtedy szokuje i zasmuca najbardziej.
Oto opowiesc Slawka:
"Spotkalem ja na targu w Turmi wraz z towarzyszacym mitegodnia Anglikiem. Miala moze 15 - 16 lat, na pewno nie wiecej. Zaczepila nas na ulicyi oferowala swoje uslugi jako prostytutka. Ale jak to robila! Tobyla prosba, blaganie, to bylo wrecz zebranie!Uwieszona na rece mojego kolegi mowila doniego pelnym zalosci tonem: "Sir,please, sex only 15 birr, please". Przeciez 15 birrow to jakies 5zlotych! Czulismy sie obaj paskudnie. Po chwiliwidzacy cale zajscie mieszkaniec wioski podbiegl do nas i chwytajac dziewczyne za piersi zaczal zachwalac: "very good sir, very nice sex". Dowiedzielimy sie, ze jej rodzice zmarli na AIDS. Dletego tez dziewczyna nie moze otrzymacpomocy od rzadu, bo panstwo dyskryminuje dzieci chorych na AIDS, by w ten okrutny sposob zniechecic ich do posiadania potomstwa. Zycie zmusza ja do prostytucji, ktora jest dla niej jedyna droga przetrwania. Wykorzystywana przez mezczyzn,poniewierana, upokarzana. Az chcielismypo prostu siasc i plakac." Kolejnemlode,krotkie zycie brutalnie zlamane na pol nim zdolalo rozwinac skrzydla.
IMG_0413.jpg
IMG_0471.jpg
Podejrzanena targu w Key Afar (Bartek dziekuje za obiektyw :)

ZAWILA HISTORIA GLINAINEGO TALERZYKA

Nacinaja im dolna warge juz we wczesnym dziecinstwie i na samym poczatku wsuwaja tylko cienki patyczek. Z czasem, gdy nacieta warga sie naciagnie,wkladaja pierwszy, niewielkich rozmiarow, glinany talerzyk. Nastepnie wymieniaja go na wiekszy tak, aby w wieku dojrzalym dziewczyna mogla wlozyc sobie w dolna warge talerzykmozliwie najwiekszy. Wowczas bedzie warta wiecej krow, a jej rodzina wzbogaci sie znacznie na jej zamazpojsciu. Rekordzistki potrafia przelozyc sobie dolna warge przez glowe,ale zazwyczaj srednica takiego talerzyka nie przekaracza 30 cm.
A mowa oczywiscie o kobietach z plemienia Mursi, cieszacego sie w dolinie Omo najgorsza reputacja zarowno wsrod mieszkancow,gdzie uchodza za plemie najbardziej agresywne i nieskore do zgody, jak i wsrod turystow,ktorych przymuszaja do robienia sobie zdjec za ma sie rozumiec sowita oplata.
Nie ma co jednak ukrywac,ze cala slawa doliny Omo wziela sie wlasnie od tego szpetnego, nieszczesnego talerzyka, a plemie Mursi jest najczesciej i najchetniej odwiedanym plemieniem ze wszystkich tu mieszkajacych.
IMG_0569.jpg
IMG_0570.jpg
Kobiety z plemienia Mursi

Mursi doskonale zdaja sobie sprawe ze swojego znaczenia i pelnymi garsciami czerpia z niego zyski. Kazdy samochod,ktory wjedzie na teren ich wioski znajdujacej sie w parku narodowym Mago, musi wniesc oplate wysokosci 20USD.Samochodow z turystami przyjezdza tu dziennie przynajmniej kilka, wiec dzienny bilans sprawujaca piecze nad finansami plemienia starszyzna,zawsze zamyka na pokaznym plusie. Oczywiscie za zdjecia trzeba dodatkowo placic czesto bedac do nich przymuszanym ciaglymszarpaniem,szturchaniem i popychaniem. Kto jednak nie ma wlasnego pojazdu i liczy kazdego birra, slowem ktos taki jak ja, by zobaczyc Mursich nie ma wielkiego wyboru,musi w sobote stawic sie na targu w miejscowosci Jinka,uzbrojony w jednobirrowe banknoty, mozliwie nowe, bo tych zniszczonych Mursi nie chca nawet ogladac. Targ jest ogromnyi niezwykle zatloczony. Nie tak latwoznalezc Mursich, ktorzy gromadnie skryli sie w ceiniu drzewa. Pomaga mi niewidomy na jednooko chlopiec. A gdy wspolnymisilami odnalezlismy w tlumiewysokiego mezczyzne z dzida w reku bylo juz z gorki. Pierwsze zdjecie 3 birry,nim zdazylam sie zorientowac mezczyzna juz ciagniemnie za reke tam, gdzie wraz z dziecmi siedza kobiety Mursi. Te namoj widok zrwyaja sie na rowne nogi iw pospiechu wkladaja talerzyki w swoje zwisajace dolne wargi. Nie ma gadania, mam robic zdjecia i juz i placic. Cennik ustalony, niema negocjacji. Tylko ze misie juz odechciewa, odechciewa mi sie brania udzialu w tej szopce. Robie tylko kilka zdjec i szybkowtapiam sie w tlum. I pomyslec ze to wszystko za sparwa tego glinaiego talerzyka,ktory kiedys zakladaly by sie oszpecic i tym samym uchronicprzed porwaniemprzez handlarzy niewolnikow(takglosi jedna z teorii o pochodzeniu tej tradycji).
Dzis talerzyk przynosi Mursim ogromne zyski, tak ze na targu nie musza niczym handlowac, czekaja tylko na zdjecia.
Siadam w kacie, miedzy jakims barem a sklepem i obserwuje ludzi,ktorych tu cale mnostwo.Nie maja okaleczonych warg, targuja sie zaciecie i smieja wesolo. Tu bije serce Afryki.
IMG_0572.jpg
Mama Africa

Cale popoludnie nurtuje mnie jednak jedna mysl: co Mursi robia z tymi przeciez ogromnymi pieniedzmi,ktore dostaja od turystow? Odpowiedz przywozi Slawek,ktory szarpnalsie na wiekszy wydatek i odwiedzil Mursich w ich wlasnej wiosce. Na jednym ze zdjec klasyczna kobieta Mursi ma przez ramie przewieszonego kalasznikowa. I pomyslec, ze to wszystko przez jeden,maly gliniany talerzyk.

