Travellerspoint Blogi z podróży

wrz 07

Mamallapuram

12 January/ Stycznia 2007

30 °C

WERSJA POLSKA POD TEKSTEM ANGIELSKIM
How to get from Hospet to Mamallapuram as fast and as cheap as possible? It’s quite complicated but I think that we managed to do it. This was our itinerary:
1. Bus from Hospet to Bellary (be prepared for an two- three hours long journey on an atrociously bad road…I wouldn’t count on a seat)
2. Another bus from Bellary to Guntakal (another two hours, the bus was better and the road as well)
3. Train from Guntakal to Chennai (buy the tickets in advance in Hospet to get a bed). Consider to buy some food in town, at the railway station there’s really no much to choose from.
4. 5:00 am you’re in the incredibly crowded (even at that hour) city of Chennai, take a public bus or a rikshaw to the bus station (quite far away from the railway station) and take one of the numerous buses to Mamallapuram (2h30). Be aware and get prepared for the windowless buses - great chances to catch a cold, it’s really freezing in the morning.


MAMALLAPURAM

Mamallapuram is a very popular seaside (or rather Oceanside) resort among Indians, the prices are high everywhere and to be honest I didn’t find it particularly interesting, at least at the first sight. The LP guide highly recommend it but when it comes to me I think there are many much more beautiful and interesting places in South India.
But there are two things which make Mamallapuram worth a visit. The first is the classical Indian dance festival, the second is the impressive Ocean.
The festival is held every year in January. The performances starts in the evening on a stage situated against the famous relief carving called Arjuna’s Penance, which represents the birth legend of the holy Ganga. At night it is lit up, making a beautiful background to the absolutely amazing dance performances.
It’s difficult to describe a classical Indian dance. It’s completely different from what we’re used to see in the bollywood movies. There’s a small orchestra and all the dancer or dancers moves are synchronized with the music so well that is really hard to believe. In India dance is a way to tell a story, every move has a meaning, it’s like a mysterious language that we Europeans unfortunately can’t understand. I observed Indians and their sometimes passionate reactions to the way the dancer “was telling” the story of Krishna. An old women standing on my left laughed and after one minute looked frightened…well I just could admire the skilled dancer and the beauty of her moves, conscious that I wasn’t able to understand the secrets of her dance.
School_kids.jpg
School kids/ Dzieci w drodze do szkoły

The_temple.jpg
The Shore Temple/ Starożytna świątynia nad brzegiem oceanu

The Indian Ocean is impressive. That it is so much more that the polish Baltic Sea, that I’m used to. It’s noisy and windy. The waves are giant and looks dangerous. I know that it sounds incredible but you can have a nice walk in the late evening, watching the sky covered with stars and the black endless Ocean without being followed by souvenirs vendors, having finally a while just for yourself.
Flying_prisoner.jpg
Flying prisonner (This little green bird born to free as all other birds lives in this wooden cage and sings on request to earn money for his master)./ Latający więzień (Ten mały, zeilony ptaszek zamknięty w drewnianej klatce, śpiewa na zawołanie zarabiając w ten sposób na byt swojego pana.)

Recommendations: 1. Look carefully at the relief carving in the background during the dance performances you’ll see a lot of goats lying here and there watching the spectacles with great interest:)
2. try local fish dishes

POLSKI
Jak dostać się z Hospet do Mamallapuram tak szybko i tanio jak to tylko możliwe? To dość skomplikowane, ale chyba udało nam się osiągnąć ten cel. Tak oto wyglądała nasza trasa:
1. Na dworcu w Hospet łapiemy autobus do Bellary (przygotujcie się na dwie/ trzy godziny jazdy po dramatycznie dziurawych drogach... małe są szanse na miejsca siedzące)
2. Z Bellary kolejnym autobusem jedziemy do Guntakal (kolejne dwie godziny, autobus był lepszy i droga też).
3. W Guntakal łapiemy pociąg do Chennai (w bilety trzeba się zaopatrzyć wcześniej na dworcu w Hospet, jeśli chcecie mieć jakiekolwiek szanse na wolne łóżko). Jedzenie na drogę lepiej kupić w miasteczku, na dworcu nie ma w czym wybierać.
4. Ok. 5:00 rano jesteśmy w niezwykle zatłoczonym (nawet jak na indyjskie standardy) dworcu kolejowym w Chennai. Stąd można wziąć motorikszę (opcja droższa) lub autobus miejski (opcja tańsza, którą wybraliśmy) do dworca autobusowego, do którego jest spory kawałek drogi. Stamtąd autobusy do Mamallapuram odjeżdżają bardzo często (jedzie się 2,5 godz.) są często bez okien więc trzeba być przygotowanym, rano jest okrutnie zimno.

