KENIA - czesc III - Safari w piekle
Hell's Gate National Park
18.01.2009
32 °C
NAIROBI - PRZYSTANEK EUROPA
Nairobi to odpowiedz Afryki na nasz zachodni brak wiary w jej mozliwosci. Stolica Kenii moze z powodzeniem stanac w szeregu z wieloma stolicami Europy i wiele z nich moze wpedzic w kompleksy, chocby nasza kochana Warszawe.
Czy to dalej Afryka czy juz Europa?
No i palmy najzupelniej prawdziwe i dodrodne.
Sa chodniki, swiatla, klimatyzowane restauracje, ktore niczym nie roznia sie od naszych, cenami niestety tez nie.
Z trudem mozna uwierzyc, ze polnoc Kenii i Nairobi to ten sam kraj!
Na tej wyspie nowoczesnosci spedzilam swieta w towarzystwie moich motorowych podroznikow i rodakow - Izy i Kamila.
MUZUNGU NA PIEKIELNYM SAFARI
Jak obudzic dzieciece marzenie o Afryce? Jak ozywic obrazy z wyobrazni, ktora zabierala nas do Afryki, dzieki czytanym ksiazkom i sluchanym opowiesciom? Jak znow odnalezc w sobie dzieciecy entuzjazm i najszczerszy, nie dajacy sie stlumic zachywt? Nie ma rady. Trzeba zapakowac w plecak pare kanapek, butelke wody, trzeba wskoczyc na rower i wyruszyc na prawdziwa afrykanska przygode do Hell's Gate National Park, czyli parku narodowego piekielnych wrot. Jest to jedyny park narodowy w calej wschodniej Afryce, po ktorym mozna przemieszczac sie rowerem, a nawet pieszo i to bez obstawy straznika, a to dlatego, ze lwy i inne grozne drapiezniki zapuszczaja sie tu tylko noca. Z tego tez powodu turystow jest tu bardzo malo, no bo co to za safari, z ktorego nie przywiezie sie zdjecia krola zwierzat. Zgoda krol krolem i berla mu nie odbieram tylko pedaluje przez piekna sawanne, wsrod wysokich skal, w pieknym swietle wczesnego ranka. Wraz z towarzyszacymi mi Kanadyjczykami, ktorych spotkalam na kempingu, jestesmy tego dnia pierwszymi goscmi. Zwierzeta zaskoczone nasza tak wczesna i pelna entuzjazmu obecnoscia uciekaja w poplochu, co rusz przebiegaja nam droge antylopy, gazele i zebry i to w odleglosci kilku metrow. Odkladamy na bok rowery i skradamy sie, spokojnie i cichutko, na paluszkach, delikatnie, bez zadnych gwaltownych ruchow.


Zebry przygladaja na sie podejrzliwie, a w sercu czlowieka budzi sie tymczasem mlody odkrywca z dzieciecych lat, ten zapomniany juz dawno mlody lowca przygod. Siadamy na dluzsza chwile w bezruchu tak by zebry przyzwyczaily sie do naszej obecznosci, by nie zwracaly juz na nas uwagi. Aparaty w dlon i juz pelzniemy przez busz by byc ich jak najblizej. Pstryk, pstryk, pstryk, poszla w ruch migawka, uwieczniona chwila, kiedy to zebry byly doslownie o kilka metrow od nas. Co za uczucie! Co za przezycie! Serce w czlowieku rosnie, co tu duzo mowic! Zebry uciekaja wzbijajac w powietrze tumany kurzu. Wsiadamy na rowery i ruszamy w dalsza droge. Chwila doslownie nie minela, a moze i mniej, gdy pod piekna, smukla akacja ujrzalam jeszcze piekniejsza i jeszcze bardziej smukla zyrafe! Jak to tak? Ja i zyrafa, a miedzy nami nic, ino kilka krzakow, z 15 moze metrow suchej ziemi i stoimy sobie obie jak wryte. Obie mamy oczy okragle ze zdziwienia, obie zamarlysmy w bezruchu. Raptem szelest jakis, czyjes ciche, powolne, badawcze skradanie sie. Po chwili zza plecow zyrafy wychodzi druga zyrafa! Az mi sie chcialo krzyczec z zachwytu. Nigdy nie sadzilam, ze bedzie mi dane stanc tak blisko prawdziwej, dziekiej, afrykanskiej zyrafy. Przeklnelam jednak tylko sline dlawiac swoj entuzjazm, by tych pieknych dam z afrykanskiej sawanny nie sploszyc moim wyraznym okzywaniem radosci.