W SZKOLNEJ LAWCE

Czasami wystarczy po prsotu iscprzed siebie, niczego nie planujac, nie okreslajac celu,po prsotu sobie isc i zobaczyc co sie zdarzy. W Afryce zasnie da sie przejsc niezauwazonym, bo biala skora wyroznia, czyni czlowieka widocznym z daleka, intryguje i przyciaga. No bo jak to tak mozna byc takim bialym, trzeba to jakos sprawdzic, trzeba tej bialej skory dotknac, pomacac,zobaczyc czy jest w dodtyku taka sama jak nasza. A te wlosy! Jakie dziwne,cienkie takie,lekkie i jakie dlugie,a kolorniezwykly,taki jasny zupelnie. Swieca sie oczy z niedowierzania, buzie otwieraja sie szeroko w zachwycie i wielkim zdziwieniu.
Wybralam sie ze Slawkiem na przechadzke po wioskach wokol Jinki i od pierwszych krokow mamy niezmiennie czyjes ciekawskie towarzystwo. Przybywajacy do Jinki turysci ograniczaja sie dozaliczenia tutejszego targu i pstrykniecia zdjec tylkona to czekajacym Mursim, stad te nieustanne pytania!Gzie chcecie isc? Przeciez tam nic nie ma ciekawgo?Po co tam idziecie?Odpowiedz, ze chcemy tylko sie przejsc, popatrzyc sobie na krajobraz,poprzygladac sie wioskomi polomjest dla nich zupelnie niezrozumiala. W Afryce jak juz sie gdzies idzie to w jakims konkretnym celu, do jakiegos okreslonegomiejsca, idzie sie po cos, nie marnuje sie energii na walesanie sie tu i owdzie w palacym sloncu, pod ktorym wysychaja wszystkie zyciowe sily. Tlumek wokol nas rosnie proporcjonalnie do ciekawosci. Na pewno cos kombinuja, przeciez toniemozliwe zeby sobie tak po prostu szli! Prawdziwa sensacje wzbudza nasz sie kremowanie. Probujemy jakos na migi wytlumaczyc im,ze kremchroninas przed sloncem, ale jest topraktycznie niewykonalne. Efekt jest taki, ze wszyscy chca sie z namikremowac. Wachaja, wcieraja w skore i smieja sie radosnie.
- Amoze chcecie odwiedzic szkole? - rzuca nagle mlody mezczyzna. - Chetnie! -odpowiadamy. Na buziach usmiech i zrozumienie. No nareszcie chca gdzies isc, w jakieskonkretne miejsce, a nie dziwaczyc i spacerowac.
W szkole wzbudzamy swoja innoscia jeszcze wieksza sensacje niz wmijanych wioskach. Nauczyciele szybkoprzygarniaja nas pod swoje skrzydla i zapraszaja dopokoju nauczycielskiego, ktory miesci sie... na swiezym powietrzu, pod dorodnym mangowcem. Ogrodzony plotkiem przed szalejaca dzieciarnia,wyposazony jest w krzywe laweczki,naktorych w czasie przerw majamiejscekrotkie chwile belfrowego wytchnienia. Bo jesli polskie klasy sa przeludnione to co powiedziec o afrykanskich,gdzie jedna klase tworzy 40 a nawet 50 uczniow!
IMG_0486.jpg
dzieci ze szkoly w Jinka
IMG_0488.jpg
Nauczyciele czestuja nas ciasteczkami i herbata.Na wiesc, ze jestem corka nauczycielki matematyki, tutejsza matematyczka wysciskala mnie serdecznie. Gdy spotykaja sie dwie innosci, roznosci, odmiennosci znalezienie jakiegos chocby nieznacznego podobienstwa budzi wielka radosc i entuzjazm. Zacheceni przez nauczycieli ruszamy z aparatami w reku zrobic szkole i dzieciom troche zdjec. A ze jest toszkola podstawowa,wiec dzieci reaguja spontanicznie. Jest pisk i tumult i radosc szalencza, gdy widza siebie na wyswietlaczu aparatu. Ale jest tez strach. Tak, strach! To nie tylkojest bowiem tak,ze jak bialy przybywa do Afryki topelny jest obaw, leku przed ta innoscia tak zupelna. Afryka takze boi sie odmiennosci bialego. Wiec gdzy probujeschwytac chcby jednego malego czarnuszka dopamiatkowego ze mna zdjecia, to wszystkie uciekaja w poplochu, krzyczac z przerazenia.
Szkola afrykanska to szkola rozgi. Wszelkie nawet drobne przewinienia i psoty natychmiast koncza sie interwencja rozgi,ktora specjalnie szkolnipilnowacze porzadku posluguja sie wprawnie. - My nie chcemy dzieci bic -tlumaczy dyrektor- ale jak inaczej utzrymac dyscypline, gdy ma sie tak wielu podopiecznych!
Koniec przerwy,nauczyciele poubierani w biale kitle wracaja do klas. My razemznimi. Robimy pare klasowych zdjec,wymieniamy adresy.Dzieciakidostana wkrotce pierwsze szkolne zdjecia. Bylismy pierwszymi bialymi, ktorzy odwiedzili te szkole i nabruzdzilismy troche nauczycielomw pracy, bo wychodzac dzieciaki machaly nam wesolo z klasowych okien.
IMG_0494.jpg
Lekcja matematyki

A dalej byly pola, przeprawa przez rzeczke i sliczne wioski i lakii droga wijaca sie z powrotem do Jinki.