MAMALLAPURAM 12.01.2007

my_sis_in_..temples.jpg
My sister in one of the temples / Moja siostra w jednej ze świątyń

Mamallapuram to bardzo popularny kurort wśród Hindusów, ceny są znacznie wyższe niż gdziekolwiek i szczerze mówiąc nie ma niczego szczególnie interesującego, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Lonely Planet rozpływa się w pochwałach na temat uroków tego miejsca, ale możecie mi wierzyć, w południowych Indiach jest znacznie więcej miejsc znacznie ciekawszych i piękniejszych.
Są jednak dwa powody, dla których warto tu przyjechać. Pierwszy to festiwal klasycznego tańca indyjskiego, drugi to ocean.
Festiwal tańca organizowany jest tu co roku w styczniu. Przedstawiania odbywają się na scenie, której tłem jest słynna płaskorzeźba zwana Arjuna’s Penance, przedstawiająca legendę związaną z narodzinami świętej rzeki Hindusów – Gangesu. Wieczorem płaskorzeźba jest pięknie oświetlona, tworząc niezwykłe tło dla popisów tancerek.
Opisać tradycyjny indyjski taniec jest niezwykle trudno. Odbiega on znacznie od tego, do czego europejskiego widza przyzwyczaiło kino bollywoodzkie. Artystom towarzyszy mały zespół muzyczny. Ruchy tancerek są tak precyzyjnie zsynchronizowane z wykonywaną na żywo muzyką, że wprost nie można uwierzyć, że coś takiego jest w ogóle możliwe. W Indiach taniec jest językiem, za pomocą którego opowiada się historię, legendy i religijne mity. Każdy ruch, każdy gest jest pełen znaczeń, których my Europejczycy nie jesteśmy w stanie odgadnąć. Przyglądałam się Hindusom i ich pełnym zaangażowania reakcjom na to, jak tancerka „opowiada” historię Kriszny. Starsza kobieta stojąca tuż obok raz śmieje się, raz wygląda na przestraszoną... no cóż ja mogę jedynie podziwiać umiejętności tancerki, piękno jej ruchów, świadoma, że nie jestem w stanie odgadnąć ich tajemnicy.
W czasie przedstawienia, na zabytkowej, wpisanej na listę dziedzictwa ludzkości UNESCO, płaskorzeźbie pojawiają się kozy, cale stadka kóz. Wylegują się na mocnych ramionach Sziwy czy innego bóstwa i oglądają popisy tancerek z wielkim zainteresowaniem.
Temples.jpg
Temples / Swiątynie
Ocean Indyjski robi na mnie ogromne wrażenie. To dobre słowo. Taki właśnie jest: ogromny! Hałaśliwy i wietrzny, z potężnymi falami. Nikt się tu nie kąpie, zbyt jest niebezpieczne. Być może zabrzmi to nieprawdopodobnie, ale wieczorem można wyruszyć na plażę, przyglądać się gwiazdom i czarnemu oceanowi. Nikt za nami nie idzie, nikt nie usiłuje sprzedać czegokolwiek, nareszcie można mieć chwilę tylko dla siebie.
Szczególnie polecam: rybkę przyrządzaną w którymś z kramów przy plaży.
Bon_appetit.jpg
Street scene / Scenka uliczna

Wysłane przez aidni 14:32 Kategoria Indie Komentarze (1)

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUponRedditDel.icio.usIloho

HAMPI and/ i HOSPET

7-10 January/ Styczeń 2007

sunny 30 °C

WERSJA POLSKA POD TEKSTEM ANGIELSKIM
Hampi could be the paradise on Earth if only it wasn’t so overcrowded by western tourists and completely commercialized. It’s composed of uncountable hotels, restaurants, travel agencies, shops with western designed clothes, souvenirs etc. , you can’t expect to see much of true Indian life there, be rather prepared to hear French, English or Italian more often than Hindi. Nevertheless it’s absolutely beautiful and the surroundings are just breathtaking.

