Travellerspoint Blogi z podróży

Togo - czesc 2 - Togoville

sunny 35 °C

RZECZY DZIEJA SIE SAME
Opowiem Wam teraz jden z najwazniejszych mitow voodoo (czyt. wudu), jedna z jego najslynniejszych legend.
Dawno, dawno temu, lew - krol wszystkich zwierzat starego lasu przyszedl do wyroczni po rade. Na glowie mial zlota korone, w rece dzierzyl takze zlote berlo wysadzane kosztownymi kamieniami.
- Wyrocznio! - zawolal- Jestem krolem wszystkich zwierzat, a tymczasem one uciekaja ode mnie, opuszczaja moje krolestwo, ktore jest juz dzis prawie puste! Jak mam byc krolem jesli nie mam poddanych?
- Odloz swoje berlo, zdejmij z glowy zlota korone - odrzekla wyrocznia - Jesli chcesz byc prawdziwym krolem wejdz posrod swoich poddanych, poznaj ich i zyj wsrod nich, a przekonasz sie ze wkrotce twoje krolestwo pelne bedzie mieszkancow.
Tak tez uczynil lew, jako jedyny znak swej wladzy zachowujac tylko bujna grzywe, a przepowiednia wyroczni spelnila sie co do kropki i przecinka.

Kazde poznanie, kazde odkrycie, kazde glebokie doswiadczenie innosci trzeba zawsze zaczynac od wyrzeczenia sie uprzedzen, od ujarzmienia dumy i pychy, od odrzucenia stereotypow. Prawdziwie poznawac mozna tylko otwartym sercem i umyslem, szczera ciekawoscia swiata i skromnoscia.
- Czy jestes gotowa na poznanie voodoo? - zapytal mnie ksiaze Togoville gleboko patrzac mi w oczy, ze az ciarki poczulam na plecach.
- Jestem - odpowiedzialam zdecydowanie.

Malo ktory afrykanski kult obrosl taka iloscia stereotypow, falszywych interpretacji, nieslusznych klasyfikacji i uprzedzen, co wlasnie voodoo. Juz samo slowo kojarzy sie fatalnie: laleczki, w ktore wbija sie igly, by zadac cierpienie nielubianej osobie, suszone malpie oczy, kocie ogony i inne potwornosci, ktore sluza za fetysze, tysiace bozkow niezliczone, przerazajace rytualy, czarna magia, podejrzane mikstury... Oto z czym kojarzy sie nam zwykle voodoo! Moja wiedza o tym kulcie byla niewiele wieksza, az do dnia moich trzydziestych urodzin, kiedy w tajniki tego prastarego afrykanskiego kultu wprowadzal mnie ksiaze Togoville, malutkiego miasteczka nad brzegiem jeziora Togo.
IMG_3721_bis.jpg
Togoville