JINKA A LOTNICTWOCYWILNE
Jinka choc jest dosc przyjemnym miasteczkiem niewiele ma ciekawego do zaoferowania poza sobotnim targiem. Targ zas jest tak slawny, ze kiedys przylatywaly tu nawet samoloty z turystami, ktorzy nie mieli dosc detreminacji lub czasu by dotzrec tu z Addis podziurawionymi jak szwajcarski ser drogami. A lotnisko w Jince zasluguje na chcby krotka wzmianke, bo jest po prsotu zjawiskiem niezwyklym. Po pierwsze "lotnisko" to zdecydowanie zbyt duze slowo, napisac powinnam ladowisko. Bo w istocie jest to szeroki pas trawy mieszczacy sie w samym sercu miasta. W ciagu dnia pasa sie tu krowy i owce, popoludniami graja w pilke entuzjasci futbolu. Ludzie rozkladaja sie na kocach, piknikuja,plotkuja. Stan ladowiska jest dramatyczny. Nic dziwnego, ze po dwoch wypadkach loty zawieszono. Jednak za lepszych czasow, gdy samolot schodzil do ladowania,na pas wybiegal mezczyzna z dlugimkijem i przeganial krawy i kozy, pilkarzy i piknikujace rodziny z glosnym okrzykiem:
- Samolot! Samolot laduje!
Musialo tobyc widowisko.
IMG_0535.jpg
Lotnisko w Jinka

Wysłane przez aidni 3:14 AM Kategoria Etiopia Komentarze (0)

ETIOPIA czesc III

Harar

sunny 28 °C

NAKARMIC HIENY
Nikt juz dokladnie nie pamieta kiedy sie to zaczelo, ale po dzis dzien, ok. 19.00, za murami miasta ma miejsce niezwykly spektakl. Jedyne chyba na swiecie zorganizowane, kontrolowane i w podstepnie przygotowane karmienie hien. Przychodzi ich tu zwykle ok. 10, a na pozarcie idzie caly wielki kosz roznych miesnych odpadow w miejskich rzezni. Mieso podaje hienom na kiju specjalnie ustanowiony przez miasto karmiciel. Na kij nabija mieso i podaje je bestiom prosto do pyska, ktore wyszarpuja je natychmiast. Czasem bierze kij do ust i nie drgnie nawet, gdy z dugiego konca hieny lapczywie chwytaja mieso, klapiac zebiskami tuz przed jego nosem. Zachwyceni turysci klaszcza z radosci, ale dopiero od niedawna biora oni udzial w calej tej niezwyklej ceremonii i myli sie ten, kto uwaza ze cale to widowisko zorganizowano pod publiczke. Hieny dokarmia sie po to, by zglodniale nie atakowaly zwierzat hodowanych przez mieszkancow. Najedzone hieny leniwie ukladaj sie do snu pod murami miasta, zupelnie przyzwyczaily sie do ludzi, tak jak ludzie przeyzwyczaili sie do nich. Ani oni ani one nie zwracaja juz na siebie najmniejszej uwagi. Nawet flesze aparatow nie robia na sytych hienach zadnego wrazenia. Prawdziwie niezwykla i pokojowa koegzystencja. Hieny mozna spotkac takze noca na boisku pilkarskim, gdzie badz sie wyleguja, badz buszuja po okolicznych smietnikach. Boisko jest w samym sercu nowego miasta, a to usypia codziennie kolysane do snu hienim wyciem.
A mowa tu oczywiscie o Harar, polozonym 500 km na wschod od Addis Ababy, w otoczeniu prawdziwej afrykanskiej sawanny, takiej z charakterystycznymi akacjami o "plaskich" koronach.