Copy_of_DSC06000.jpg
The village of Hampi/ Hampi

Hampi is dominated by Virupaksha Temple, the first Dravidian temple I saw in my life and It impressed me from the very first moment. The giant gopuram (entrance gate to the temple) is amazingly sculptured and apparently very popular among local monkeys who climb it with admirable nimbleness. To be honest I enjoyed the temple much more than the Vijayanagar ruins, which made Hampi so famous. In fact the temple is full of life and I don’t mean only pilgrims, who often invite you to participate to their prayers and observe their rituals, it’s also full of animals. Monkeys are definitely the larger group, but there is also the temple’s elephant named Lakshmi (a blessing is offered for 1 Rs.) and then the multicolored birds. The temple is particularly beautiful during the sunset, especially observed from the water tank side, I still see that magnificent view when I close my eyes.

Copy_of_DSC05963.jpg
The gopuram of Virupaksha Temple is the heart of Hampi/ Gopuram świątyni Virupaksha
Copy_of_DSC05988.jpg

My best day in Hampi started very early in the morning by climbing a rocky mountain to observe the most splendid sunrise I ever seen in my life. I got there in a mighty company of monkeys, who apparently decided to start their day in a similar way:)

Copy_of_DSC06016.jpg
Sunrise over Hampi/ Wschód słońca nad Hampi

How to describe the landscape which Hampi is sat in??? Are there any suitable words??? Amazing, unforgettable, unique, gorgeous … they are all scanty! Let’s try in a different way. Imagine that god Shiva himself spread giant stones all over a desert area and then traced with his powerful finger the gentle Tungabhadra River. After that he planted uncountable banana trees up to the horizon and brought animals. People were so amazed by this beautiful land that they build the magnificent Virupaksha Temple as an expression of their unfailing gratitude and devotion to Shiva.

After a fast breakfast we started our improvised trekking in those marvelous surroundings. First we took the path leading to the biggest attraction of Hampi - the Vittala Temple and then just straight ahead :) along the river. After a couple of hours on our feet, walking through a delightful countryside, we crossed the river with a funny oval boat and started our way back to Hampi along the shore again.

Copy_of_DSC06019.jpg
Indian baby in the morning/ Dziecko o poranku

Copy_of_DSC06057.jpg
Oval boats / Okrągłe łódki
Copy_of_DSC06062.jpg
Hampi seen from the other side of the river/ Hampi - widok z drugiego brzegu

It was just stunning: giant stones and rocks everywhere, buffalos swimming in the water, cowmen taking rest in the shadow of the trees and greeting you by saying “namaskar”, white herons on rice yards and we… absolutely alone with the pure beauty and natural wealth of India !!! This fantastic walk ended at the crossing point, were surrounded by Indian kids, who laughed at us when they discovered our red sunburnJ, we took the boat back to Hampi. It really must have been a funny picture – tired but delighted rose European pigs in an Indian boat:) To finish we rent a motorbike from our hotel and made a wonderful one hour long ride through little sleepy villages under the a beautifully clean sky full of stars, which looked to be close at hand.

Copy_of_DSC06064.jpg
rice yards/ pola ryzowe
Copy_of_DSC06055.jpg
sleeping beauty/ śpiąca królewna

A DAY IN HOSPET 10.01.2007

Lonely Planet guide is not really kind with Hospet, meanwhile I simply loved it. We spent almost a whole day there, on shopping, admiring and observing the true life of an average Indian town. There is nothing to see … or in contrary there is a lot to see.
While in Hampi you can only buy a western looking skirt here within 3 hours you can get a true, hand-tailored Punjabi dress made of quality cotton or linen (in all colors of the world) for just 300 Rs. Here where western tourists are only seen on the bus station you can taste Indian hospitality and kindness. Our accidental visit in the vegetable market is on of the most colored experience of India I had.