A jak to sie stalo, ze sue znalazlam na prywatnej audiencji u jego Wysokosci? Droga z Lome nie byla daleka. Stolica Togo to przyjemne miasto, dlatego spedzilam tam kilka leniwych dni, uzupelniajac bloga i walasajac sie po targu bajecznie kolorowym i rozleglym jak morze, zajadalam lokalne specjaly, walczylam z przywleczonym jeszcze z Ghany zapaleniem ucha. Ale wielkie halasliwe miasta to nie moja specjalnosc, wole male miasteczka i wioski, ktore moge szybko ogarnac, szybko zaprzyjaznic sie z ludzmi, podejrzec troche ich codziennego zycia.
I oto stoje juz u brzegu jeziora Togo, Togoville widzac na drugim brzegu. I pomyslec tylko, ze od jednego z najbardziej niezwyklych doswiadczen w calej mojej podrozy przez Afryke, dzielila mnie bariera pazernosci mlodego chlopaczka kierujacego lodzia przewozaca pasazerow przez jezioro. Przeprawa ta nie powinna wiecej kosztowac jak 100-150 frankow, tymczasem chce on ode mnie 10 000 (rownowartosc 20 USD). Targuje sie bez skutku osigajac niewiele nizsza cene. Biore plecak i oswiadczam, ze moja ostatnia cena to 200 frankow i jesli mu to nie pasuje to wracam na droge i jade dalej. Nie uszlam 10 metrow, kiedy przybiegl by mnie zawrocic. Na szczescie!
Przeprawa lodka, zwana tu pirrogue (czyt. pirog, a ktore to lodki ja sobie nazywam pierogami) trwa jakies 15 minut, sa to jednak dlugie minuty. Bo pierozek oczywiscie w afrykanskim, najlepszym stylu przeladowany. Oprocz dwudziestu lekko pasazerow z tobolkami przewozi jeszcze dwa motocykle. A ze wiatr jest nie na zarty to pierozkiem kolysze na wszystkie strony i co rusz woda niebezpiecznie zaglada za burte. Doplywamy jednak szczesliwie. Ludzie przejeci moim losem i ruszeni patriotycznym obowiazkiem obrony dobrego imienia Togo po podlym zachowaniu pieroznika, pomagaja mi znalezc tani noclego w miasteczku.
W ogrodzie rosnie ogromny, stary baobab i mangowce. Domki sa szeregowe, z lazienka, biezaca woda, skromne ale czyste i przytulne. Zazwyczaj sluza misjonarzom w podrozy, ale jako ze nie ma ich ostatnimi czasy zbyt wielu, zaczely sluzyc takze turystom. Spokoj, cisza i szeroki usmiech Yayo, kucharza katolickich ksiezy z pobliskiego sanktuarium, ktory opiekuje sie osrodkiem, a za chwile juz wspolne kibicowanie druzynie Togo w pilkarskiej potyczce z Kamerunem. Rzeczy dzieja sie same, jakby ktos z gory wszystko zaplanowal. Mam jakies nieodparte wrazenie, ze wszystko jakos tak nienaturalnie, nieprzypadkowo zgrabnie sie uklada jak doskonale dopasowane elementy ukladanki. Zaprzyjazniam sie z Yayo prawie natychmiast. On zas widzac zem chora i zasmarkana, rozpieszcza mnie europejska kuchnia, ktorej smaku juz prawie zapomnialam. W moje urodziny dostaje nawet torcik i mszalne wino! A gdy Yayo tylko dowiedzial sie, ze interesuje mnie voodoo i pierwotne wierzenia Afryki, zorganizowal mi spotkanie z ksieciem Togoville, wielkim mistrzem voodoo, kiedy stuknelo mi wlasnie 30 lat.

IMG_3749_bis.jpg
IMG_3752_bis.jpg
w Togoville

W MIESZKANIU KSIECIA TOGOVILLE
W mieszkaniu ksiecia Togoville jest male muzeum. I nie pomyle sie chyba zbytnio i nie popadne w przesade, gdy powiem, ze jest to bodaj najmniejsze muzeum na swiecie. Skromna kolekcja starych, pozolklych fotografii, tradycyjnych bebnow, jakichs kolorowych strojow, kilka starych ksiazek zajmuje jeden ciasny pokoik rozmiarow skromnych, rzedu 2x3m. Posrodku stolik i krzeselko, na ktorym siedzi ksiaze w czasie audiencji. Oczami wyobrazni widzicie juz pewnie szalonego jakiegos szamana z rozwichrzonym wlosem, tatuazem na twarzy, w koralikach, ozdobach i przedziwnych szatach, mowiacego egzotycznym jakims jezykiem zupelnie niezrozumialym i rzucajacego zakleciami na lewo i prawo az serce cale trwoga zdjete. Nic z tych rzeczy! Schowajcie stereotypy gleboko w kieszen, przegoncie z mysli uprzedzenia, ze jesli juz cos jest w Afryce jest tradycyjne i pierwotne to niechybnie byc musi takze zacofane, ciemne i podejrzane.
Ksiaze Togoville jest przystojnym mezczyzna okolo trzydziestki. Wita mnie ubrany w skromna, biala, afrykanska koszule z ozdobnym przy szyi haftem. Jest niezwykle goscinny jak przeogromna wiekszosc mieszkancow Afryki. Posluguje sie francuszczyzna elokwentna i pelna ogromnej elegancji, jak z ksiazek najlepszych francuskich pisarzy. Czeste czyni aluzje do filozofii Zachodu, by voodoo uczynic dla mnie bardziej przystepnym. Z pamieci cytuje Arystotelesa, Platona, Kartezjusza, porownuje voodoo do chrzescijanstwa, buddyzmu, islamu. Swa wiedza i inteligencja niejednego Europejczyka moglby wpedzic w kompleksy, chocby i takiego jak ja.
Otworzcie serca i umysly, zrzuccie zaslone od stuleci kultywowanych stereotypow i falszywych, niewiedza podyktowanych wyobrazen, a w tradycyjnych, afrykanskich wierzeniach odkryjecie uniwersalna, wielka madrosc.
IMG_3761_bis.jpg
Afryka jest piękna

Wysłane przez aidni 12:36 Kategoria Togo

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUpon

Spis treści

Bądź pierwsza(y) komentując ten wpis.

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Enter your Travellerspoint login details below

( What's this? )

If you aren't a member of Travellerspoint yet, you can join for free.

Join Travellerspoint