Spedzam z nimi dluzsza chwile i na tym wlasnie polega lukss mojego niskobudzetowego safari. Bez krola lwa w roli glownej wprawdzie, ale takze bez szyb i metalowego dachu samochodu, bez barier, bez zaslon, bez odgradzania sie. Sama na sam z afrykanska przyroda, ktorej dotykam palcami, ktorej melodii nie zaglusza warkot silnika, ktora czuje w miesniach zmeczonych pedalowaniem i pocie splywajacym z czola z wysilku i goraca.
Rower polozylam gdzies w trawie i siedze sobie otoczona juz calkiem pokaznym stadkiem zyraf. Nikogo nie ma poza mna, jestem z tymi pieknymi damami sam na sam. Z trudem moge uwierzyc, ze to dzieje sie naprawde. Przed moimi oczami stanela Afryka wprost z dzieciecych marzen. Obrazy, ktore widzialam oczami wyobrazni defilowaly teraz przede mna namacalne, realne, trojwymiarowe i ozywione. Znow dotykalam Afryki, znow chlonelam ja kazdym zmyslem.
Ach jakie te zebry przedziwne wydaja z siebie dzwieki. Cos miedzy zawodzeniem osla a konskim prychaniem. Echo niesie te melodie przez cala sawanne i towarzyszy mi ona w drodze do piekla. Tak do piekla! Bo jak nazwa parku wskazuje skoro sa piekielne wrota to i pieklo musi byc gdzies w poblizu. Po drodze widze strusie calymi hordami ganiajace po okolicznych wzniesieniach w doskonalej zyjac z zebrami komitywie.
Przy posterunku straznikow ponownie spotykam moich kanadyjskich towarzyszy. Parkujemy rower i juz na nogach ruszamy w dalsza droge. Zawsze wydawalo mi sie, ze by trafic do piekla nie trzeba sie specjalnie natrudzic, starac i wysilac, ze to niebo, a nie pieklo wymaga od czlowieka poswiecenia, wyrzeczen i kroczenia trudniejsza, wyyboista sciezka. Nic bardziej mylnego, przynajmniej jesli mowa o piekle, ktorym w Kenii nazwano niezwykly wawoz wyzlobiony przez wieki przez sezonowo plynaca tu rzeke. Do wawozu schodzi sie po stromiznach, sliskich i mchem porosnietych kamieniach, zeskakujac ze skal prosto pod gorace strumnienie tryskajace z ich wnetrza. Jest przy tym mnostwo radosci i smiechu, a ze wawoz jest przepiekny i waski, zupelnie nie moge zrozumiec dlaczego nazwano go pieklem. Siedzac na wielkim glazie u wyjscia rzeki, zajadamy mango i stwierdzamy jednomyslnie - dla nas ten ten park to wrota do nieba, a nie do piekla.

Oto jest pieklo
Wracajac podziwiam zebry, gdzies zza akacjowej korony spoglada po raz ostatni na mnie zyrafa. jest juz grubo po poludniu, slonce pali bezlitosnie. Do paku wjezdzaja jeepy z turystami wzbijajac w powietrze tumany kurzu. Zwierzyna ucieka w poplochu, a ja dusze sie w tym pyle spychana co rusz do rowu przez wygodnie rozsiadlych w swych jeepach turystow. Nic to jednak w obliczu tego przezycia, tego spotkania z wymarzona Afryka twarza w twarz, sam na sam, gleboko patrzac jej w oczy, a w uszach majac jej dziki spiew.