6IMG_0164.jpg
karmienie hien w Harar

"ZEBRACZA" MENTALNOSC
Przemierzajac Etiopie z polnocy az na poludnie, patrzac na te wszystkie rzeki, jeziora i zielono porosniete gorskie stoki, wprost nie sposob uwierzyc, ze w tym kraju ledwie 30 lat temu ludzie umierali z glodu. Etiopia bowiem ma wszystko, co potrzebne by stac sie spichlerzem Afryki. Tymczasem na targu w Harar sprzedaje sie sorgo (sic!!!) z wielkich workow z napisem "MADE IN USA, HUMANITARIAN AID, NOT FOR SALE" (ang. "wyprodukowano w USA. Pomoc humanitarna, nie na sprzedaz"), po lewej cale stosy pochodzacych z Europy ubran z drugiej reki, zapewne takze wziete z jakiegos miedzynarodowego programu pomocowego, sprzedaja sie po zupelnie sufitowych cenach jak swieze buleczki. Zas tuz obok owinieci w podarte szmaty zebracy wyciagaj reke po 1 birra (lokalna waluta), a w gorach Simien dzieci piszcza z radosci jak szalone, gdy podarowuje im pare welnianych skarpet i niepotrzebny mi juz polar.
Korupcja? Gospodarka cwaniaczkow? Totalny brak organizacji czy moze zwykle lenistwo? To zbyt proste odpowiedzi na pytanie dlaczego Etiopia nie potrafi wlasciwie rozdzielic docierajacej tu z calego swiata pomocy humanitarnej, dlaczego nie potrafi wykorzystac swoich ogromnych bogactw i potencjalu.
- Bo problem tkwi w mentalnosci. - mowi mi Etiopczyk, ktory na stale mieszka w Australii i z ktorym ucielam sobie pogawedke w oczekiwaniu az zakonczy sie trwajaca wieki naprawa autobusu. (A bylo tak: huk, trzask, rzucilo gwaltownie zelaznym olbrzymem na jakims wertepie i ten stanal natychmiast, a co sie zepsulo nikt nie byl w stanie stwierdzic - ale to juz zupelnie inna historia). - Chcemy zyc jak Europejczycy czy Amerykanie, ale nas na to jeszcze nie stac. Ludzie maja zebracza mentalnosc. Pomoc, ktora dostajemy od Zachodu nauczyla ludzi, ze mozna miec bez wysilku, tyle ze aspiracje sa dzis wyzsze niz kiedys, podobni jak oczekiwania. Tymczasem ludziom trzeba dac wedke, a nie rybe!
"Zebracza" mentalnosc Etiopczykow jest odczuwalna na kazdym kroku, na kazdym rogu ulicy. Praktycznie kazde pozdrowienie, kazda uliczna zaczepka konczy sie prosba o pieniadze. Najsmutniejsze jest to, ze prym w zebraniu wioda dzieci i to w sumie chyba wszystkie dzieci, nawet te ktorym "one birr" czy "one pen" nie sa absolutnie potrzebne. Zebrza bo tak robia wszystkie dzieci, bo tak sie nauczyly, bo za nic moga dostac to czy tamto. Turysci zas daja chetnie i hojnie sciskani za serce widokiem malych, zasmarkanych obdartuskow. Rosnie kolejne pokolenie "zebrakow", ktore w krainie miodem i mlekiem plynacej wyciagac bedzie reke po jednego birra.

1IMG_0101.jpg
Male uliczki starego Harar

W hotelu Tewodros w Harar spotykamy rodakow - Ize i Kamila, ktorzy na motorze przemierzaja swiat z Singapuru do Polski. (Ich wspaniala przygode mozna sledzic na www.singapore2poland.com). Po godzinach przegadanych przy piwie i lokalnym jedzeniu wspolnie wybieramy sie do starej czesci Hararu, ktora slynie z tego, ze na przestrzeni zaledwie 1km kwadratowego stloczonych zostalo az 368 uliczek. Prawdziwy to labirynt, po ktorym bladzi sie z wielka przyjemnoscia. Piekne slonce, robimy wiec mnostwo zdjec. W pewnym momencie jeden z licznie towarzyszacych nam dzieciakow zaczyna domagac sie pieniedzy za zdjecia. Kiedy kategorycznie odmawiamy zaczyna podjudzac przeciwko nam cala bande podobnych do niego maluchow.. Juz zadnego zdjecia nie pozwola nam zrobic, nawet domow czy ulic. Szarpia, szturchaja, wygrazaja i krzycza "one birr", "give money" i to z minami pelnymi triumfu, bo w grupie czuja sie silne. Poniewaz i te zabiegi nie przynosza skutku, przodujacy calej bandzie chlopiec bierze do reki spory kamien grozac mi, ze jesli natychmiast nie dam mu pieniedzy, to rzuci nim we mnie bez zastanowienia. Probuje nawet moich reakcji, zamachujac sie i pozorujac rzut. Radosc ma wielka z moich unikow i statysfakcje, ze mnie przestraszyl. I chociaz nie dalam mu nawet grosza, niesmak pozostal. A wszystko to dzialo sie na oczach licznych doroslych obu plci. Nikt nie zareagowal. Przeciez chlopiec w koncu mial racje, przeciez bogaci biali powinni dawac, zawsze tak bylo. Nie ma w tym nic dziwnego ze malec domaga sie tego, co mu sie nalezy.

Zachod nauczyl Etiopie zebrac i Etiopia zebrze na wszystkich poziomach, od dzieci po rzad, z zebrania uczyniwszy niestety sposob na przetrwanie.

Wysłane przez aidni 2:00 AM Kategoria Etiopia Komentarze (1)

ETIOPIA Czesc II

Z Bahir Dar do Lalibeli

sunny 28 °C

Ile potrzeba czasu by w Etiopii pokonac 250km? Prosze zgadywac! 5,6,7 a moze 8 godzin? Nie! Potrzeba ich az okraglutkich 12, nie liczac 3 dodatkowych zwiazanych z awaria autobusu juz na starcie, czyli w sumie 15. A wszystko to by dotzrec do Lalibeli, turystycznego epicentrum Etiopii, ktore to jeszcze nie zostalo przez turystow zadeptane i calkowicie swiatu sprzedane przez lokalne wladze.
Zacznijmy jednak od poczatku. Bahir Dar, ktore bez przesady mozna nazwac etiopskim Bevely Hills jest niezwyklym miejscem nie tylko dlatego, ze jest tu ladnie ale dlatego, ze laezy nad samym jeziorem Tana. Ilu ludzi w przeszlosci poswiecilo jesli nie zycie to przynajmniej zdrowie by dotrzec do tego miejsca! Bo tutaj wlasnie znajduje sie, przez tak wiele stuleci poszukiwane, zrodlo Nilu Blekitnego. Ten kiedys niedostepny, tajemniczy i nieznany zakatek Afryki dzis podziwia sie z pokladu wynajetej lodzi motorowej, z aparatem w reku, podnoszac glowe gdy niebo przecina wlasnie startujacy z pobliskiego lotniska samolot. Ale zeby nie bylo, ze cywilizacja juz calkowicie sie tu zagniezdzila, zapuscila swe macki i rozplotla wszedobylskie korzenie, jezioro Tana wciaz traci dzikoscia. To wlasnie tu zobaczylam pierwsze, leniwie pluskajace sie hipopotamy oraz nisko lecace pelikany o wielkich dziobach.
01_03_2001_861.jpg
Jezioro Tana

