Travellerspoint Blogi z podróży

Burkina Faso - część 1 - Pierwszy dzień w Burkina Faso

sunny 37 °C

PIERWSZY DZIEŃ W BURKINA FASO
IMG_3989_bis.jpg

Raz, dwa, trzy start! Jadę okrakiem siedząc na skrzyni biegów i dosłownie żywcem się gotuję, jeśli tak dalej pójdzie to do Burkina Faso wjadę jako klopsik w sosie własnym.
- Panie kierowco, daleko jeszcze?! Bo mnie silnik pana minibusu tak w cztery litery grzeje, że zaraz zamienię się w szaszłyk!
- 30 km, da Madame radę?
Ani się ruszyć, ani jakkolwiek powiercić, tylko zęby można zaciskać by przetrwać jakoś tych najdłuższych i najgorętszych 30 kilometrów w całym moim życiu.
30 kilometrów do Burkina Faso. Jedziecie ze mną? Ostrzegam nie będzie wygodnie ani komfortowo, przeciwnie ciasno, tłoczno i gorąco, długo, wolno i w nieskończoność, a w dodatku po wybojach i z burczącym żołądkiem. Nie zrażeni jeszcze, no to zapraszam!
- Ścisnąć się, ścisnąć! Jeszcze ! No dalej, czasu szkoda!
Od kiedy to w Afryce ktoś się z czasem liczy? Po prawie godzinnym oczekiwaniu pod mangowcem w Somba wiosce, wreszcie zjawiła się bush-taxi, czyli peugeot-muzeum, któremu już wszystko jedno i zabierze tyle ludzi i bagaży ile tylko zdoła doń wepchnąć pazerny na pieniądze szofer.
- Panie kierowco - protestują i tak już nieźle ściśnięte na tylnym siedzeniu grubaśne, afrykańskie matrony - nie da rady!
- No to może Madame weźmie na kolana tego szczupłego pana?
- A pewnie! Czemu nie!
IMG_4216_bis.jpg
taksówka buszowa (tu wersja burkińska)

Radocha, śmiechy, żarty, młody mężczyzna na moich kolanach wyraźnie płonie ze wstydu, co tam, grunt, że jedziemy.
No więc tak to wygląda: z lewej w żebra wciska się wam czyjś łokieć, jeden pośladek cudem, choć zgnieciony grubaśnym pośladkiem sąsiadki, jeszcze mieści się wam na siedzeniu, drugi już podróżuje na drzwiach, do tego na kolanach macie jakiegoś faceta, a by szczyptą pieprzu doprawić to widowisko, do ucha wydziera wam się jeszcze wyrwany ze snu niemowlak wściekły na cały świat. Pędzimy tak przez busz, radośnie podskakując na wybojach, połykając kurz w kilogramach, wypiekając skórę na słońcu.
Natitingou – czas zmienić pojazd na następne bush-taxi. Tym razem wybieramy miejsca strategiczne, z przodu przy kierowcy, za rozbitą szybą, odpadającą tablicą rozdzielczą, na dziurawym fotelu, z którego sterczą sprężyny i wyłazi na wolność gąbka, ale przynajmniej będzie przestrzeń jako taka, bo z przodu jedzie się tylko we trzech : dwóch pasażerów i kierowca. Choć w aucie poza silnikiem chyba nic nie działa, docieramy cudem bez wypadku do następnego punktu przesiadkowego. Czas zająć miejsce w minibusie na skrzyni biegów i odliczać kilometry do burkińskiej granicy, gdzie się może jakiś lepszy transport trafi.
30, 29, 28, 27... 15 O nie! Policyjny szlaban, to jest dwie blaszane beczki a na nich gałąź. Zagląda policjant badawczo, czego by tu się nie przyczepić i łapówkę wyłudzić, ale nic znaleźć nie może. Kierowca z ulgą rusza dalej i pomyśleć tylko, że w Polsce pewnie zabrakłoby bloczków mandatowych w całym województwie, by wszystkie wykroczenia i złamane przezeń przepisy zmieścić.
IMG_3988_bis.jpg
przednia szyba buszowej taksówki (model classic)
IMG_3991_bis.jpg
moje miejsce w minibusie do Burkiny

10, 9,8... Nareszcie granica! Do połowy ugotowani, z paszporcikami i wizą, wymieniamy grzeczności z oficjelami granicznymi. Bach! Bach! Lądują pieczątki z hukiem...witamy w Burkina Faso!
Minubus do Fada N’Gourma już czeka. Nie ma litości a jak! Skorośmy i tak już w połowie ugotowani, to nie zaszkodzi kolejnych kilka godzin znów spędzić w bliskim silnika sąsiedztwie. Oby tylko wody było nadto do picia, a jakoś przetrwamy drodzy przyjaciele, prawda? Zresztą i tak nie można narzekać. Nie wierzycie, to spójrzcie w boczne lusterko! Widzicie tego pasażera siedzącego dosłownie w oknie, z braku miejsca w środku? Biedak zasłania sobie usta koszulą by jakoś przed szalejącymi tumanami kurzu się wybronić.
Nieoczekiwanie z letargu dłużącej się, dziurawej drogi wyrywa nas widok wspaniały! Mango – olbrzym! Mango – gigant! Mango – monstrum! Waży z półtora kilo i zalotnie zagląda przez okno z dziewczęcej głowy. Piękny, wspaniały, soczysty, doskonały w kształcie, gładki, rumiany. Takie cudo, drodzy państwo, 200 franków (czyli złotówkę jakąś). Bierzemy!
Czujecie jeszcze ten gorąc silnika? Czujecie jeszcze ten kurz połykany w kilogramach? Wciąż pęka wam głowa od charczących głośników? Skądże znowu! Kto by się na takich koncentrował szczegółach mając na swych kolanach taki cud natury, takie prawdziwie gargantuiczne mango. Już jecie je w myślach, zlizujecie z rąk słodziutki sok, miękki miąższ rozpływa wam się w ustach. Tak się czujecie tą pysznością wypełnieni po brzegi, do granic samych, że nie zauważacie nawet kiedy docieramy na miejsce. I tak nam mija pierwszy dzień w Burkina Faso. No i jak się podobało?
IMG_3992_bis.jpg
nie dla wszystkich jest zawsze miejsce
IMG_4191_bis.jpg
afrykański minibus - ładowność nieograniczona

Wysłane przez aidni 03:49 Kategoria Burkina Faso

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUpon

Spis treści

Bądź pierwsza(y) komentując ten wpis.

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Enter your Travellerspoint login details below

( What's this? )

If you aren't a member of Travellerspoint yet, you can join for free.

Join Travellerspoint