Copy_of_DSC06084.jpg
Hospet - the veg. market/ Hospet targ warzywny

Charming, smiling people, kids running after us asking for photos, no annoying rikshaw drivers and street vendors…visiting Hospet was pure pleasure.

Copy_of_DSC06105.jpg
Young rikshaw drivers/ Młodzi rikszarze
Copy_of_DSC06109.jpg
some things are only possible in India, like this cow apparently trying to check her bank account:)/ Niektóre rzeczy możliwe są jedynie w Indiach jak na przykład ta krowa, która usiłuje sprawdzic stan swojegokonta :)

We returned to Hampi just before the beautiful, golden sunset. The next day we started our long way to Mammalapuram (to be continued).
Recommendations for Hampi:
Just one: - Tibetan Restaurant just on the right side of Hampi Bazaar. Great, tasty meals and just fantastic staff.

POLSKI
Hampi mogłoby być prawdziwym rajem na ziemi gdyby nie było aż tak oblegane przez turystów i całkowicie skomercjalizowane. Miasteczko składa się z niezliczonych hoteli, restauracji, biur podróży, sklepów pełnych ubrań szytych pod europejski gust i różnego rodzaju pamiątek... Ciężko doświadczyć tutaj „prawdziwych” Indii, francuski, angielski bądź włoski słyszy się częściej niż hindi. Niemniej Hampi jest piękne, a okolica po prostu zapiera dech w piersiach.

Copy_of_DSC06001.jpg
Virupaksha Temple seen from a rooftop restaurant/ Świątynia Virupaksha widziana z restauracji na dachu

Nad Hampi góruje świątynia Virupaksha, pierwsza drawidyjska świątynia jaką widziałam w życiu. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie od samego początku. Charakterystyczną cechą świątyń drawidyjskich są gopuramy (ogromne i wysokie bramy wejściowe). Ilość ich jest bardzo różna w zależności od świątyni. Rekordzistką kraju w tym względzie jest świątynia w Trichy, która liczy sobie 21 gopuramów a jej powierzchnię można by przyrównać do małego miasta! Świątynia w Hampi jest naprawdę niewielka jak na takie standardy, ma tylko 4 gopuramy. Każdy gopuram jest bogato zdobiony postaciami bóstw, po których z zaskakującą zręcznością wspinają się małpy, raz siedząc na ramieniu Shivy, a raz na głowie Krishny. Wewnątrz niezwykła atmosfera. Świątynia jest pełna życia. Jest tu całe mnóstwo pielgrzymów, którzy chętnie pozwalają na przyglądanie się ich obrzędom, oraz zwierząt. Poza najliczniejszą grupą, jaką tworzą wścibskie małpy, jest także słonica o imieniu Lakshmi (błogosławieństwo 1 Rs.) oraz wielobarwne ptaszki. Świątynia jest szczególnie piękna o zachodzie słońca, gdy obserwuje się ją od strony zbiornika wodnego. Gdy jest się z powrotem w domu, jest to jeden z tych obrazów, które powracają nieproszone, które stają przed oczami i budzą tęsknotę za tym, by znów wyruszyć w świat.

Copy_of_DSC05965.jpg
Colours of India / Kolory Indii

Mój najlepszy dzień w Hampi rozpoczął się od wspinaczki na skalisty pagórek o świcie, skąd ujrzałam najpiękniejszy w życiu wschód słońca, przynajmniej jak dotąd. Dotarłam na szczyt w towarzystwie małp, które najwyraźniej postanowiły rozpocząć swój dzień w podobny sposób.
Nie potrafię znaleźć właściwych słów by opisać krajobraz, który otacza Hampi. Wspaniały, niezapomniany, wyjątkowy, olśniewający – wszystkie te słowa wydają mi się niewystarczające. Może spróbuję w mniej konwencjonalny sposób...
Wyobraźcie sobie, że Shiva zstąpił na ziemię i rozsypał na pustyni gigantyczne kamienie. Dzięki swym boskim mocom palcem nakreślił delikatnie bieg rzeki Tungabhadra i zasadził soczyście zielone bananowce aż po sam horyzont, a na końcu sprowadził zwierzęta. Ludzie byli tak zachwyceni pięknem tej ziemi, że z wdzięczności i szczerego oddania zbudowali na cześć Shivy wspaniałą świątynię, którą skąpaną w pomarańczowym, ciepłym świetle wschodzącego słońca miałam teraz przed oczami.