Ale na jezioro Tnana wyplywa sie nie tylko po to, by z bliska podgladac przyrode. Na licznych rozrzuconych po jeziorze wyspach znajduja sie klasztory i miejsca religijnego odosobnienia, ktore maja ogromne znaczenie dla ortodoksyjnego kosciola etiopskiego i sa uznawane za swiete. Nieiwiele osob wie, ze kosciol etiopski nalezy do najstarszych na swiecie. Wysoko na wyzynie abisynskiej chrzescijanstwo zawitalo juz w IV w. Od tamtego czasu obrzedy nie zmienily sie ani troche, a msze trwaja tak dlugo, ze niezbedne okazuja sie specjalne laski, na ktorych opieraja zmeczone ciala co mniej wytrwali wierni. Siadac bowiem w czasie mszy swiatej nie nalezy, trzeba wystac do konca, taryfy ulgowej nie ma nawet dla starszych.
Klasztory na jeziorze Tana, jak wiekszosc kosciolow ortodoksyjnych w Etiopii, zbudowano na planie kola. Wchodzac do srodka nie zobaczymy oltarza, ale kolejny okragly mur, ktory mozna obejsc dookola. Czesto pokryty szczelnie kolorowymi freskami, a co najmniej obrazami, skrywa to, co tutejsi duchowni nazywaja "najswietszym z najswietszych", czyli kopie tablic z 10 przykazaniami, podyktowanych przez Boga Mojrzeszowi na gorze Synaj, a ktorych niedoscignione oryginaly znajduja sie ponoc w Aksum. To wlasnie tam wedlug tutejszych wierzen spoczywa arka przymierza. Problem jednak w tym, ze nikt nie moze tego sprawdzic i ostatecznie rozwiac watpliwosci sceptykow. Poniewaz ktokolwiek spojrzy sie na Arke z mijsca zamienia sie w proch, mozna sie zatem domyslic, ze smialkow nie ma wielu. W koncu jednak wiara nie bylalby wiara, gdyby wszystko mozna bylo pomacac, powachac i na wlasne oczy zobaczyc. A Etiopczycy wierza, ze to wlasnie w ich kraju spoczywa slynna Arka.
mnich2.jpg
Mnich i stara ksiega
W klasztorach mnisi i duchowni pokazuja chetnie stare, bogato zdobione krzyze i ksiegi. Niektore maja po 1000 lat i dalej sluza tak samo, jak sluzyly wiernym wieki temu. Te pieknie ilustrowane i pisne zdobnym pismem ewangelie w Polsce zapewne lezalyby za szyba chroniona alarmem, gdzies w muzeum jako cenny, jesli nie najcenniejszy, eksponat. Tutaj tysiacletnie ksiegi leza na polkach, krzeslach, czasem na podlodze, po prostu tam, gdzi zostawil je ostatni czytelnik.

DLUGA DROGA DO LALIBELI

01_03_2001_830.jpg
Mieszkancy Bahir Dar spotkani na targu

Afryka pelna jest paradoksow, ktore po prostu nie mieszcza sie w naszych europejskich glowach, jak chocby ten, ze w Etiopii by gdziekolwiek dalej dojechac, trzeba na dworcu autobusowym zjawic sie juz o 5.00 rano, kupic bilet, wrzucic plecak na dach i czekac az autobus sie zapelni, bo wtedy dopiero odjedzie. Jesli do danej miejscowosci odjezdza dziennie piec autobusow to wszystkie maja niezmiennie stoja gotowe o 5.00 rano i ruszaja gdy tylko wszystkie miejsca zostana sprzedane. Czesto bywa tak, ze jedzie sie w kolumnie 3-4 autobusow, bo akurat wszystkie zapelnily sie w tym samym czasie.
Nasza ciagnaca sie w nieskonczonosc podroz z Bahir Dar do Lalibeli takze zaczela sie o 5.00 rano. Pech jednak chcial, ze nasz autobus choc zapelnil sie szybko, okazal sie zepsuty. Patrzylismy tylko z zazdroscia jak inne, w gestych oparach spalin odjezdzaja z dworca. Zorganizowanie nowego autobusu zajelo korporacji transportowej ponad trzy godziny, a podstawiony pojazd byl tak ciasny, ze oparcia siedzacych przed nami pasazerow konczyly sie nam na kolanach. Cale dziesiec dlugich godzin jechalismy po piaszczystej drodze, po nieopisanych wertepach, przy calkowitym braku amortyzacji, pod palacym sloncem i w chmurze takiego kurzu, ze kazdy zakrywal usta i nos, czym tylko sie dalo, by moc jako tako oddychac. Chociaz jak Etiopia dluga i szeroka, pelna jest Chinczykow w pocie czola budujacych drogi, to pracy przed nimi jeszcze bardzo wiele jeszcze.
O 18.00 docieramy do Gasheny, gdzie mielismy przesiasc sie na autobus do Lalibeli. Mielismy, bo wszystkie juz dawno odjechaly. Po godzinnym oczekiwaniu na szczescie, w towarzystwie dwojki innych podroznikow, ktorzy rownie dlugo jechali tu z Gonder, udaje nam sie zlapac jeepa jadacego akurat do Lalibeli. Po dwoch godzinach, zupelnie zmarnowani, glodni i wymeczeni, docieramy do celu. A ze bylo warto wszystkie te trudy pokornie znosic przekonalismy sie juz nastepnego dnia o poranku. Lalibela zaczarowala nas zupelnie!

LALIBELA
Pierwsze tak blisko widziane tukule, hotelik w lokalnym domostwie, wioska zyjaca wlasnym a nie turystycznym zyciem, zaproszenie na wesele i koscioly wyrzezbione we wnetrzu ziemi, najlepszy w Etiopii zjedzony obiad, a wszystko to we wspanialej gorskiej scenerii - czy mozna chciec wiecej?
Dawno, dawno temu, gdzies na przelomie XI i XII w. ne, krol Lalibela mial we snie wizje. Wrogowie chrzescijanstwa niszczyli swiatynie, ktore wierni w pocie czola wznosili przez stulecia. Pan Bog przemowil wiec do Lalibeli we snie i nakazal mu zbudowac swiatynie w ziemi tak, by ujrzec je mogly z daleka tylko ptaki, a przed oczami niewiernych by pozostaly na zawsze ukryte. Tak tez uczynil krol Lalibela i zbudowal 11 wspanialych swiatyn, z ktorych czesc to tzw. koscioly monolityczne, czyli powstale z jednej skalnej bryly. Ponoc wybudowanie, a dokladnie rzecz biorac wyrzezbienie ich w ziemi, zajelo Lalibeli ledwie 28 lat. Sa tez tacy, ktorzy twierdza, ze sam Jezus Chrystus spuszczal je z nieba na ziemie z przedkoscia 1 metra dziennie. Obserwujac zapal do pracy przy sprzatniu swiatyn na nadchodzace Boze Narodzenie, wydaje sie, ze ta druga wersja, choc tak wrecz bajkowa, jest jednak bardziej przwdopodobna.
IMG_9891.jpg
Kosciol Sw. Jerzego w Lalibeli

Najslynniejszym ze wszystkich 11 kosciolow jest kosciol sw. Jerzego, ktory jako jedyny nie jest chroniony paskudnym, zelazno-plociennym zadaszeniem. Zbudowany na planie rownoramiennego krzyza i wysoki na jakies 3 pietra, z gory jak i z dolu wyglada rownie zachwycajaco. Padajace tu czasem deszcze sparwily, ze na scianach kosciola pojawily sie z czasem zoltego koloru porosty, dzieki czemu widziany z daleka wydaje sie posypany zoltawym proszkiem. Na dziedzincu, podobnie jak w pozostalych 10 swiatyniach, basen ze swieta woda. Gleboki na tyle samo metrow, na ile wysoki jest kosciol, przy ktorym sie znajduje. W czasie wielkich swiat, takich jak Timkat (zaraz po Bozym Narodzeniu) gesto porastajaca powierzchnie zbiornika roslinnosc odgarniana jest na boki dlugimi kijami, a w samym zbiorniku zanurza sie na linach, na krotka chwile, chociaz ponoc w calosci, kobiety cierpiace na bezplodnosc. Swieta woda ulecza ponoc 100% przypadkow.
Wnetrze kosciola sw. Jerzego nie rozni sie wiele od pozostalych. Kiedys rowna podloga, przez setki lata zadeptywana przez tysiace wiernych, dzis jest mocno pofaldowana i przykryta szczelnie dywanami. Stare, piekne dekoracje mieszaja sie z kiczowata nowoczesnoscia: lampami jarzeniowymi i odpustowa ikonografia. Kazdy kosciol w Lalibeli ma swojego ksiedza - opiekuna, ktory zazwyczaj pokazuje turystom swiete krzyze przechowywane w niedostepnych dla zwyklych smiertelnikow zakatkach swiatyni. Krzyze choc piekne niewatpliwie budza jedna zazwyczaj mniejsze zainteresowanie niz sam ksiadz. W obawie przed fleszami aparatow fotograficznych zaklada tandetne, plastykowe okulary przeciwsloneczne i w jednej chwili caly majestat i wizerunek swietego, uczonego meza diabli biora, nawet stare, opasle ksiegi, trzymane w reku nie pomagaja - groteska jest i basra.
IMG_9853.jpg
"Groteskowy" ksiadz