Copy_of_DSC06017.jpg
My sister and the impressing light of the Indian sun/ Moja siostra w promieniach indyjskiego słońca

Po szybkim śniadaniu wyruszyliśmy na improwizowany “trekking” po tej wspaniałej okolicy. Najpierw poszliśmy do największej atrakcji turystycznej Hampi czyli świątyni Vittala a stamtąd prosto przed siebie, wzdłuż rzeki. Po paru godzinach na nogach wśród zachwycających skał i pól, przeprawiliśmy się na drugi brzeg rzeki śmieszną, okrągłą łódką i powolnym, tropikalnym krokiem rozpoczęliśmy powrót do Hampi.
Potężne skały wszędzie wokół, bawoły kąpiące się w rzece, pasterze odpoczywający w cieniu drzew, pozdrawiający rzadko zapuszczających się tu przybyszów z Zachodu zawołaniem “Namaskar”, białe czaple na polach ryżowych i my... zupełnie sami wśród naturalnego bogactwa Indii!!!

Copy_of_DSC06052.jpg
The river/ Rzeka

Leniwym krokiem dotarliśmy do przeprawy rzecznej otoczeni przez niezliczone zastępy dzieciaków. Śmiały się z nas do łez, gdy tylko zauważyły naszą czerwoną opaleniznę, a dokładnie rzecz ujmując spaleniznę. Wsiedliśmy na łódkę z powrotem do Hampi. To naprawdę musiał być zabawny widok – trzy zachwycone choć zmęczone, europejskie świnki w indyjskiej łódce. Aby godnie zakończyć tak udany dzień wynajęliśmy motor od naszego hotelarza i wybraliśmy się na nocną przejażdżkę po wpół uśpionych, okolicznych wioskach. A nad nami było niebo czyste i pełne gwiazd, które zdawały się być tak blisko, że można było ulec złudzeniu, że wystarczy sięgnąć po nie ręką.

Copy_of_DSC06065.jpg
Sunset/ Zachód słońca

DZIEŃ W HOSPET
Przewodnik Lonely Planet nie jest zbyt łaskawy dla Hospet, ja jednak dałam się zauroczyć. Spędziliśmy tam prawie cały dzień na zakupach, na obserwowaniu życia w prawdziwym, zwyczajnym indyjskim mieście. Nie ma tu nic do zobaczenia... albo i przeciwnie jest tu bardzo wiele do zobaczenia. O ile w Hampi można jedynie kupić spódnice w stylu europejskim (dzieci kwiaty) tutaj, w niecałe 3 godziny, można sprawić sobie prawdziwą, ręcznie szytą sukienkę Punjabi (sukienka + spodnie + szal), we wszystkich kolorach świata i to z pierwszej jakości lnu lub bawełny, za ledwie 300 Rs. (ok. 25 zł). W Hospet, gdzie zachodni turyści widywani są jedynie na dworcu autobusowym, można doświadczyć indyjskiej gościnności i serdeczności. Nasza przypadkowa wizyta na targu warzywnym jest jednym z moich najbardziej kolorowych, indyjskich doświadczeń.

Copy_of_DSC06083.jpg
Veg. market / targ warzywny

Uroczy i uśmiechnięci ludzie, dzieci biegnące za Tobą i proszące o zdjęcie, żadnych napastliwych rikszarzy ani ulicznych sprzedawców… poznawanie Hospet było czystą przyjemnością.
Wróciliśmy do Hampi tuż przed wspaniałym, złotym zachodem słońca. Następnego dnia wyruszyliśmy w stronę Mamallapuram.

Polecam w Hampi: Restauracja Tybetańska zaraz po prawej stronie Hampi Bazaar. Wyśmienite jedzenie i bardzo sympatyczni właściciele.

Wysłane przez aidni 05:43 Kategoria Indie Komentarze (0)

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUponRedditDel.icio.usIloho

(Wpisy 1 - 2 z 2) Strona [1]