WESELE

A wieczorem w hotelu wesele! Ponoc jest w modzie i w dobrym tonie, aby szanujacy sie rastafarianin mial zone prosto z Etiopii. Przybywaja wiec do Etiopii rastafarianie z calego swiata i wyjezdzaja z jakas amharska pieknosci u boku. W tym wypadku, piekna panna mloda poleci daleko, bo az do Trynidadu i Tobago. Uroczystosci weselne trwaja zwykle 3 dni, my zaproszeni przez naszego hotelarza, bierzemy udzial w drugim dniu weselnym. Lokalne piwo wyrabiane z miodu leje sie litrami. Szklanki nie mozna wypic do dna, bo jest ona systematycznie uzupelniana. A muzyka, drodzy Panstwo, na zywo! W tym wypadku nie byl to jednak powod do radosci, bo muzyka etiopska na tle calej Afryki jest wyjatkowa i po prostu nie da jej sie sluchac. Na weselu dominuja przyspiewki, ktorych slowa uklada sie na biezaco, komentujac sytuacje i gosci. Nieodlacznym elementem weseliska jest tradycyjny taniec ASMARI, darem wykonywania ktorego wszyscy sie tutaj rodza, bo z taka niezwykla wykonuja go lekkoscia i swoboda. A sprawa jest naprawde bardzo trudna. Caly taniec opiera sie bowiem na szybkich i zwinnych ruchach ramion i szyi oraz wystukiwaniu rytmu nogami. Latwiej opisac niz wykonac, chociaz oba zadania sa nadzwyczaj skomplikowane.
I ja tam bylam, lokalne piwo pilam i choc fajki nie palilam to asmari zatanczylam. Wyszlo mi to bardzo nieudolnie, ale biesiadnicy byli zachwyceni, a o to chyba chodzilo.
IMG_9885.jpg
IMG_9749.jpg
Lalibela

Wysłane przez aidni 12:23 AM Kategoria Etiopia Komentarze (0)

ETIOPIA - czesc I

afrykanska odyseja trwa

5 DNI W GORACH SIEMIEN
Czy mozna zmarznac w Afryce? Owszem, i to tak do szpiku kosci, tak ze az cialo przeszywaja dreszcze, a czlowiek budzi sie w srodku nocy i ma ochote krzyczec z bolu. Ale jesli juz marznac w Afryce to jednak nie byle gdzie. Jesli juz marznac w Afryce to w jednych z najpiekniejszych gor naszego globu - w gorach Simien w polnocnej Etiopii. Takich gor jeszcze nie widzialam: waskie kaniony, jakby wykrojone nozem z wnetrza ziemi, strome klify, z ktorych sacza sie wodospady (jeden wysoki nawet na 450 m) i strumienie. Stoki porasta tu zoltawa trawa oraz gigantyczne lobelie i dziurawce wielkosci niemalych drzew, kwitnace wszedzie szalona zolcia. Chociaz widoki zapieraja dech w piersiach to jednak najwiekszym przezyciem w gorach Simien jest spotaknie z dzeladami, a moze i widoki i spotkanie naraz? Trudno rozsadzic. Dzelady (gelada baboon - malpy z rodziny pawianowatych endemiczny gatunek, wystepujacy jedynie w gorach Simien) nazywa sie takze malpami o krwawiacym sercu. Na piersi nosza bowiem jak emblemat, gorejace, czerwone serce. Sa ich tu setki, tysiace nawet.
01_03_2001_764.jpg
Nie obawiaja sie ludzi w najmniejszym stopniu, a dokladniej rzecz biorac bialych ludzi. Przed czarnymi czmychaja bowiem czym predzej. Od kiedy szelmy zapuszczaja sie na pola mieszkajacych tu licznie gorali, w celach ma sie rozumiec ewidentnie rabunkowych, ci ciskaja w nie kamieniami bez opamietania. Bialy czlowiek tymaczasem podchodzi na palcach, caly az tak przejety, ze az mowi szeptem i co najwyzej pstryknie pare zdjec. Dzelady wiec, nie wykazujac najmniejszego zainteresowania dla przybyszow z dalekiej Polnocy, skubia trawe, marudzac pod nosem zupelnie otwarcie. Porzadek spoleczny stada dzelad reguluje swoiscie rozumiany patriarchat. Wprawdzie to samiec ma role decydujaca i ma przynajmniej kilka malpich zon, ale to samice dokonuja wyboru samca - przewodnika stada, a gdy ten sie zestarzeje i zniedoleznieje, przepedzaja go bez namyslu wybierajac na jego miejsce silnego, mlodego nastepce. Porzadek dnia dzeladowego jest prosty, niezmienny i calkowicie przewidywalny. Po nocy spedzonej na skalnych urwiskach, poranek uplywa dzeladom na wzajemnym iskaniu a nastepnie jedzeniu korzonkow i trawy, i to by w zasadzie zamykalo temat. Czasem, przy odrobinie szczescia, mozna podejrzec jakas mala, rodzinna awanture, a nawet walke samcow z dwoch konkurencyjnych stad. Jaki wtady wrzask, jaki tumult, jakaz prawdziwa malpia histeria i poruszenie w przyrodzie!
01_03_2001_658.jpg
Dzelady zyja w niezwyklej symbiozie z kozicami gorskimi zwanymi valia ibex, ktore charakteryzuja sie rogami dlugimi na prawie 1,1m. To takze gatunek wystepujacy jedynie w gorach Siemien i dzis zagrozony wyginieciem. Te piekne i dlugie rogi od zawsze budzily podziw i podsycaly ludzka pozadliwosc. Dlatego kozice boja sie ludzi, strach ten jest w nich wciaz zywy chociaz dzis bedac pod ochrona moga czuc sie juz zupelnie bezpiecznie. Kozice maja jednak zbyt slaby sluch, by uslyszec zblizajacego sie na placach czlowieka. Ten zmysl za to jest silna strona dzelad. Kilka charakterystycznych piskow kudlatych malp skubiacych trawe i kozice juz wiedza, ze zbliza sie czlowiek. Rzadko wiec mozna zobaczyc je z bliska, dzelady to bowiem niezawodni informatorzy.

CENA ZYCIA

Aby wyruszyc w gory Siemien trzeba miec ze soba cala swite: przewodnika, ochroniarza z dluga bronia (na broni nie znam sie wiele, ale wygladala na taka, co ostatni raz strzelala w czasie II wojny swiatowej) oraz mula wraz z opiekunem. Mozna takze zabrac kucharza, ale to na szczescie opcja nadobowiazkowa. W Afryce jest rzecza powszechna i najzupelniej naturalna, ze czynnosc, ktora w Europie z powodzeniem wykonuje jedna osoba, tutaj potrzeba osob kilka, chocby mialy sie nudzic caly dzien, podpierajac glowe na zmiane, to lewa, to prawa reka i ziewac szeroko. Czasem jest to nuda tak straszliwa, ze az wyczuwa sie ja w powietrzu, tak gesta, ze wrecz mozna jej dotknac. Widac to w bankach, restauracjach i urzedach, widac takze i w gorach Siemien.

Kazdy dzien zaczynamy niezmiennie od goracej herbaty i owsianki na wodzie (ktorej calym sercem po prostu nie cierpie) oraz suszenia namiotu na sloncu. Topnieje gruba wartwa szronu na tropiku, z syberyjskich mrozow nocy w sercu Afryki, dzieki sloncu momentalnie wkraczamy do afrykanskiego pieca. Mul zostaje obarczoiny naszymi tobolkami i wraz ze swoim opiekunem rusza droga do kolejnego obozowiska. My zas, wraz z naszym przewodnikiem i ochroniarzem, ktorego nazywa sie tutaj skautem, podazamy spokojnie waskimi, kretymi i zazwyczaj stromymi sciezkami wsrod gestych traw, wysokich na ponad 2 metry lobelii, dzelad liczonych w setkach i kozic liczonych na placach.

01_03_2001_544.jpg
01_03_2001_739.jpg
Dzieci z gor Simien

Spotakalismy ja w czasie postoju, w pieknym, widokowym miejscu, jednym z wielu w gorach Siemien, ktore urzekaja, oczarowuja i najzwyczajniej w swiecie zwalaja z nog kazdego wedrowca. Zaledwie 10-cio letnia, a juz ciezko pracuje wypasajac kozy i owce na gorskich stokach. Nie ma butow, ani cieplego ubrania, jedynie cienka podarta sukienke i kocyk, ktorym owija sie szczelnie. Pod tym kocykiem, przez dluzszy czas ukrywala przed nami wstydliwie paskudna rane - praktycznie calkowicie rozszarpane udo. Gdy wypasala swoje owce i kozy ugryzl ja pies. Szczesliwie nie przegryzl tetnicy udowej, bo wtedy najpewniej wykrwawila by sie samotnie, gdzies wysoko w gorach w ciagu zaledwie kilku chwil. Bartek, ktory towarzyszyl mi w mojej podrozy az do Addis Ababy, byl zapewne pierwszym lekarzem, ktorego spoktala w zyciu, leki, ktore jej podarowal byly najpewniej pierwszymi, jakie kiedykolwiek przyjmowala. Chodzila z ta rana 3 dni a jej matka prosila o pomoc przechodzacych turystow, zupelnie nie zdajac sobie sprawy ze ta rana moze jej odebrac corke.
Ile kosztuje zycie jednego afrykanskiego dziecka?
40 USD, a najpewniej jeszcze mniej. Bo tutaj w gorach bieda jest okrutna i bezwzgledna. Ludzie zajmuja sie rolnictwem, ktore pozwala im jedynie przetrwac. Nie produkuja nadwyzek, ktore nastepnie mogliby odpsrzedac, nie maja wiec pieniedzy i to w najzupelniej doslownym znaczeniu. Dzieci wypasaja bydlo od najmlodszych lat, rzadko ktore chodzi do szkoly, wszystkie za to wyplataja czapki z welny. Te welniane czapeczki sprzedaja nastepnie turystom i jest to pewnie jedyna gotowka jaka potem dysponuja ich rodziny. Jedna czapka kosztuje 25 birr tj. 2,5 USD. Jak zatem kupic koce, cieple ubrania i buty i skarpety dla licznej rodziny? Marzna w swoich tukulach (typowych, afrykanskich, okraglych chatkach krytych strzecha) zapewne znacznie bardziej niz my w naszym namiocie. Jak zatem mogliby oplacic transport rannej corki do najblizszego szpitala, ktory od miejsca, w ktorym ja spotkalismy znajdowal sie o trzy dni marszu? Z czego oplacic lekarza, jak kupic lekarstwa? 40 USD, ktore jej podarowalismy okazalo sie wystarczajace uswiadamiajac nam jednoczesnie, jak zatrwazajace sa roznice dzielace ten swiat. Pieniadze, ktore w Europie wydajemy sami nawet nie pamietajac na co, w innej czesci swiata maja moc ratowania zycia.
Bieda ma rozne oblicza, ale to ktore widzialam w tej pieknej gorskiej scenerii bylo chyba najokrutniejsze ze wszystkich dotad mi znanych. Bo panujaca tu bieda to bieda kaprysnie szafujaca ludzkim zyciem i smiercia, to bieda, ktora nie daje zadnych szans, to bieda trzymajaca ludzi w kleszczach, z ktorych nie ma ucieczki, a przejawem jej najwyzszej laski jest tylko to, ze pozwala im przetrwac. A do tego to nieustajace zimno, ten chlod przenikajacy gleboko cialo i kosci. Nie widzialam okrutniejszej i bardziej bezwzglednej biedy jak ta w gorach Simien.

Wysłane przez aidni 6:49 AM Kategoria Etiopia Komentarze (0)

(Wpisy 1 - 6 z 6) Strona [1]